Wygrana, która przejdzie do historii

Reprezentacja Polski wczoraj odniosła premierowe zwycięstwo na katarskim Mundialu. Wygrana ta przechodzi do historii, bo jest ona pierwsza w XXI wieku na MŚ o wielkim znaczeniu. Poza tym dzięki temu tryumfowi zdobyliśmy już największą liczbę punktów w grupie w dziejach naszych występów na tych turniejach. A został nam do rozegrania jeszcze jeden mecz, więc swój dorobek jeszcze możemy poprawić. W spotkaniu z Arabią Saudyjską nie byliśmy zespołem lepszym. Baa! Wcale nasza gra nie różniła się wielce od meczu z Meksykiem. Jednak zainkasowaliśmy 3 punkty, a to doda zawodnikom pewności siebie. Turniej się coraz bardziej rozkręca, a to oznacza jeszcze więcej emocji. 

Wygrana bez ataku pozycyjnego

Cały czas mamy z tym problem. Nasz drużyna nie jest w stanie sama sobie wypracować klarownych sytuacji. Musimy czekać na błąd przeciwnika lub indywidualności. Gol Piotra Zielińskiego to wyjątek, który potwierdził regułę. To Arabia Saudyjska prowadziła grę i nie mogliśmy sobie z tym poradzić. W efekcie w pierwszej połowie, w ciągu 4 minut, 3 Polaków zostało ukaranych żółtymi kartkami. Nie dość, że nie potrafiliśmy przejąć inicjatywy, to jeszcze graliśmy nerwowo. I to bardzo, bo Matty Cash mógł wylecieć z boiska za nierozważne zagranie. Na szczęście dla nas sędzia oszczędził piłkarza Aston Villi. Uciekaliśmy się do fauli, bo inaczej nie byliśmy w stanie przeciwstawić się Saudyjczykom. Nasi rywale to widzieli, więc nie zamierzali zmieniać swojego stylu. Z każdą minutą zyskiwali przewagę, a my nie umieliśmy stworzyć składnych akcji. Pierwszy strzał w światło bramki oddaliśmy w 24 minucie po stałym fragmencie gry.

Był to zalążek dobrej gry i delikatna nadzieja dla polskich kibiców. Okazało się, że jednak potrafimy być groźni. Jednak po „główce” Bielika nic w tym spotkaniu się nie zmieniło, bo to nasi rywale byli przy piłce. Przez większość czasu w całym meczu. Bramka zdobyta w 39 minucie meczu to nie był pokaz wielkiego futbolu, ani finezji. Dwa długie podania, dośrodkowanie po ziemi i tylko dzięki zasadzie Lewandowskiego, że „nie ma straconych piłek” futbolówka dotarła do pomocnika Napoli. Asysta „Lewego” była kluczowa, bo nie odpuścił, tylko pobiegł do linii końcowej. Wielka szkoda, że tylko nasz kapitan ma w sobie taką mentalność, bo może wtedy nie musielibyśmy czekać tylko na kontrataki. Gol był momentem przełomowym, bo mogliśmy zacząć grać „piłkę Michniewicza”. Czyli cofnąć się do defensywy i przyjmować przeciwnika na swojej połowie. Przyniosło to efekt i pierwsza wygrana na Mundialu stała się faktem.

Wojciech Szczęsny show!

Przez długie lata Wojciech Szczęsny konkurował do miejsca w bramce z Łukaszem Fabiańskim. Ta rywalizacja korzystnie wpływała na obydwóch zawodników. Jednak gdy przychodziło do wielkich turniejów, bramkarz Juventusu nie wytrzymywał ciśnienia. Na Euro 2012 czerwona karta w meczu z Grecją. 4 lata później kontuzja w pierwszym meczu z Irlandią płn. Mundial w Rosji- słaby mecz z Senegalem tak jak na Euro 2020 w spotkaniu ze Słowacją. Jego osobista wygrana zawsze uciekała. Ze Szczęsnym działo się to samo, co swego czasu z trzema Polakami Borussi Dortmund. Świetnie grali w klubie, ale nie potrafili przenieść tego na reprezentację Polski. Na Wojtka nie spadała aż tak wielka krytyka, bo miał godnego zmiennika. Kogoś, kto był gwarantem spokoju, jakości i pewności w bramce. Trochę niesłusznie, bo Szczęsny też nie prezentował wymaganego poziomu. Cały „hejt” skupiał się na polskim tercecie z Westfalii. W szczególności na Lewandowskim, bo długo nie strzelał bramek w kadrze narodowej.

