Polska liga bez „Białej Gwiazdy”

W 33. kolejce PKO Ekstraklasy stało się to, co było odwlekane w czasie. Wisła Kraków nie zdołała się utrzymać, bo przegrała w spotkaniu, w którym musiała zapunktować. Od przyszłego sezonu polska liga będzie rozgrywać mecze bez „Białej Gwiazdy”. Przez 26 lat ten zespół nieprzerwanie występował w najwyższej klasie rozgrywkowej. To szmat czasu. W ciągu tego okresu Wisła miała różne momenty. Kibicom najbardziej zapadła w pamięci era Bogusława Cupiała, bo obfitowała w pasmo sukcesów. Ale skupmy się na teraźniejszości, ponieważ to ona jest dla klubu kluczowa. Kilka głów poleci, kilku ważnych pracowników opuści Wisłę. Trzon zespołu też się rozpadnie. Bardzo trudne czasy przed klubem z Reymonta i nie ma wielu przesłanek ku temu, by Wisła szybko powróciła do elity.

To nie jest Wisła Cupiała

Pomimo tego, że właściciela Tele-Foniki nie ma w klubie już od ładnych paru lat, a czasy, gdy Wisła lśniła pod jego rządami, dawno przeminęły, każdy kibic widzi tę drużynę właśnie z okresu panowania Bogusława Cupiała. Postronny fan piłki nożnej, gdy słyszy słowa Wisła Kraków, ma przed sobą Żurawskiego, Kosowskiego, Cantoro, Kalu Uche… To była ta wielka Wisła, która szturmowała Europę. Wszystko  było w niej poukładane, a jeśli pojawiały się jakieś niejasności, od razu zostawały rozwiewane. To był w Polsce niedościgniony wzór, jeśli chodzi o prowadzenie klubu piłkarskiego. No i najważniejsza sprawa- były pieniądze. A to głównie przez ich brak polska liga w przyszłym sezonie będzie grać bez „Białej Gwiazdy”. Nie da się egzystować w PKO Ekstraklasie, nie mając odpowiedniego zaplecza finansowego. Cupiał o tym wiedział i postanowił zapewnić Wiśle ponadprzeciętny byt. Ale jego nadrzędnym celem był awans do Ligi Mistrzów…

Champions League stała się obsesją Cupiała. Wisła miała do niej kilka podejść, ale najważniejsze miało miejsce w 2011 roku. Właśnie wtedy krakowianom do awansu zabrakło ledwie 3 minut. Jednak istotniejsze jest to, co się działo po dwumeczu z Apoelem Nikozja, bo po czasie okazało się, że to był pierwszy gwóźdź do trumny. Zawodnicy na wysokich kontraktach, drogi sztab szkoleniowy, wyjście Cupiała z Wisły. Sporo się działo przez kilka następnych lat od 2011 roku. W międzyczasie na Reymonta wypowiedziano wojnę pseudokibicom, którzy domagali się zwolnienia jednego z członków zarządu- Jacka Bednarza. Do historii przeszła akcja kibiców, którzy ostrzelali stadion katapultami podczas meczu. To się nie mogło udać, bo zbyt wiele złego skumulowało się nad klubem. Możemy być pełni podziwu jedynie dlatego, że spadek następuje dopiero teraz. Że dopiero w przyszłym sezonie polska liga nie ugości „Białej Gwiazdy”.

Mecz z Radomiakiem jak cały sezon

Wisła Kraków w Radomiu zagrała przyzwoitą pierwszą połowę. Jej tragizm rozpoczął się po przerwie, choć nie od razu, bo na początku zespół strzelił drugiego gola. A według obecnego selekcjonera- Czesława Michniewicza- dwubramkowe prowadzenie to najgorszy rezultat, bo usypia czujność. I tak też było w przypadku krakowian. Ten mecz wyglądał zupełnie tak samo, jak cały sezon w wykonaniu Wisły. Na starcie uciułała trochę punktów, żeby mieć spokojną zimę, a wiosną byle do maja. Taki pomysł był na budowę drużyny na Reymonta w obecnych rozgrywkach. Zresztą nie tylko w tych, bo Wisły plan na PKO Ekstraklasę nie zmienia się od kilku lat. I dlatego polska liga bez „Białej Gwiazdy” stała się faktem. Dużo gadania, dużo obietnic, mało konkretów i jeszcze mniej działania. Poprzedni szkoleniowiec Adrian Gula stwierdził, że zawodnicy nie chcą „umierać” za Wisłę. Jerzy Brzęczek nie potwierdził i nie zaprzeczył temu w niedzielnym programie Liga+ Extra.

