Gikiewicz, mało czasu i inne bóle głowy Michniewicza.

Zgrupowanie ruszyło pełną parą. Konferencja prasowa z Lewandowskim i Michniewiczem odhaczona, nowe koszulki zaprezentowane, parę treningów się odbyło. Mocno sielankowe to zgrupowanie, można by powiedzieć. Jednak nic bardziej mylnego – do Mundialu w Katarze zostały równe 2 miesiące i choć my możemy po prostu czekać i delektować się tym okresem, to przed trenerem Michniewiczem stoi wyzwanie nawet cięższe od tego,  jakie uczniowie będą mieli z załatwieniem zwolnień z lekcji w trakcie meczów. W moim artykule będę starał się przedstawić największe bolączki i wyzwania, jakie stoją przed Czesławem Michniewiczem podczas tego zgrupowania:

Dobry wynik – obowiązkowy

I chociaż wydawałoby się, że w Lidze Narodów to nie rezultaty są najważniejsze, to na to pytanie można odpowiedzieć prosto – nie w Polsce. Nasz kraj żyje meczami reprezentacji i wiele jest takich osób, które oglądają tylko mecze kadry. I takiego fana nie obchodzi, czy Michniewicz przetestował nowe ustawienie, czy zagraliśmy na dwóch czy jednego napastnika. Nic tak nie poprawi atmosfery wokół selekcjonera (po letnim renesansie afery „Fryzjera”) jak dobre wyniki. I tu już nawet nie chodzi o mecz z Holandią – wszyscy wiedzą, że będzie ciężko. Ale uważam, że mecz z Walią trzeba obowiązkowo wygrać, jeśli chcemy mówić o dobrej atmosferze wokół kadry przed Mundialem.

Gikiewicz – powoływać, czy nie?

Według mnie to byłaby zbyt ryzykowna decyzja. Umówmy się – sportowo kadrze dałby niewiele. Może dostałby od Michniewicza połowę do zagrania w którymś ze spotkań, ale i tak na Mundial to Szczęsny jest pewniakiem, a w razie jego nieobecności w bramce staje Skorupski – i to jest praktycznie pewne. Myślę, że mało kto wyobraża sobie inny scenariusz. Łukasz potwierdził swoją pozycję w meczu z Holandią w Rotterdamie ratując nam remis w ostatnich minutach. Dlatego myślę, że pozycje numer 1 i numer 2 w bramce na Katar są już załatwione. O pozycję numer 3 walczyć będą pewnie Gikiewicz, Majecki i Grabara, ale najbardziej prawdopodobne wydaje się być to, że bilet do kraju bliskiego wschodu otrzyma obecny golkiper Kopenhagi. A swoją drogą to duża ironia losu, że opinię publiczną najbardziej „grzeje” temat powołania dla trzeciego bramkarza.

Komu dać szansę, a kogo odsunąć od pierwszej jedenastki?

