Kanarki wylatują ze strefy spadkowej! Norwich wygrywa z Watfordem 3:0

Norwich na 18 miejscu. Watford pozycję wyżej. Zapowiadało się na tzw. derby piwniczne, czyli mecz niezwykle istotny w walce o pozostanie w Premier League. Aczkolwiek z tarczą mógł wrócić tylko jeden zespół. I tym razem było to Norwich Deana Smitha. W meczu o sześć punktów w kontekście walki o utrzymanie Norwich pokonuje Watford 3:0. Jak przebiegał ten mecz?

To Premier League czy Championship?

Takie pytanie mógł zadać sobie każdy, kto ten mecz oglądał w pierwszej połowie. Naprawdę przerażać mogła liczba niedokładności czy przerw w grze. Można powiedzieć, że piłkarze obu ekip zeprezentowali idealną grę na dwa kontakty: przyjęcie i strata. Ale czy kogokolwiek poziom meczu, który bliższy był łupance z Championship niż wyrafinowanej grze rodem z Premier League powinien dziwić? Przecież Norwich to mistrzowie Championship z poprzedniego sezonu. Watford? Tuż za Kanarkami. Dzisiaj to Szerszenie podejmowały rywali jako drużyna ustawiona wyżej w tabeli i wydaje się, że faktycznie pierwsza połowa była tego potwierdzeniem. Choć niewiele było strzałów celnych to jeśli już jakieś się pojawiały, to właśnie ze strony Watfordu. Aczkolwiek co z tego, skoro żaden z nich nie był szczególnie groźny? Można było czuć zażenowanie po pierwszych 45 minutach. Jeśli masz w zespole takich piłkarzy jak Emmanuel Dennis (osiem goli i pięć asyst w tym sezonie), a do tego szalenie zdolnych Josha Kinga oraz Joao Pedro i mierzysz się z jedną z najsłabszych defensyw w lidze, powinieneś zdobyć choćby o jedną bramkę więcej niż rywal. Zwłaszcza, że Norwich ma też najgorszą ofensywę w całej lidze. Finalnie jednak do przerwy na tablicy wyników widniało jajo do jaja. Lub jak kto woli: 0-0.

Najgorszy atak kontra najgorsza obrona

Norwich w obecnej kampanii notowało serię ponad dziewięciu godzin boiskowych z rzędu bez gola. Być może dlatego zespół Smitha dysponuje najgorszą ofensywą w Premier League. Z kolei żaden zespół nie dysponuje gorszą obroną w lidze angielskiej od Watfordu Ranieriego. W myśl starej piłkarskiej sekwencji, iż zespół buduje się od defensywy. Bo to ona może Ci dać tytuły. A tytułem dla Watfordu byłoby utrzymanie. Jednakże jak pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej, skoro traci się tyle bramek? Skoro nawet najgorsza ofensywa w lidze może strzelić Ci gola? A nawet dwa? I trzy?

Bo de facto tuż po przerwie mogliśmy oglądać przełamanie Kanarków. O ile Josh Sargent mógł kojarzyć się w tym sezonie z pudłami (np. w meczu z Brighton), o tyle z Watfordem popisał się nie lada golem. Ale warto wspomnieć na początku tej historii, że ten gol padł z powodu błędu w defensywie graczy Ranieriego. Wpierw strata pod własnym polem karnym, później złe podanie McLeana, ale odebrał piłkę Teemu Pukki. Jeśli Watford traci piłkę dwukrotnie w jednej akcji, a do tego tak blisko swojej bramki, musi się to skończyć golem. I skończyło. Dość szczęśliwym, bo Sargent z pewnością tak piłki uderzyć nie chciał. Ale liczy się to, co w sieci. Norwich na prowadzeniu.

Elektrycy są potrzebni nie na boisku!

W tym sezonie piłkarzy Ranieriego prześladują przerwy w grze. Wpierw w meczu z Chelsea, gdzie na trybunach zasłabł kibic. Później z Tottenhamem, gdy stało się to samo. I teraz Norwich, kiedy zgasło światło. Być może nie aż tak jak choćby w Częstochowie, gdy Raków grał z Legią, ale połowa jednego z jupiterów przestała działać. Można wręcz zażartować, że w Watfordzie elektryków nie brakuje. Ale wszyscy z nich znaleźli się na boisku i odpowiadają za defensywę ekipy z Vicarage Road, która ewidentnie przecieka. Natomiast ludzi o tej specyfice warto następnym razem odesłać poza murawę, by dopilnowali niesfornego oświetlenia. Bo wymuszone przerwy w grze ewidentnie Watfordowi nie służą.

Vanitas vanitatum et omnia vanitas

Ktoś może się zdziwić i pomyśleć: co autor ma w głowie, by wpychać do relacji pomeczowej łacińską sentencję z księgi Koheleta? Ale gdy poznamy znaczenie owego zdania („Marność nad marnościami, to wszystko marność”) wszystko złoży się w logiczną całość. Zwłaszcza, gdy ktoś widział, co w defensywie wyprawia Watford. Albowiem niedługo po wznowieniu gry drużyna Kanarków ugryzła Szerszenie po raz drugi. Kiko Femenia ograny jak dziecko przez Milota Rashicę, później tragiczne krycie Kamary i bach. Drugi gol Norwich, drugi gol Sargenta. Już wtedy wyglądało to dla Watfordu beznadziejnie. Jednakże to nie koniec złych wieści.

Ponieważ już cztery minuty po stracie drugiej bramki z boiska wyleciał Emmanuel Dennis. Gość, który jest odpowiedzialny za przeszło 60% bramek Watfordu. Druga żółta kartka wykluczyła Nigeryjczyka z kolejnego meczu, który jego koledzy grają z Burnley. Zatem ważny mecz w kontekście walki o utrzymanie. Jednakże czy w meczu z The Clarets trenerem Watfordu będzie wciąż Claudio Ranieri? Patrząc na to, że Watford stracił jeszcze trzecią bramkę, przegrał z rywalem, z którym walczy o utrzymanie, a kibice skandowali „You’re getting sacked in the morning” można mieć ku temu wątpliwości. Zwłaszcza, że najtrafniejszym słowem, by opisać Watford w ostatnim czasie jest owe „Vanitas” lub – jeśli ktoś woli – marność.

Jak to się skończy?

Jednakże nie zapominajmy, że Norwich ma o dwa mecze więcej od Watfordu, więc jeśli chodzi o Szerszenie nie wszystko stracone. Ale umówmy się: grając tak, jak w dzisiejszym meczu zwyczajnie piłkarze Ranieriego nie mają szans na utrzymanie się w Premier League. Pytanie tylko, do kiedy będą to piłkarze Ranieriego. Bo rodzina Pozzo słynie ze zwalniania trenerów. Jak to się zakończ? Kto się utrzyma? Przekonamy się po 38 kolejce. Ale dzisiaj Norwich wykonało poważny krok w kierunku utrzymania. Piłkarze Deana Smitha po raz pierwszy od 19 października 2019 roku są poza strefą spadkową Premier League! I to dla Kanarków jest w tym momencie najważniejsze.

Udostępnij:

Facebook
Twitter