Trapez, lodołamacz i wiele innych. Jak gra Chelsea Thomasa Tuchela?

„Staniemy się zespołem, z którym nikt nie będzie chciał grać” – tak o swoim planie na Chelsea w skrócie mówił Thomas Tuchel na swojej pierwszej konferencji w roli trenera The Blues. Jeszcze rok temu piłkarze ze Stamford Bridge byli zespołem analogicznym do Manchesteru United za Solskjaera: wielkie wzmocnienia, gadka o zdobyciu tytułu, a potem rozczarowująca gra i wciąż te same błędy. Po odejściu Lamparda jednak wszystko zaczęło wyglądać o wiele lepiej: The Blues zaczęli prezentować się dużo lepiej w defensywie, wygrali Ligę Mistrzów, a obecnie są w samym czubie Premier League. Co kryje się za Chelsea Thomasa Tuchela?

KOMPAKTOWOŚĆ

Zacznijmy od ustawienia zespołu Niemca bez piłki. Patrząc stricte na liczby można odnieść wrażenie, że jest to naprawdę kosmiczna drużyna pod względem defensywy. Często oglądanie meczów Chelsea zwyczajnie było nudne: zawsze było wiadomo jak będzie to wyglądać. Bo Tuchel właśnie to zrobił z ekipą ze Stamford Bridge: zmienił ich w zespół bardzo kompaktowy. Co to znaczy? Zasadniczo największą wadą grania wysokim pressingiem (a tego oczekuje się od takiej ekipy jak Chelsea) są kontry rywali. Dlaczego owe kontrataki mają tak często miejsce? Warto tu przywołać słowa Ralfa Rangnicka odnośnie gry w pressingu:

„Z grą pressingiem jest jak z byciem w ciąży. Albo jesteś na 100% albo wcale.”

Jeśli jeden zawodnik odpuści, zapomni się w dojściu do rywala, jest już po sprawie. Cały zespół wtedy cierpi. I tak często było choćby w przypadku Manchesteru City przed dwoma sezonami, gdy zwyczajnie przeciwnicy mieli zbyt wiele przestrzeni między liniami The Citizens. Tak było z Chelsea rok temu, gdy łatwo było skontrować The Blues. Jednakże Thomas Tuchel już od początku wiedział, czego chce: by jego drużyna grała jednością. By była całkowicie kompaktowa. Albo wszyscy jesteśmy na połowie rywala, albo wszyscy gramy w obronie. I to dlatego Chelsea doszła do takiego poziomu: nie jest rozciągnięta po całym boisku, tylko trzyma się razem.

LODOŁAMACZ W OBRONIE

Każdy w szkole podstawowej miał geometrię. Trójkąty, kwadraty i tym podobne. Geometrię można odnaleźć w świecie wokół nas: choćby w sztuce (kubizm, czyli kierunek, którego podstawą jest kwadrat), a nawet przywołując słowa ś.p. Kazimierza Górskiego: „piłka jest okrągła…”. Niegdyś media poinformowały, że Pep Guardiola ustawienie swojego zespołu wziął od stada gęsi przelatującego nad boiskiem. Patrząc na Chelsea można przypuszczać, że Tuchel powziął pomysł na ustawienie swojego zespołu patrząc nie na ptactwo, a na lodołamacze. Dlaczego?

Zwróćmy uwagę na ustawienie ekipy Tuchela bez piłki na swojej połowie. Tak naprawdę przejście środkiem jest niemożliwe. Trzech stoperów, trzech środkowych pomocników, a do tego dwójka napastników. Łącznie 8 piłkarzy z pola jest w strefie centralnej. Dlatego właśnie, podobnie jak lodołamacz spycha wszelkie kry na bok, tak też robią piłkarze Chelsea. Blokują drogę rywalowi środkiem pola, a wszystko sprowadza się do gry w bocznym sektorze. Jednakże oczywiście piłkarze Tuchela robią to dlatego, bo tak chcą.

