Polacy po raz pierwszy jadą na Mundial bez oczekiwań

Już dziś rozpoczynają się Mistrzostwa Świata. Polacy po wygranym sparingu z reprezentacją Chile polecieli do Kataru w dobrych nastrojach. Zwycięstwo zawsze pozytywnie wpływa na zespół. Czego jednak możemy oczekiwać po naszej drużynie? Właśnie o te oczekiwanie sprawa się rozbija, bo tym razem nie ma na drużynie narodowej presji związanej z turniejem. To taka pierwsza sytuacja w XXI wieku. Czy to może w jakikolwiek sposób wpłynąć na postawę „Biało- Czerwonych”? Czy brak ciśnienia, które było nierozłącznym elementem przy takich imprezach, uskrzydli Polaków?

Polacy dostali selekcjonera awaryjnie

Wiadomo, w jakich okolicznościach Czesław Michniewicz objął drużynę narodową. Nie miał zbyt wiele jednostek treningowych przed meczem barażowym ze Szwecją, więc jeździł po Europie i rozmawiał z kadrowiczami. Z perspektywy czasu widać, że słusznie postąpił, bo pokonał reprezentacje „Trzech Koron”. Widać, że w dialogu jest dość dobry. Zawodnicy mu zaufali, bo spotkania ze Skandynawami nigdy do łatwych nie należały. Od tego jednego meczu zależała przyszłość selekcjonera i reprezentacji Polski. Aby wywalczyć awans na Mundial w takich warunkach, nie wystarczy samo szczęście. Michniewicz zdawał sobie z tego sprawę. Dogłębnie rozpracowywał naszego pierwszego, niedoszłego rywala (Rosję), a gdy się okazało, że nie zagramy ze „Sborną”, zabrał się za kolejnych przeciwników. Polacy mieli wygrać jedno starcie. I to rozgrywane u siebie, na stadionie narodowym. Wykonali zadanie, bo po zwycięstwie 2:0 cieszyliśmy się z wyjazdu na Mistrzostwa Świata. Nikt nie oczekiwał od nich zwycięstwa, bo nie było ku temu logicznych podstaw.

Grupa kilkudziesięciu zawodników, którzy zostali oszukani przez poprzedniego selekcjonera, spotkała się na zgrupowaniu z nowym opiekunem i zagrała sparing ze Szkocją. Polacy zagrali bardzo słaby mecz z wyspiarzami, bo wymęczyli remis (1:1). Po tamtym spotkaniu spadła lawina krytyki na naszą drużynę. Dziennikarze i kibice „wieszali psy” na zawodnikach, sztabie szkoleniowym. Dostało się również prezesowi PZPN, bo to on wybrał Czesława Michniewicza na selekcjonera. W kraju zapanowała ponura atmosfera, bo nastało przekonanie, że po raz pierwszy od 8 lat nie zagramy na dużej imprezie. Stało się zupełnie inaczej. Polacy, w stylu zupełnie odmiennym do sparingu ze Szkotami, pokonali Szwedów. Michniewicz aż się popłakał po tamtym zwycięstwie. Atmosfera wokół kadry zmieniła się o 180 stopni. Okazało się, że jednak potrafimy się zmotywować na konkretny mecz. Nie było presji, nikt nie zakładał wygranej, więc „Orły” sprawiły niespodziankę i wywalczyły bilety do Kataru. Brak oczekiwań okazał się zbawienny w skutkach.

Mecz z Chile jak ze Szkocją?

Wspominałem o marcowym starciu ze Szkotami przed barażem ze Szwedami. Tamten mecz w jakimś stopniu przypominał środowe spotkanie z ekipą z Ameryki Południowej. Polacy zagrali przeciętnie, bez wiary, bez zęba i długo się wydawało, że Michniewicz w debiucie zaliczy porażkę. Teraz również nastroje są ponure, bo pomimo zwycięstwa gra reprezentacji nie dodaje wiary kibicom w sukces, jakim jest wyjście z grupy. Atmosfera jest tak gęsta, że po eskorcie samolotu z piłkarzami przez myśliwce F-16 pojawiły się żarty, że niepotrzebnie te samoloty wydawały pieniądze na paliwo, bo Robert Lewandowski i spółka zaraz będą wracać z Mundialu. A może to jest właśnie siła naszej drużyny? Wszyscy wiemy, że mamy problemy w grze jako faworyci, a presja tylko pląta nogi naszym zawodnikom. Już nie jeden zespół udowodnił, że brak oczekiwań może być ich mocną stroną. Wtedy w głowie pojawia się myśl: porażka mi nie zaszkodzi, a wygrana będzie ogromnym sukcesem.

