Tworzy się historia na naszych oczach

W niedzielny wieczór na Estadio Anoeta stało się to, na co wyczekiwali nie tylko polscy kibice. Robert Lewandowski dwa razy ukąsił Real Sociedad i tym samym zapisał się na kartach futbolu. Spełnił marzenie swoje i wielu jego fanów, bo nigdy jeszcze Polak nie zagrał w barwach Barcelony. Dublet zdobyty na wyjeździe stawia Roberta w jego ulubionej sytuacji- ma się od niego wymagać strzelania goli. W tym sezonie tworzy się historia w La Liga, bo transfer do „Blaugrany” jeszcze bardziej napędził Lewandowskiego do cięższej pracy. Widać po nim, że im wyższy prezentuje poziom, tym jego ochota do gry jest większa. Być może w niedzielę rozpoczął się marsz zawodnika po Złotą Piłkę? Dwie bramki „Lewego” cieszą, ale też rozbudzają apetyty. Xavi też bardzo liczy na kapitana reprezentacji Polski, bo chce wokół niego budować zespół. Sporo wyzwań przed nim, ale on to z pewnością udźwignie. 

Nowa Barcelona z najważniejszym Lewandowskim

Trenerem FC Barcelony jest jej były znakomity zawodnik. Xavi Hernandez ma nie lada zadanie, bo zarząd zlecił mu odbudowanie wielkiej „Dumy Katalonii”. Misji nie miał łatwej, bo musiał przejąć drużynę w połowie sezonu po zwolnieniu za niezadowalające wyniki Ronalda Koemana. W ten sposób Barcelona powróciła do koncepcji, w której to człowiek z klubowym DNA jest odpowiedzialny za drużynę. Ta idea sprawdziła się już nie raz, bo Frank Rijkaard, Pep Guardiola, Luis Enrique przywracali zespołowi dawny blask. Właściwie od początku XXI wieku „Blaugrana” jest stawiana w roli faworyta do wygrania wszystkiego, co tylko możliwe. Jest to charakterystyczny urok tego klubu i to on sprawia, że najlepsi zawodnicy na świecie chcą przywdziewać te barwy. Barcelonie się po prostu nie odmawia. Xavi zdaje sobie z tego sprawę i dlatego chciał mieć u siebie w drużynie supergwiazdę. Piłkarza, który będzie gwarantem goli, a w związku z tym licznych trofeów.

W naszym stuleciu takimi zawodnikami byli Ronaldinho, Deco, Samuel Eto’o, Zlatan Ibrahimović, Leo Messi. Wcześniej pierwsze skrzypce w Katalonii odgrywali Romario, Christo Stoiczkow, Johan Cruiff i jeszcze wielu innych. Jest to bardzo wyborne grono, bo skupia wybitne piłkarskie jednostki. Opiekun „Blaugrany” stawia naszego rodaka na tym samym piedestale, co klubowe legendy. To bardzo pochlebne dla niego i dla nas, ale ważniejsze są oczekiwania, które pojawiły się w momencie ogłoszenia tego transferu. Teraz tworzy się historia, bo kibice Barcelony są jeszcze bardziej wymagający niż kibice Realu Madryt. Robert nie będzie miał taryfy ulgowej, nie będzie miał czasu na aklimatyzację. On ma robić to, co do niego należy- wykańczać akcje. Taka typowa „9”, która znajduje się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Bramki zdobywane przez „Lewego” na pewno przyjdą, jest wielce prawdopodobne, że Robert zostanie królem strzelców La Liga. Ale on został sprowadzony po to, aby wygrywać puchary.