To oznacza, że coś na rzeczy jest, a nie jest to dobry prognostyk przed następnym sezonem. Dlatego uważam, że spadek Wisły był nieunikniony i powinien nastąpić dużo wcześniej. Na tę chwilę klub jest w takiej sytuacji, że zdecydowanie jest mu bliżej do rozgrywek II ligi niż do powrotu do elity. Wątpię, aby właściciele klubu poradzili sobie z wszystkimi problemami w ciągu kilku miesięcy. To raczej zadanie na lata i dla fachowców, których ewidentnie w klubie brakuje. Wiem, że PKO Ekstraklasa jest nieprzewidywalna i słaba, ale nawet to musiało stanąć na przeszkodzie Wiśle w utrzymaniu. Sprawa jest bardzo poważna i jeśli Jakub Błaszczykowski szybko czegoś nie wymyśli, może to być definitywny koniec Wiły Kraków. Nasza liga zna przypadki, gdy zasłużone kluby po prostu znikały z piłkarskiej mapy Polski. Wiele wskazuje na to, że Wisła skończy tak samo i będzie zaczynać od IV ligi.

Rodzinna Wisła Kraków

Ten argument był już poruszany w mediach. Dużo się mówi na temat pokrewieństwa włodarzy klubu. I nie mam na myśli tylko braci Błaszczykowskich i trenera Brzęczka, bo oni są na pewno tylko wierzchołkiem góry lodowej. Zapewne jeszcze wielu pracowników Wisły to jedna, wielka rodzina. Jest takie stare, polskie przysłowie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Idealnie pasuje to zdanie do sytuacji na Reymonta. Te wszystkie więzy rodzinne musiały mieć ogromny wpływ na szatnię lub na podejmowane decyzje na górze. Pozycja krakowian skłaniała do tego, by zajęli się nią ludzie kompetentni. Z odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Nie mówię, że pracownicy klubu nie spełniają tych wymagań, bo walczyli dzielnie o Wisłę. Ale na jej przykładzie widać ewidentnie, że poszczególne działy „Białej Gwiazdy” nie idą ramię w ramię. W takich sytuacjach trzeba reagować, zmodyfikować plan działania, kogoś ochrzanić lub przydzielić do pomocy.

Z Wisły nie napływały informacje, aby coś się zmieniało na poszczególnych szczeblach. Co z kolei nie oznacza, że takowych ruchów nie było. Być może odbyło się ich aż nadto, tylko nikt nie chciał, żeby te informacje wyciekły do mediów. Trudno powiedzieć, ale może to być solidna lekcja dla Błaszczykowskiego, bo jest to swego rodzaju doświadczenie w sprawowaniu funkcji prezesa. Sytuacja z zeszłego sezonu, gdy zakontraktował Petera Hyballę, a później wszedł z nim w otwarty konflikt, obnażyła kompletną patologię w Wiśle. Do takiego incydentu w ogóle nie powinno dojść. Żaden szanujący się prezes klubu piłkarskiego nie zdecydowałby się na taki krok. Dlatego w polskiej lidzie już nie ma „Białej Gwiazdy”. Kuba nie zdawał sobie sprawy, że takie zagranie przyniesie klubowi więcej złego niż dobrego. I teraz za to płaci. Oby tylko wyciągnął odpowiednie wnioski, bo to pomoże jemu i Wiśle.

Katharsis Wisły?

Klub z Reymonta potrzebuje gruntownej przebudowy. Na każdej płaszczyźnie, bo inaczej długo tego zespołu nie ujrzymy w PKO Ekstraklasie. Paradoksalnie ten spadek może krakowianom pomóc, ponieważ dzięki temu nastąpi uwolnienie od cierpień. A tych akurat w klubie nie brakowało. Polska liga bez „Białej Gwiazdy” już nie będzie taka sama. To nie były tylko mecze. To emocje, dogryzanie prezesów, zawodników. Generalnie to była walka na każdym polu. 13-krotny mistrz Polski pożegnał się z elitą po ponad ćwierćwieczu. To przykra wiadomość, ale Wisła jest sama sobie winna. Teraz musi nastąpić głębokie oczyszczenie. Tylko zapominając o złej przeszłości, Wisła zbuduje wspaniałą przyszłość. Zarówno swoją jak i całej PKO Ekstraklasy.

Dodaj komentarz