Sevilla doraźna i prowizoryczna

Doczekaliśmy się startu nowego sezonu LaLiga. Emocje wreszcie choć na moment będą mogły odejść od transferowych posunięć i dźwigni finansowych, które analizował cały piłkarski świat. Futbol znów stanie w centrum. Aczkolwiek nie wszyscy z takim optymizmem podchodzą do wznowienia gry. Sevilla wydaje się być absolutnie do sezonu nieprzygotowana.

Gdy 22 maja kończył się ubiegły sezon, jasnym było, że w klubie z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan zajdą poważne przetasowania. Drużyna rozgrywki 2021/22 może uznać za częściowo udane. Udało się zachować stabilną pozycję w czołowej czwórce LaLiga, natomiast na płaszczyźnie europejskiej dominował zawód. Najpierw szybkie pożegnanie się z Ligi Mistrzów już po fazie grupowej, a następnie mizerna przygoda w Lidze Europy, której dotychczas Sevilla uznawana była za królową. To wszystko powodowało narastającą wątpliwość względem stylu gry i dalszego pomysłu na rozwój klubu przez Julena Lopetegui’ego. Właśnie w maju hiszpańskie media głośno donosiły o zamiarach odejścia Hiszpana z Andaluzji. Miał on być zmęczony natłokiem pracy i problemami, które trapiły jego podopiecznych w trudnym sezonie. Zdecydowanie trzecia kampania rozgrywkowa Lopetegui’ego na Pizjuan była tą najgorszą. Jednak w ostateczności temat ucichł, sam Julen zdecydował się nie odwracać swojego życia do góry nogami i dalej działać na chwałę Los Nervionenses.

Trzyletnia rewolucja

Ostatnią konkretną i zdecydowaną ofensywę transferową Sevilla z Monchim jako genialnym dyrektorem sportowym u steru przeprowadziła w 2019 roku. Przywiała ona wtedy także Lopetegui’ego, który w tamtym okresie był w dużym dołku po rozczarowującej przygodzie w Realu Madryt. Monchi otwarcie i z pełnym przekonaniem postawił na 55-latka. Zadeklarował cierpliwość i wsparcie. Nie były to puste słowa, gdyż przed sezonem 19/20 do drużyny trafiło wielu piłkarzy, którzy okazali się strzałami w dziesiątkę. Lucas Ocampos, Fernando, Diego Carlos, Jules Kounde, Joan Jordan, Youssef En Nesyri, Sergio Reguilon, czy Bono stanowią/ stanowili (niektórych już w klubie nie ma – poszli w górę) ogromną wartość dla klubu. Tak wysoka skuteczność transferowa, przy okazji dopasowana do wizji nowo zatrudnionego szkoleniowca była zalążkiem sukcesów.

Lopetegui w stolicy Andaluzji odbudował swoje nazwisko i pozycję, a drużyna święciła triumfy, jak ten w Lidze Europy w 2020 roku. Przy okazji zawsze zajmując miejsca w top 4, czasami nawet długo walcząc o mistrzostwo. Rewolucja przeprowadzona przed trzema laty wyraźnie się opłaciła.

Braki

Wydaje się jednak, że w 2022r. pewne sprawy nabrały innego tempa. Wraz z wyraźnymi ubytkami kadrowymi (Diego Carlos, Kounde) i obniżce formy dawniej świetnie spisujących się piłkarzy (Lucas Ocampos), Sevilli coraz trudniej było utrzymać wysoką jakość. Czego dowodem był zawód w europejskich pucharach 21/22. Można było więc przypuszczać, że nad Ramon Sanchez Pizjuan znów uniosła się chmura zmian. Rewolucja po trzech sezonach owocnej pracy byłaby czymś naturalnym, wręcz podręcznikowym. Ale tym razem Monchi i spółka poszli nieco inną ścieżką. Z wyboru czy konieczności? To ciężko przewidzieć.

Powiedzmy sobie zatem na czym stoi Sevilla dzień po swoim pierwszym spotkaniu w nowym sezonie (porażka 1:2 z Osasuną). A no wygląda to tak iż w kadrze zespołu jest… dwóch środkowych obrońców. DWÓCH. Co gorsza, jeden z nich przez znaczną część okresu przygotowawczego był kontuzjowany i do dziś się dobrze nie wyleczył, a drugi jest piłkarzem wyjątkowo przeciętnym. Ligowym dżemikiem. Marcao i Karim Rekik to piłkarze nie wywołujący żadnych wyjątkowo wyraźnych skojarzeń. Zwłaszcza Rekik, który już od kilku lat jest w Sevilli i gdy problemów personalnych nie było, spełniał się głównie jako zapchajdziura. Marcao zaś to jedno z nielicznych wzmocnień w tegorocznym mercato. Sprowadzony z Galatasaray Brazylijczyk docelowo ma wejść w buty Diego Carlosa – ściany, postaci fundamentalnej ostatnich lat w klubie. Jego odejście do Aston Villi było ciosem, aczkolwiek dość szybki ruch z wzięciem Marcao mógł kibicom tę stratę nieco zrekompensować i złagodzić smutki.