FC Barcelona i Lewandowski byli sobie pisani

W chwili, gdy pierwsze przecieki informacyjne, związane z przejściem Roberta do Barcelony, zaczęły wychodzić na światło dzienne, było widać po napastniku, że zależy mu na tych przenosinach. Jego wypowiedzi medialne, a także członków zarządu Bayernu wskazywały na to. Gra w „Dumie Katalonii” była jego marzeniem, tak jak marzeniem Krzysztofa Piątka był transfer do AC Milan. Po podpisaniu umowy Krzysiek wrzucił do mediów społecznościowych zdjęcie z wakacji z czasów dzieciństwa. Na fotografii młody Krzysztof Piątek stoi na plaży i trzyma w dłoniach rozwinięty ręcznik, na którym widnieje herb „Rossonerich”. Wymowny był podpis pod tym zdjęciem, który brzmiał: „Warto marzyć”. Wtedy również mogliśmy napisać, że tworzy się historia, bo Polak przechodził do jednego z największych klubów Europy. Z Lewandowskim jest dokładnie tak samo. Mimo tego, że „Blaugrana” to w tej chwili gigant, który chce się odbudować, Robert chciał tam przejść. Być może też w młodości marzył, aby założyć bordową koszulkę?

Cała otoczka związana z jego zachowaniem poprzedzającym transfer wskazuje, że tak właśnie było. Gdy grał jeszcze w Borussi Dortmund pojawiało się wiele spekulacji na temat jego przejścia do Realu Madryt. Nasiliło się to po meczu półfinałowym LM, gdy „Lewy”, jako pierwszy zawodnik w historii tych rozgrywek, strzelił 4 gole w meczu Champions League na poziomie półfinału. Nikt wcześniej i później tego nie dokonał. Po tej rywalizacji Lewandowski wymieniał SMS-y z ówczesnym trenerem „Królewskich”- Jose Mourinho. Jeśli było wtedy coś na rzeczy związanego z transferem Polaka na Santiago Bernabeu, to na pewno nie było takiej determinacji ze strony zawodnika, aby zmienić klub. Ten cały nacisk na transfer nie był aż tak widoczny, jak w przypadku FCB. To świadczy o tym, że Robert zawsze marzył o występach na Spotify Camp Nou. Dlatego na naszych oczach tworzy się historia, bo dzięki spełnieniu marzeń Robert będzie jeszcze groźniejszy dla rywali.

Złota Piłka coraz bliżej

Robert Lewandowski jest każdego roku wymieniany w gronie kandydatów do zwycięstwa w plebiscycie France Football. Najbardziej prestiżowa nagroda indywidualna dla piłkarza jest w jego zasięgu. Szkoda, że za 2020 rok to wyróżnienie nie zostało przyznane, ale pandemia pokrzyżowała plany nie tylko w świecie piłki nożnej. Chociaż wielu kibiców i dziennikarzy jest zdania, że właśnie za tamten okres „Lewy” powinien otrzymać Ballon d”Or. Właśnie wtedy Robert sięgnął po tryumf w Lidze Mistrzów, a to jeden z warunków, które determinują tę wygraną. Zazwyczaj jest tak, że Złota Piłka wędruje do zawodnika, który w danym roku coś osiągnął. Zatem były logiczne podstawy ku temu, aby Robertowi przyznać najwyższe indywidualne odznaczenie w futbolu. Wtedy też wszyscy mówili, że tworzy się historia, bo przez covid-19 faza pucharowa LM została zmodyfikowana. Przybrała kształt turnieju, w którym królował Lewandowski, niszcząc FC Barcelonę 8:2. Wydawało się, że osiągnął sufit swoich możliwości.