Sytuacja z rzutem karnym potwierdziła wysoką dyspozycję Szczęsnego. Mówi się, że nie ma dobrze obronionych karnych, bo są tylko źle strzelone. Ale co z tego? Wojtek uratował całą drużynę przed szybką odpowiedzią Saudyjczyków na gola Zielińskiego. Balansem ciała zmylił przeciwnika i rzucił się w prawy róg bramki. O ile karny to loteria, to obrona dobitki ukazała, dlaczego Wojtek gra w Juventusie Turyn. Szybko pozbierał się po paradzie, a następnie skrócił kąt dla oddającego strzał przeciwnika. Piłka odbiła się od jego dłoni i wyszła na rzut rożny. Refleks godny bramkarza ze światowego topu. Ale ważniejsza była reakcja bramkarza po tej sytuacji. Krzyczał i odpychał wiwatujących kolegów, bo wiedział, że zagrożenie nie minęło. Wiedział, że to jeszcze nie był koniec meczu. Ta wygrana jest w dużej mierze dzięki niemu. Martwił się o dobro zespołu, a to od razu rzucało się w oczy.

Lewandowski vs Messi o wyjście z grupy

Wygrana z Arabią stawia nas w komfortowej sytuacji. Jesteśmy liderem grupy z 4 punktami. Argentyna również się przełamała i zajmuje drugą lokatę z 3 „oczkami”. Niemniej wyniki, które osiągnęły Meksyk i Arabia Saudyjska w poprzedniej kolejce jeszcze nie eliminują ich z turnieju. W ich przypadkach wygrana też może oznaczać awans. Zapowiada się arcyciekawy środowy wieczór, bo każdy błąd będzie niewybaczalny. Natomiast każda bramka będzie na wagę złota. I właśnie o gole będzie zabiegać dwóch kapitanów. Reprezentacja „Albicelestes” ma w swojej kadrze człowieka, któremu wystarczy zostawić metr lub dwa przestrzeni. A w takim położeniu Messi jest w stanie zadziwić świat swoim geniuszem. Zresztą było to ewidentnie widać w meczu z Meksykiem, bo rywale zostawili mu zbyt wiele miejsca. Patrząc na jego karierę, to między jego nazwiskiem a słowem wygrana można postawić znak równości. To już drugie trafienie Argentyńczyka na Mistrzostwach Świata. Drugi mecz i druga bramka.

Miło by było, gdyby w trzecim spotkaniu Leo się „zaciął” i jego celownik nieco się rozregulował. Tym bardziej że sama gra Argentyny nie jest przekonująca. To nie jest zespół nie do pokonania, który nie popełnia błędów. Sęk w tym, że wcale nie ma gwarancji, że Polacy skrupulatnie wykorzystają te potknięcia. Robert Lewandowski wczoraj strzelił swojego debiutanckiego gola na MŚ. Nie mógł ukryć wzruszenia, bo spełnił swoje dziecięce marzenia. Dobrze by było, gdyby było to swego rodzaju „odblokowanie się” napastnika. Wygrana kadry narodowej nie jest tak niezbędna jak skuteczność „Lewego”. W rywalizacji o Złotą Piłkę przegrał z legendą FC Barcelony. W środę będzie miał okazję, aby go pokonać w bezpośrednim starciu na poziomie reprezentacji. To odpowiedni moment, aby Robert poprowadził nas do zwycięstwa w meczu o takiej randze, z poważnym przeciwnikiem. Bo jak nie teraz, to kiedy?

Wygrana w środę = miejsce w historii

Ten Mundial już zapisał się na kartach historii polskiego futbolu, bo trzeci mecz nie jest o honor. Takiej sytuacji jeszcze nie mieliśmy w XXI wieku. Wygrana lub remis z Argentyną zapewni nam awans do 1/8 finału. Ekipa z Ameryki Południowej to zdecydowanie najgroźniejszy rywal w naszej grupie. Jeden z faworytów do złota. Reprezentacja Polski musi pokazać dojrzałość i doświadczenie, bo mamy zawodników, których stać na taki sukces. W kadrze są piłkarze, którzy pamiętają wyjście z grupy na Euro 2016. Niech tę wiedzę teraz wykorzystają, bo to prawdopodobnie dla nich ostatnie Mistrzostwa Świata.