Z resztą wystarczy obejrzeć animację poniżej. Thomas Tuchel od samego początku zaimplementował w Chelsea to, co najważniejsze w grze bez piłki: kompaktowość i zablokowanie środka pola. Niemiec i jego piłkarze wiedzą, że najlepszym odbierającym jest linia boczna. Takie podejście można zaobserwować w wielu meczach The Blues, a najlepszym przykładem jest finał Ligi Mistrzów z Manchesterem City. Piłkarze Guardioli nie byli w stanie przejść środkiem pola, a na bokach byli skutecznie neutralizowani na tyle, by wycofać piłkę. I tak w kółko. Jednak nie każdy zespół jest taki, jak City. I nie zawsze wycofanie piłki to najlepszy pomysł.

PRESSING CHELSEA

Patrząc tylko na statystyki, Chelsea nie jest przesadnie wysoko we wszelkich wskaźnikach odnośnie ilości wykonanych doskoków czy prób odbioru. Jednak gdy spojrzymy na prawdopodobnie najlepszy pod względem pressingu zespół na świecie, Manchester City, widnieje on na samym dole owych tabelek. Jest to spowodowane tym, że piłkarze Guardioli mają piłkę najdłużej w całej lidze. Zatem nie muszą aż tak dynamicznie i często naciskać rywali jak choćby Leeds. I podobnie jest z Chelsea: piłkarze Tuchela nie są liderami jeśli chodzi o ilość doskoków ze względu na dominację z piłką przy nodze, ale za to są w samej czołówce % skutecznych pressingów. Nie ilość, a jakość.

Jednakże spójrzmy na kształt Chelsea wspomniany wyżej. Niewiele jest ekip, które skutecznie mogą utrzymywać się na połowie The Blues z piłką, a nawet jeśli, niewiele z tego wynika. Prędzej czy później jednak następuje wycofanie do bramkarza. I tu pojawiają się kłopoty.

Gdy patrzymy na to, jak Chelsea wychodzi do pressingu widzimy, że znów pojawia się motyw zamknięcia środka pola. Pięciokąt zaznaczony powyżej i składający się z piłkarzy „środka” zmusza rywali, ponownie, do gry w bocznym sektorze boiska. A jak wiemy, zespół Tuchela tylko czeka na to, by zaatakować przeciwnika ograniczonego linią boczną.

TAKTYKA MAŁYCH SKOKÓW

Podczas II wojny światowej można było usłyszeć o tzw. taktyce żabich skoków. Polegała ona na przeskakiwaniu wojsk amerykańskich z jednej wyspy na drugą w celu odcięcia baz morskich Japończyków. I podobnie wygląda pressing Chelsea. Piłkarze Tuchela powolutku doskakują wpierw do jednego rywala, potem do drugiego, a potem wychodzą wyżej i starają się odebrać piłkę na połowie rywala. Dodatkowo, gracze ze Stamford Bridge są doskonali jeśli chodzi o szeroko pojęte budowanie przewagi. Bardzo często są w stanie zwyczajnie mieć większą liczbę piłkarzy poświęconą danemu zadaniowi niż rywal (czego dowodem jest nawet ilość strzelców w tym sezonie ligowym dla Chelsea, najwyższa w lidze), ale także można zauważyć to stricte na boisku.

Widać to z resztą powyżej. Gracze Tuchela są świetnie przygotowani do zakładania tak zwanych skoków pressingowych. Gdy już do czegoś takiego dochodzi, bardzo często mają oni liczebną przewagę, tak jak zaznaczyłem powyżej. To oczywiście skutkuje albo stratą albo oddaniem piłki przez rywala, a Chelsea kontynuuje powolną pracę nad rozłożeniem defensywy przeciwników na łopatki. Choć warto wspomnieć, że jeśli z czymś były za kadencji Tuchela problemy, to właśnie z ofensywą.

ZAGUBIENI SNAJPERZY

Poprzedni sezon na Stamford Bridge był naznaczony brakiem napastnika. Mimo posiadania Tammy’ego Abrahama, który sprawiał wrażenie piłkarza zdolnego do zdobycia choćby 15 goli w sezonie zarówno Lampard, jak i Tuchel woleli zostać przy Timo Wernerze, który pudłował na potęgę. Wystarczy powiedzieć, że jedynie Sheffield, Fulham oraz Brighton miały większą różnicę między bramkami, a golami oczekiwanymi (xG) od zwycięzców Ligi Mistrzów. Najlepszy strzelec Chelsea? Jorginho, który wszystkie trafienia uzbierał po strzałach z rzutów karnych, co tylko pokazuje brak skuteczności piłkarzy The Blues. Co więcej, to był pierwszy sezon od początku istnienia Premier League, kiedy to klub ze Stamford Bridge ma najlepszego strzelca, który nie uzbierał 10 bramek w sezonie. A co gorsza, obecnie ze snajperem jest podobnie.