Rzeczywiście tak było, że wszystkim się wydawało, że Robert już lepszy nie będzie. On jak zwykle udowodnił, że wszyscy się mylili, bo puchar LM tylko dodał mu animuszu. Złota Piłka jest już na wyciągnięcie ręki, bo w XXI wieku najwięcej zawodników zdobywało ją, grając w barwach „Blaugrany”. Na drugim miejscu w tej klasyfikacji jest Real Madryt. Ostatnim piłkarzem, który nie występował w La Liga, a zdobył Ballon d”Or był… Cristiano Ronaldo. W 2008 roku wygrał ten plebiscyt, będąc graczem Manchesteru United. Widać zatem, że „Lewy” podjął właściwą decyzję, jeśli koniecznie chce mieć tę prestiżową nagrodę. Ze Spotify Camp Nou zdecydowanie jest bliżej do realizacji tego celi niż z Alianz Arena w Monachium. W tym roku jest to raczej nie do spełnienia, bo Karim Benzema był bezkonkurencyjny. Ale za rok też będzie przyznawana Złota Piłka i kto wie, czy wtedy nie będziemy nazywać Roberta najlepszym piłkarzem świata?

Czy dzięki Robertowi pojawi się polska kolonia w La Liga?

Przejście Roberta Lewandowskiego do Barcelony było wielkim wydarzeniem. Jeszcze większym będą jego popisy strzeleckie i pobijanie rekordów. Ale czy dzięki niemu Primera Division bardziej otworzy się na polskich piłkarzy? Czy zawodnicy znad Wisły znajdą się wyżej na listach hiszpańskich menadżerów klubowych? Szczerze w to wątpię. Po pierwsze dlatego, że „Lewy” pracuje tylko na swój wizerunek. To tytan pracy, zdrowego odżywiania się i sportowego trybu życia. Nie każdy piłkarz jest gotów do takich poświęceń, więc nie każdego należy porównywać do Roberta. Oczywiście mogą zdarzyć się przypadki, w których młodzi Polacy, obdarzeni talentem, podążą śladami swojego idola i postawią wszystko na sport. Ale to jeszcze nie oznacza, że La Liga będzie dokładniej skanować Polaków. Kariera Roberta składa się ze szlifowania talentu i charakteru. Te dwie wartości muszą ze sobą kooperować, jeśli chce się zrobić karierę na zachodzie. A wielu młodym polskim piłkarzom brakuje właśnie charakteru.

Drugą sprawą jest to, że Primera Division wcale nie musi teraz rzucać sieci na polskich zawodników. Futbol zna przypadki wybitnych jednostek, które potrafiły się wznieść na wyżyny swoich umiejętności i przerosnąć swoje ligi o kilka długości. Tak było w przypadku Emmanuela Adebayora. Reprezentant Togo był zawodnikiem takich klubów jak Manchester City, Real Madryt, Tottenham. Pomimo tego, że talent doprowadził go na sam szczyt, świat nie był zainteresowany jego rodakami. Ci najwięksi bili się tylko o niego, ale o pozostałych Togijczykach nie było słychać. Tak też było z Dimitarem Berbatowem. Swego czasu gwiazdą Manchesteru United, ale nie pociągnęło to za sobą wzrostu popularności wśród bułgarskich zawodników. Prawdą jest, że dzięki Lewandowskiemu więcej polskich piłkarzy trafiło do Niemiec. Jednak bardziej było to spowodowane naszym położeniem geograficznym niż formą „Lewego”. Każdy pracuje na własny rachunek i to powinno być jasne dla wszystkich.

Cieszmy się, że mamy Lewandowskiego

Robert na pewno będzie walczyło koronę króla strzelców La Liga. Z pewnością będzie chciał pobić kilka rekordów, szczególnie te, które są uważane za „niepobijalne”. Ale skoro udało mu się pokonać osiągnięcie Gerda Mullera grając w Bayernie, to nie ma przeszkód, by prześcignął tych „niedościgniętych” w Hiszpanii. Choć będzie to trudne z racji jego metryki. „Lewy” pogra jeszcze kilka sezonów, ale zdecydowanie bliżej jest końca kariery. Dlatego cieszmy się, że mamy takiego piłkarza, bo na naszych oczach tworzy się historia. Pokolenia naszych ojców i dziadków miało Deynę i Bońka. My mamy Roberta. Oby jak najdłużej.