W 2010 roku Lech Poznań pokonał Manchester City w fazie grupowej Ligi Europy (3:1), bo nikt od nich tego nie oczekiwał. Piłkarze Jose Maria Bakero podeszli do tego meczu na zasadzie: wychodzimy na boisko i gramy tak, jak umiemy najlepiej. Drużyna budowana za setki milionów euro poległa w Poznaniu, bo „Kolejorz” pozbył się presji. Podobnie było kilka lat później z warszawską Legią. Gdy w 2016 roku „Wojskowi” zakwalifikowali się do LM, jako pierwsza polska drużyna od 20 lat, trafili w grupie m.in. na Real Madryt. Obrońca tytułu dość niespodziewanie zremisował na Łazienkowskiej (3:3), a niewiele brakowało, by wyjechał na tarczy. Polacy w piłkę grać potrafią, gdy nie ma presji.  Brak oczekiwań jest atutem słabszego. Tak jest zawsze, bo to lepszy musi. Ostatnie tygodnie ukazują, że jedynym rywalem, z którym możemy nawiązać równorzędną walkę, jest Arabia Saudyjska. Chyba dobrze będzie, jeśli nie będziemy stawiać Polaków jako faworytów w tym spotkaniu.

Czy Piotr Zieliński będzie liderem reprezentacji Polski?

Zawodnik Napoli właśnie rozgrywa rundę życia, bo dzieli i rządzi na boiskach Serie A. Podopieczni Luciano Spallettiego są liderem ligi włoskiej z ośmioma punktami przewagi nad aktualnym mistrzem- AC Milan. Statystyki Zielińskiego w tym sezonie sprawiają, że można pokładać w nim delikatne nadzieje. W 15 meczach zdobył 3 gole i zanotował 5 asyst. Ale liczby to jedno, ważniejsza jest sama gra zawodnika, bo ona naprawdę może się podobać. W tej chwili nikt sobie nie wyobraża drużyny z Neapolu bez Piotrka. Jest motorem napędowym zespołu i jednym z głównych piłkarzy w talii szkoleniowca. Po nieudanym Euro 2016, gdzie w pierwszej połowie ostatniego meczu grupowego z Ukrainą Adam Nawałka ściągnął go z boiska, przez kilka następnych lat Zieliński miał łatkę świetnego piłkarza, ale tylko klubowego. Czy teraz Polacy mają piłkarza, który będzie odpowiadał za grę całej drużyny? Czy w końcu doczekaliśmy się typowego play-makera?

Pod Wezuwiuszem na pewno Piotrek jest taki piłkarzem. Często rozgrywa, bierze na siebie grę, jest odpowiedzialny. I teraz znów pojawiają się oczekiwania. Tak samo było na Euro 2012, bo wtedy mieliśmy trzech graczy Borussi Dortmund. Błaszczykowski, Lewandowski i Piszczek pełnili dokładnie taką samą rolę w BVB jak „Zielu” w Napoli. Niestety nie potrafili przenieść swoich atutów z gry w klubie na reprezentacje Polski. Dlaczego się tak stało? Otóż dlatego, że wtedy Polacy grali zupełnie inaczej niż drużyna z Westfalii. Ekipa Jurgena Kloppa miała inicjatywę, tworzyła akcję, nie odpuszczała żadnej piłki. To był zupełnie inny styl, od tego, który preferował Franciszek Smuda. Teraz jest jeszcze inaczej, bo Czesław Michniewicz dużą wagę przywiązuje do defensywy, więc Zieliński nie będzie miał zbyt wielu okazji, aby rozwinąć skrzydła. Lepiej, żeby wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, bo wtedy nie będziemy nakładać na niego zbędnej presji. A to może doprowadzić do niepożądanych rezultatów.

Krychowiak już się wygadał jak zagrają Polacy

Po meczu z Chile Grzegorz Krychowiak powiedział, że reprezentacja Polski będzie właśnie w ten sposób grała, bo to im przynosi wyniki. Nie wiem, czy to odpowiednia droga, bo gdy ktoś się nastawia na obronę i tylko grę z kontry, będzie miał problem, gdy zacznie przegrywać. To, że Gracy w 2004 roku zdobyli w ten sposób Mistrzostwo Europy, nie oznacza, że taki pomysł wypali kolejny raz. Poza tym, aby wygrać turniej trzeba mieć jeszcze inne atuty jak odpowiednia atmosfera w zespole, piłkarzy w optymalnej formie, jakiś styl w grze. Nie wiem, czy Polacy mogą powiedzieć, że mają to wszystko. Póki co sprzyjało im szczęście, ale ono też jest niezbędne w futbolu. Sam nie wiem, co myśleć o szansach reprezentacji Polski na MŚ. Jednakże we wtorek wszyscy będziemy już mądrzejsi.