Stoperzy niczym w Cadiz

Jego kontuzja w okresie przygotowawczym jest oczywiście pechem za który nie ma co wieszać psów na zarządzie. Natomiast faktu, że przy jego absencji nie ma właściwie żadnych innych alternatyw, pominąć i przemilczeć nie można. Sevilla na wczorajszy mecz 1. kolejki LaLiga z Osasuną wyszła duetem stoperów Karim Rekik – Nemanja Gudelj. Jak zwykł mawiać Wojciech Kowalczyk: NO LUDZIE KOCHANI! Gdyby zasłonić nazwę drużyny i pokazać przeciętnemu kibicowi tą parę obrońców, prawdopodobnie obstawiłby on, że to duet grający w Cadiz, czy innej Almerii. Ale nie w zespole mającym europejskie aspirację i nadzieję na utrzymanie pierwszej czwórki w LaLiga.

To jak w soczewce pokazuje wyraźny kadrowy brak i suszę na tej pozycji. A przecież to właśnie ta strefa była największą mocą drużyny Lopetegui’ego w zeszłych sezonach. Sevilla traciła najmniej goli w lidze, a Kounde, Diego Carlos i defensywny pomocnik Fernando stanowili kręgosłup tego układu. Teraz, gdy Francuza i Brazylijczyka nie ma, Fernando może czuć dużą frustrację, co widzieliśmy już wczoraj. Budowanie i tworzenie tak istotnej formacji za pięć dwunasta może się drużynie odbić czkawką. W tej sytuacji cytat Janusza Wójcika pasuje jak ulał: „Tu nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić”. Po transfery. Mówi się, że zastępstwem Kounde będzie Victor Nelsson. 23-letni Duńczyk to ciekawe rozwiązanie. Zna się z Marcao ze wspólnej gry w Galacie, co przy tak ograniczonym czasie na zgranie może być istotne. Operacja jednak dalej jest w toku więc pozostaje czekać i liczyć na jak najszybsze pozytywne rozwiązanie tej kwestii.

Pewnie w normalnych warunkach transfer dwóch defensorów z Turcji ocenialibyśmy dość krytycznie, natomiast mając w pamięci kto ich dokonuje, jesteśmy jakoś bardziej wierni. Monchi mimo, że w tym oknie nie spisał się należycie, dalej ma nos do piłkarzy. I oby przy koniecznych transferach „last minute” go nie zawodził.

Ulubieniec Lopetegui’ego

Na razie poza Marcao, w ostatnich dniach sprowadził dwóch piłkarzy o ciekawym CV. Z Manchesteru United na wypożyczenie powędrował Alex Telles. To kolejny taki ruch między tymi klubami. Wcześniej zimą do Andaluzji powędrował Anthony Martial, zupełnie się w Hiszpanii nie sprawdzając. Sam Telles przychodzi, by nieco odkurzyć swoją dyspozycję (w United głównie rezerwowy) i nawiązać do czasów z Porto gdzie jego przebojowość ofensywna robiła wrażenie i różnice. Konkurenta będzie miał zacnego, bo Marcosa Acuñę spokojnie można nazwać jednym z najlepszych lewych obrońców ligi hiszpańskiej. Nie wykluczone też, że trener będzie widział go nieco wyżej, na skrzydle. Tak było w starciu z Osasuną, kiedy pojawił się na boisku w 80. minucie zmieniając Lucasa Ocamposa.

Skład i ustawienie na spotkanie na El Sadar pokazywał również wyraźną zależność. Formacja 4-2-3-1 z istotną rolą typowej „dziesiątki” każe sądzić, iż jest to robienie gruntu pod nowego gwiazdora. Chodzi oczywiście o Isco, który po wielu latach opuścił Real Madryt i postanowił podjąć wyzwanie w Andaluzji. 30-latek trafił na Pizjuan w dużej mierze i na wyraźne życzenie Julena Lopetegui’ego. Pracując w kadrze Hiszpanii i później w Realu Madryt widział w Isco postać centralną swojej drużyny. Tym razem ma być podobnie. Panowie bardzo się cenią i nie ukrywają sympatii.

Obaj doskonale wiedzą, że te rozgrywki są dla nich pewnego rodzaju weryfikacją. Dla Lopetegui’ego – czy będzie w stanie wzniecić ogień w nieco wątpiącej szatni, gwarantując przy tym lepsze rezultaty w Europie niż ubiegłorocznie. Zaś dla Isco to decydujący moment by pokazać, że z dawnego magika nie zostało już tylko nazwisko i dalej stać go na wiele. Zatem obaj Panowie mogą sobie bardzo pomóc. Jak i zarazem konkretnie zaszkodzić. Pożyjemy zobaczymy.

Spodziewaj się niespodziewanego

Poza wymienioną trójką (bądź czwórką, jeśli już teraz wkalkulujemy Nelssona) skład właściwie się nie zmienił. Rewolucji nie było. Monchi zakłada, iż nie jest to konieczne. W dodatku finanse i limity Tebasa także plączą nogi klubom i nie pozwalają rozwinąć skrzydeł. Sevilla jest zatem zespołem, po którym zupełnie nie wiadomo czego się spodziewać. Od pasa w górę pozostaje niezmienna, zaś coś, co było ich credo, a więc defensywa – znacząco ucierpiała. Tąpnięcie obronne może zwiastować wiele turbulencji w tym sezonie. No chyba, że para z Galatasaray okaże się naprawdę skuteczna. W co trudno wierzyć, ale może to jedyne wyjście? Marjorie M. Liu w swojej powieści „Pocałunek łowcy” pisała: „Spodziewaj się niespodziewanego, bo niespodziewane prawie na pewno będzie się spodziewało ciebie.” Sevilla musi liczyć, że to niespodziewane będzie dla niej szczęśliwe.