Wydaje się, że właśnie na tym polu Czesław Michniewicz ma największy ból głowy (tym razem jednak pozytywny). Przy rozsyłaniu powołań trener stwierdził, że drzwi do samolotu, który w listopadzie wyląduje w Katarze są nadal otwarte i na zgrupowanie zaprosił m.in. Michała Skórasia z Lecha Poznań i Mateusza Łętowskiego z Pogoni Szczecin. I chociaż w przypadku zawodnika „Kolejorza” nie możemy mówić o dużym zaskoczeniu, tak powołanie dla Łęgowskiego wydaje się być dla mnie niemałą sensacją. Obu tych zawodników bym przetestował – tym bardziej w spotkaniu z Holandią. Gracze typu Skórasia, a także Łęgowskiego mogą dać duży impuls w spotkaniach z najlepszymi, a jeśli mają lecieć do Kataru i dać coś reprezentacji to nie mogą bać się konfrontować z takimi reprezentacjami. Kolejną pozycją, na którą uwagę powinien zwrócić selekcjoner, jest środkowy obrońca. I chociaż większość kibiców twierdzi, że duet Glik-Bednarek jest nie do rozbicia, to ja jednak nie jestem tak konserwatywny i w pierwszym składzie dałbym szansę Kiwiorowi. Jest w gazie, w Spezii gra wszystko – ostatni mecz, w którym nie zagrał 90 minut miał miejsce 6 marca. Ale co jeszcze ważniejsze, jest w dobrej formie – za darmo przecież miejsca w składzie zespołu z Serie A się nie dostaje. Dlatego ja postawiłbym właśnie na Kiwiora obok Kamila Glika, który może i w klubie nie jest w najwyższej formie, ale jak przekonaliśmy się już wiele razy ten zawodnik jest po prostu stworzony dla reprezentacji i koszulka z orzełkiem na piersi daje mu niesamowitego „powera”. Zostańmy jeszcze chwilę przy temacie bocznych obrońców lub wahadłowych (zależy na jakie ustawienie zdecyduje się Michniewicz). „Czemu nie Bednarek?”. Po takim pytaniu widać, że osoba, która je zadała, nie obejrzała żadnego meczu Janka w tym sezonie Premier League. W deadline day okienka transferowego zmienił klub z Southampton na Aston Villa – i trzeba przyznać, że to dobra decyzja, bo trudno sobie wyobrazić, żeby polski defensor grał gorzej niż na początku tego sezonu. Jednak oczywiście ja nie skreślałbym Bednarka tak wcześnie – jest duża szansa, że do listopada powstanie z kolan i znów będzie solidnym obrońcą na miarę Premier League – jak to miało miejsce w ostatnich latach.

Na trójkę, czy czwórkę obrońców?

W ostatnim okresie piłka nożna przechodzi dużą rewolucję jeśli chodzi o grę w obronie. Większość klubów z czołowych lig (reprezentacji również) przeszło na grę trójką w obronie. Model 4-4-2 okazał się zbyt czytelny dla rywali, i możemy tylko dziękować losowi, że czas Nawałki w kadrze był parę lat wcześniej, a nie teraz, bo reprezentacja z pewnością nie osiągnęłaby takiego sukcesu jak wtedy. Teraz przyszedł czas na futbol szybki, z kontry, mocno fizyczny. Dlatego najlepiej mieć trzech szybkich środkowych obrońców, którzy są w stanie grać wysoko, na połowie przeciwnika. A teraz zejdźmy na ziemię, bo takich warunków nie mamy – nie jesteśmy przecież Francją czy Hiszpanią. Natomiast najbliższy takiemu opisowi według mnie byłaby trójka Kiwior-Glik-Bereszyński. O Kiwiorze i Gliku już pisałem, dlatego nie ma sensu się powtarzać. Jednak warto zatrzymać się chwilę przy obrońcy Sampdorii. Mimo, że drużyna z Genui źle weszła w sezon, tak trudno mieć pretensje do „Beresia”. Gra każdy mecz, jest podstawowym elementem układanki Marco Giampaolego. Dlatego ja postawiłbym właśnie na taki tercet w obronie. Jeśli miałbym wskazać jeden plus kadencji Paulo Sousy to byłaby to właśnie nauka gry w systemie z trójką z tyłu. Nie możemy zmarnować ten lekcji, bo inaczej świat ucieknie nam taktycznie – a już wszyscy doskonale wiemy, że to się nigdy dobrze nie kończy.

Spokój przed Mundialem sprawą kluczową.

Nic tak nie poprawia atmosfery wokół drużyny jak dobre wyniki. Dlatego zróbmy wszystko, żeby utrzymać się w Dywizji A Ligi Narodów, a przygotowania do Kataru będą o wiele przyjemniejsze. Najważniejszy będzie spotkanie z Walią – ciężki teren, ale już nie na takich nasza reprezentacja sobie radziła. Jestem optymistą zarówno przed tym zgrupowaniem, jak i przed Mistrzostwami Świata. Będzie dobrze, musi być!