Piłkarz

Gole xG
Reece James 4 1.2
Mason Mount 4 3.5
Romelu Lukaku 3 3.1
Ben Chilwell 3 1.2
Antonio Rudiger 2

1.4

Oto tabela przedstawiająca najskuteczniejszych piłkarzy Chelsea. Trzeba przyznać, że dość niespodziewane wyniki, prawda? Na pięciu piłkarzy z największą ilością bramek po 14 kolejkach sezonu najlepszy strzelec The Blues ma cztery trafienia. Ale kto wie, być może to lepiej? Prawdopodobnie Romelu Lukaku jeszcze nie pokazał pełnej krasy. Ktoś może marudzić, że nie ma w Chelsea jednoznacznego snajpera, ale czy zespół ze Stamford Bridge tego potrzebuje? Przecież żadna inna drużyna w Premier League nie miała aż takiej ilości różnych strzelców gola, co The Blues. James. Chilwell. To wahadła stanowią o sile lidera Premier League.

JAK LEGIA MICHNIEWICZA

Najpewniej niewiele jest wspólnego między Legią Warszawa, a Chelsea. Oba kluby grają w europejskich pucharach i obie drużyny są wskazywane jako potencjalni zdobywcy tytułu. To na pozór wszystko, co łączy ekipy z Łazienkowskiej oraz Stamford Bridge. Jednakże zwróćmy uwagę na to, jak zachowują się piłkarze The Blues w polu karnym. Bo jest to dość analogiczne do tego, co w lipcu na antenie Kanału Sportowego mówił Czesław Michniewicz.

Były już trener Legii opowiadał o wejściu piłkarzy w pole karne i ich przewadze liczebnej. I tak samo jest w przypadku Chelsea: wyżej wspomniana umiejętność do budowania sobie przewag w konkretnych strefach boiska najlepiej widoczna jest właśnie w ataku.

Poprzez wpływ Guardioli na futbol w ostatniej dekadzie większość zespołów ustawia się w kształcie 4-3-3 czy 4-2-3-1. Domyślnie jednak najważniejsza jest czwórka z tyłu: to tak gra większość drużyn nie tylko w Premier League, ale także na świecie. Jednak Chelsea w ofensywie ma nie tylko trójkę zawodników ustawionych z przodu, ale także bardzo akywnych w ofensywie wahadłowych. Dlatego też, chcąc nie chcąc, jeśli chcesz bronić się przeciwko The Blues musisz przejść na piątkę z tyłu.

Spójrzmy z resztą na to, jak wygląda to na papierze: Alonso jest z lewej strony, więc boczny obrońca rywali musi przesunąć się w jego stronę. W polu karnym można zaobserwować trzech przeciwników na trzech napastników Chelsea. Ale nieobstawiony jest jeszcze Reece James, najskuteczniejszy piłkarz ekipu Tuchela w obecnej kampanii. Tak naprawdę w taki sposób padły gole w starciu z Juventusem, gdy The Blues zmiażdżyli Starą Damę 4:0. Jednakże można się przed tym obronić. Ale żeby to zrobić, musisz zagrać na warunkach zespołu ze Stamford Bridge.

JAK SPRAWIĆ KŁOPOTY CHELSEA?

Przede wszystkim skupmy się na zespołach, które były w stanie powalczyć z zespołem Tuchela. Oczywiście, taką drużyną jest Manchester City, ale umówmy się: komu zespół Guardioli nie sprawia kłopotów? Jednakże z pewnością nie można było się spodziewać braku porażki, by przed tygodniem Manchester United jechał na Stamford Bridge. Drużyna z Old Trafford raczej była postrzegana jako zespół skazany na porażkę z miażdżącą każdego Chelsea. A jednak udało się wywieźć remis. Jak do tego doszło?

