Zagrać jak Dinamo z Chelsea, czyli słowo przed meczem Villarreal – Lech.

We wtorek zaczęliśmy maraton europejskich pucharów. Praktycznie do rozpoczęcia Mundialu, co tydzień będziemy mogli oglądać spotkania Ligi Mistrzów, Europy, a także Konferencji, gdzie na szczęście mamy swojego reprezentanta i jest nim oczywiście Lech Poznań (chociaż mało brakowało, a w rozgrywkach udział brałby także Raków Częstochowa). I już w pierwszy dzień europejskiej rozgrywki mogliśmy zaobserwować niemałą sensację, bowiem Dinamo Zagrzeb pokonało Chelsea 1:0. W moim artykule, będę chciał niejako połączyć oba spotkania i na bazie wtorkowego meczu wyciągnąć wnioski, na temat tego, jak w czwartek zagrać ma Lech.

Umiejętność „cierpienia” na boisku

Czyli ulubione piłkarskie stwierdzenie Diego Simeone. W meczu rozgrywanym w stolicy Chorwacji, zarówno w pierwszej jak i drugiej części spotkania, gospodarze mieli jedynie 39% posiadania piłki co nie przeszkodziło im odnieść końcowego zwycięstwa. To Chelsea prowadziło grę, The Blues stwarzali sobie sytuacje. I być może okazało się to zdradliwe, bo długie ataki pozycyjne mogły kosztować Londyńczyków multum energii. I do czegoś takiego jutro musi doprowadzić Lech. Potrzebna jest ogromna cierpliwość, i jeśli Lech nie straci bramki w pierwszej połowie, to Villarreal może zacząć grać pospiesznie i popełniać juniorskie błędy. Nie można zwracać uwagi na statystyki typu „Lech nie oddał nawet strzału celnego w pierwszej połowie”. To będzie mecz, w którym przewagę będzie miała ekipa z Hiszpanii, jest to oczywiste.

Czekanie na swój moment i liczenie na indywidualny błysk.

Czyli dokładnie to, co we wtorek zrobił Orsić. Chorwat jest bezsprzeczną gwiazdą Dinama, tak jak Ishak w Lechu. I właśnie w Szwedzie upatruje szans na zaskoczenie defensywy Villarrealu. Jakaś jedna sytuacja w meczu, w której szczęście uśmiechnie się do „Kolejorza”, za to trzeba trzymać kciuki. Ishak to najbardziej „europejski” z zawodników Lecha, rozumiejący, w jaki sposób grają najlepsi kontynentu. Już niejednokrotnie popisywał się bramkami z Benficą czy Standardem Liege, dlatego myślę, że gol z Villarrealem przy dobrej dyspozycji skrzydłowych (mam nadzieję, że będą to Skóraś i Citaiszwili) nie stanowiłby dla napastnika Lecha ogromnych problemów. Oczywiście z rywalem takim, jakim jest Villarreal dobrze i zwarcie zagrać musi cała drużyna, a nie tylko ofensywa, bo pójście na wymianę ciosów z ekipą „Żółtej Łodzi Podwodnej” może okazać się piłkarskim samobójstem. Natomiast chodzi mi o to, że na pewno pojawią się momenty w których „Kolejorz” będzie miał swoje przysłowiowe 5 minut, tak jak w meczu z Widzewem, gdzie w dwie minuty Amaral i Ishak wyprowadzili ciosy, które na końcu zdecydowały o zwycięstwie.

Liczby (i nie tylko), które są na korzyść Lecha.

Jeśli chcemy delikatnie posłodzić fanom „Kolejorza”, to warto wspomnieć o liczbach, które mogą delikatnie uspokoić przed tym spotkaniem. Na plus drużyny z Poznania na pewno działa fakt, że ekipa Johna van den Broma nie przegrała meczu od 5 spotkań. Można więc stwierdzić, że Lech powoli, ale wraca na tory z poprzedniej, mistrzowskiej kampanii. Kolejnym atutem Lecha może być teren, na którym rozegrane zostanie czwartkowe spotkanie. Dom Villarrealu, czyli El Madrigal, jest w remoncie i fani ekipy z Hiszpanii będą musieli wybrać się do Walencji na obiekt o nazwie Estadi Ciutat de Valéncia. I choć nie jest to długi dystans, ponieważ Mapy Google pokazują, że dwa miasta dzieli tylko godzina jazdy samochodem, to mimo wszystko myślę, że każdy kibic i piłkarz Villarrealu wolałby rozgrywać spotkania w swoim mieście.

Mój wymarzony skład drużyny van den Broma.

Chociaż oczywiście wiem, że to trener najlepiej wie na kogo postawić od pierwszej minuty, a komu dać szansę w mniejszym wymiarze czasowym, to nie byłbym sobą, gdybym nie pokusił się o wskazanie mojego ustawienia marzeń, na które mógłby zdecydować się holenderski szkoleniowiec.
Bednarek – Pereria – Milic – Dagerstal – Rebocho
Karlström – Kvekveskiri – Amaral – Skóraś – Citaiszwili
– Ishak
Myśląc nad tym składem zastanawiałem się, czy i gdzie wcisnąć Afonso Sousę. Postawiłem jednak na Amarala, ponieważ co by nie mówić o dyspozycji Portugalczyka w tym sezonie, to w ostatnim spotkaniu z Widzewem zagrał naprawdę dobry mecz, co zwieńczył strzeleniem bramki na 1:0. Myślę, że dla Sousy optymalny byłby występ w wymiarze 20, może 30 minut.

Optymizm i pozytywne myślenie na koniec.

Tak jak w życiu, tak oczywiście w piłce optymizm jest niesamowicie potrzebny. Plus jest taki, że w czwartek Lech naprawdę nic nie musi, nie gra z nożem na gardle. Niech to spotkanie będzie nagrodą za trudne, i przebiegające w nie najlepszej atmosferze eliminacje. Tak więc niech jutro „Kolejorz” po prostu cieszy się tym meczem i spełnia dziecięce marzenia, którym dla wielu z piłkarzy Lecha był występ w europejskich pucharach!