Wyrównanie piątki z przodu
źródło: theathletic

Warto pochylić się chwilę nad obrazkiem powyżej. Carrick doskonale wiedział, że jego zespół jest daleko od Chelsea jeśli chodzi zarówno o umiejętność kontrolowania gry, jak i o zwyczajną boiskową dyscyplinę. Dlatego też Anglik postanowił, że będzie przysłowiowo parkował autobus. I tak wyglądała większość spotkania: United broniło się dość nisko, finalnie oddało trzy strzały i miało siedem kontaktów z piłką w polu karnym. Ale dzięki ustawieniu z trójką defensywnych pomocników w pierwszym składzie (McTominay, Matić, Fred), jeden z nich mógł cofnąć się do obrony. Akurat na obrazku powyżej jest to McTominay, który w tym spotkaniu bardziej wyglądał na stopera aniżeli środkowego pomocnika. Natomiast to wszystko było zrobione po to, aby wyrównać proporcje w polu karnym: piątka obrońców na piątkę atakujących Chelsea. I udało się. Może i szczęśliwie, ale finalnie United zremisowało, co trzeba było uznać za dobry rezultat.

Dostosowanie się formacją

Innym przykładem zespołu, który stanowczo dał się we znaki Chelsea, była Aston Villa Deana Smitha. Mimo tego, że wynik stanowczo nie wskazywał na jakiekolwiek kłopoty The Blues (3:0), to każdy, kto oglądał tamto spotkanie wie, o co chodzi. The Villans wyszli ustawieni analogicznie do Chelsea. I to, dość nieoczekiwanie, bardzo skomplikowało życie drużynie Tuchela.

Tak naprawdę każdy piłkarz w drużynie Aston Villi miał krycie jeden na jednego. Gracze Smitha podchodzili do piłkarzy Chelsea wysoko, a jeśli Ci wybijali piłkę i chcieli wyjść pressingiem na połowę ekipy z Birmingham, ta odpowiadała tym samym. I w tej wymianie ciosów lepiej wyglądała drużyna z Villa Park. Faktem jest, że zespół Tuchela daleki był od swojego podstawowego składu (od pierwszej minuty spotkanie zaczął choćby Saul Niguez), ale to nie usprawiedliwia Chelsea. Gdyby nie świetna postawa Mendy’ego i chorobliwa nieskuteczność np. Ollego Watkinsa, nie wiadomo jak skończyłoby się to spotkanie. Jednakże Aston Villa także poniekąd dała nam odpowiedź na pytanie, jak sprawić kłopot ekipie Tuchela.

KAMELEONIZM

Ostatnio analizując zespół Brighton użyłem określenia, że drużyna Pottera jest niby kameleon: może się zmieniać w zależności od sytuacji boiskowej. I tak samo jest z Chelsea. Ustawienie 3-4-3, które wprowadził na Stamford Bridge Thomas Tuchel charakteryzuje się szaloną płynnością. Można je porównać do Cristiano Ronaldo: nie masz pojęcia jak strzeli gola. Czy to prawa noga, czy lewa, czy głowa – nie ma różnicy. Identycznie wygląda ustawienie Chelsea. Bo przecież domyślne 3-4-3 może równie dobrze zmienić się w:

5-4-1 bez piłki (Werner i Mount tworzą czwórkę w linii środkowej, sam Lukaku na desancie) lub równie dobrze 5-3-2 z Mountem w linii pomocy, a dwójka napastników odpowiadających za spychanie ataków rywali do boku.

Ponadto zespół Tuchela może wykorzystać fakt, iż ich szeregi z przodu tworzy piłkarz taki, jak Mason Mount. Anglik, nawet jeśli tym sezonie nie prezentuje się aż tak dobrze jak przed rokiem, wciąż jest kluczową postacią The Blues. I to on tak naprawdę zadaje kłam opinii, że nie ma w obecnym futbolu miejsca na klasyczne „10”. Bo właśnie kimś takim jest Mount: łącznikiem między liniami obrony i ataku. To on wie, kiedy stworzyć trójkę z Jorginho i Kante, by zrównoważyć siły w środku pola. To on decyduje o tempie rozgrywania akcji w finalnej tercji boiska przez Chelsea. I to właśnie Mount podejmuje decyzje, czy Chelsea ma być ustawiona w kształcie 3-4-1-2 czy może bardziej 3-5-2. 

Tak naprawdę to, co prezentuje Chelsea można byłoby podpiąć pod kameleonizm. Nie wiadomo jak zagrają piłkarze Tuchela. To znaczy niby wiadomo, ale jednak nie wiadomo. Całkiem skomplikowane, prawda? To kolejny powód, dlaczego tak ciężko jest pokonać zespół ze Stamford Bridge. The Blues zmieniają swoje ustawienie niezwykle płynnie i to czyni ich jeszcze cięższym zespołem do ogrania.

Wpływ Guardioli

Thomas Tuchel, co nie od dzisiaj wiadomo, jest bardzo zainteresowany filozofią Pepa Guardioli. Jako młody trener jeździł do Barcelony, by podglądać metody szkoleniowe Katalończyka. Wiele razy opowiadana była historia o legendarnej bitwie na solniczki i pieprzniczki, które odpowiadały za szachy w dyspucie taktycznej w barze w Monachium podczas jednej z rozmów mistrza i ucznia. Teraz jednak Tuchel musi z Guardiolą rywalizować na śmierć i życie. I zapewne patrząc na Joao Cancelo i jego wykorzystanie jako bardziej środkowego pomocnika aniżeli bocznego obrońcy, Niemiec postanowił zrobić coś podobnego.

Taką rotację można oglądać obecnie w Chelsea na okrągło. Wczoraj w spotkaniu z West Hamem tak naprawdę cały czas dochodziło do wyżej przedstawionego manewru. Mason Mount, nominalny „łącznik”, ma za zadanie wymieniać się pozycjami z Reecem Jamesem w finalnej tercji boiska. Dlaczego taki mechanizm postanowił wprowadzić Thomas Tuchel?

Zasadniczo najbardziej widoczne było to jeszcze po lewej stronie, choćby w meczu z Southampton, gdzie Chelsea wygrała 3-1. Wtedy Ben Chilwell jako lewy wahadłowy miał obowiązek zejścia do środka, aby pozostawić wolną boczną strefę zdolnemu w pojedynkach Hudsonowi – Odoiowi. Jednakże nie tylko wyizolowanie skrzydłowego ma na celu zabieg zejścia bocznego obrońcy do środka. Ponadto, Chelsea ustawiona w kształcie 3-4-3 ma tylko dwóch środkowych pomocników, ewentualnie trzech w przypadku zejścia niżej Masona Mounta. Dlatego też wahadłowi, którzy – co by nie mówić – czują się bardzo komfortowo z piłką przy nodze – mają możliwość zejścia do środka i stworzenia przewagi liczebnej w najważniejszej strefie boiska.

Nieodpowiedni moment

Być może wyżej wymienione aspekty i w ogóle cała analiza pojawia się w nie najlepszym momencie. Chelsea przegrała z West Hamem, w dodatku straciła trzy bramki po raz pierwszy w obecnej kampanii ligowej. Jednakże niech nas to na myli: The Blues to wciąż zespół o wielkiej klasie. Wciąż pozostający w walce o tytuł mistrza Anglii. I, kto wie, być może nawet będący faworytem do zdobycia wszelkich najwyższych laurów w europejskim i światowym futbolu? Bardzo szeroka kadra umożliwia grę na wszystkich frontach, szalenie zdolny taktycznie trener, świetnie funkcjonująca akademia, a do tego ogromne fundusze. Czy to nie materiał na potęgę światowego futbolu? Oczywiście, że tak. I jednocześnie materiał na mistrza Anglii. Czy tak się stanie, czy nie – tego dowiemy się w maju. Ale już teraz wiadomo, że Chelsea ma wszystko, by wygrać. Co wygrać? Wszystko, co jest możliwe do zdobycia. To powinien być cel na Stamford Bridge. I z wypełnienia owej misji zapewne każdy odpowiedzialny za wynik będzie pod koniec sezonu rozliczony.

Dodaj komentarz