Newcastle za szejków. Jak sprawdziły się zimowe ruchy?

Przed samym przyjściem szejkowskich władz do Newcastle United każdy zastanawiał się, w jaki sposób będzie zarządzany „nowy” klub. Od początku wiadome było, iż Saudyjski Fundusz Inwestycyjny, Mohammada bin Salmana będzie inwestował duże pieniądze, co się właściwie dzieje. Trochę ponad 100 milionów euro w jednym okienku to jednak nie przelewki. Kwestią zagadkową pozostawał sposób dysponowania środków. Kilka przykładów nagłego zastrzyku gotówki w futbolu mieliśmy. Paris Saint Germain, Manchester City, RB Lipsk to najbardziej znane, ale bardzo się od siebie różniące przykłady. Newcastle United dostało chyba największą dawkę pieniędzy ze wszystkich klubów w historii piłki nożnej wraz z przyjściem nowych właścicieli. Aż tak nagłym wzrostem budżetu nie mogły pochwalić się nawet dzisiejsze najbardziej kojarzone z arabskimi klimatami zespoły. Sposób budowania Newcastle wydaje się trochę nawiązywać do początków szejkowskiej ery Manchesteru City…

Newcastle śladami Manchesteru City

Kluczem w Newcastle United, o czym mogliśmy się przekonać już w pierwszym okienku pod batutą szejkowskich właścicieli, jest aktywna praca od podstaw. Zmieniony został trener, a później do jego układanki dopasowywani byli poszczególni gracze. Nie da się stworzyć automatycznie potęgi, ale do zrobienia tego niezbędne jest działanie i wytrwałość. Przykładem i inspiracją dla nich mógł być Manchester City, którego początki w piłce z wielkimi pieniędzmi wydają się być bliźniaczo podobne. Ekipa z niebieskiej części Manchesteru od razu rozpoczęła z grubego „C”, sprowadzając do nowo budującego się projektu, chociażby Robinho, Pablo Zabaletę, Vincenta Kompanego i wiele więcej. Podobnie postępuje Newcastle. Co przyciągnie nazwiska? Nazwiska! Obydwa kluby podeszły w ten sam sposób, ściągając piłkarzy może nie z najwyższej półki, ale na pewno wysokiej, dokładając do tego także młode talenty, mające stanowić przyszłość. Kolejni mocni zawodnicy przy takiej budowie to tylko kwestia czasu. Uda się to oczywiście, jeżeli zespół się odpowiednio rozwinie i nie będzie zaliczał zbyt częstych wpadek. Progres musi być widoczny.

Przed i po. Ile dały transfery?

Sezon pod względem sportowym rozpoczął się jednoznacznie źle. Ich fatalną wtedy formę nie można było nazwać jakimś dołkiem. Nawet większym. Był to po prostu kryzys. Nie trzeba na dobrą sprawę się w tej kwestii rozpisywać. Pierwszy mecz w zakończonym właśnie sezonie wygrali dopiero w 15. kolejce z Burnley. Co więcej, było to już za kadencji Eddiego Howe’a. Nowa miotła zadziałała dobrze, jednak pewnie, gdyby nie transfery kilka tygodni później, utrzymanie nie byłoby tak pewne. Ruchy władz były więc konieczne. Akurat do nich za działanie na rynku pretensji nie można mieć. Wręcz przeciwnie. Wydaje się, że spełnili wszystkie oczekiwania trenera.

W drugiej połowie zespół znacznie poprawił swoją grę. Przeskok jakościowy był aż nadto widoczny. Matt Targett zastąpił Richiego, Kieran Trippier, mimo że przez większość czasu był kontuzjowany, zmienił znacząco zespół pod kątem mentalnym i marketingowym. Kluczowy okazał się także Dan Burn w środku obrony, a po czasie do składu na dobre wskoczył Bruno Guimaraes. Jako dodatek do siły ofensywnej został zakupiony Chris Wood, wyciągnięty z Burnley za 30mln euro. Większość z nich to absolutnie kluczowe postacie minionego już sezonu. Niektórzy pewnie będą stanowić fundamenty ich renesansu w kolejnych latach.

Kieran Trippier – na dobry początek

Kieran Trippier od początku wydawał się ruchem świetnym, ale jeszcze kilka tygodni przed realizacją nierealny. Jednak się udało. Anglik jest ciekawym przypadkiem transferu. Na dobrą sprawę zagrał w zaledwie pięciu meczach, ponieważ w starciu z Aston Villą doznał bardzo poważnej, eliminującej go na kilka miesięcy kontuzji. Mimo to zaprezentował się w nich na tyle dobrze, że każe to wierzyć, iż w Newcastle United czeka go świetlana, pełna pozytywów przygoda. Widać też było jego olbrzymie poważanie w szatni. Był prawdziwym liderem Newcastle United od debiutu i mimo bycia „nowym”, został kapitanem. Poza kątem mentalnym i sportowym należy spojrzeć na niego również jako pewnego rodzaju promocja przemiany „Srok”. Został premierowym transferem szejków i swoją osobą znacznie podwyższył status klubu, czym przyciągał kolejne głośne nazwiska. Pokazał, że można zaufać temu projektowi. Zadziałał tu efekt domino, którego inicjatorem był 31-latek. To on prawdopodobnie wpłynął w mniejszym, bądź większym stopniu na kolejne ruchy „Srok”.

Matt Targett – zawodnik niezbędny

Matt Targett był przez pierwszą część sezonu zawodnikiem Aston Villi. W niej notował częste i całkiem solidne występy, jednak problem pojawił się zimą. Do zespołu na jego pozycję z Evertonu przyszedł bowiem bardzo poważny konkurent. Można więc powiedzieć, że Lucas Digne niejako wymusił przejściem do The Villans jego wypożyczenie do Newcastle United. Dobrą postawę w ekipie „Srok” utwierdzają same plotki o tym, że latem chcą go definitywnie wykupić. Anglik świetnie wyglądał od pierwszych meczów w czarno-białym trykocie, a w kolejnych tylko potwierdzał swoją formę. Statystyk może genialnych nie miał, ale wniósł razem z Danem Burnem defensywę na wyższy poziom. Patrząc w przyszłość, mówi się o zainteresowaniu Mitchelem Bakkerem, czy Renanem Lodim, ale myśląc zdrowo, chyba najbezpieczniejszą opcją byłby już sprawdzony w boju Targett. 26-latek idealnie pasuje do układanki Eddiego Howe’a i obydwie strony raczej są chętne na przedłużenie współpracy. Przyszłość będzie zależeć już tylko od decyzji Aston Villi w tym temacie. Steven Gerrard także chce mieć go u siebie, ale nic nie jest jeszcze przesądzone w żadną stronę.

Dan Burn – zbawca defensywy

Nie bez przyczyny z pięciu zimowych transferów, aż trzech zawodników gra w formacji defensywnej. Wszystko przez fakt, iż po pierwszej połowie sezonu Newcastle na równi z Leeds straciło najwięcej bramek w całej lidze (42). Dla porównania – w drugiej części wpuścili zaledwie 20 goli. Awans więc jest ogromny i duża w tym zasługa samego Dana Burna. Jego wpływ na drużynę można było zresztą zobaczyć na przykładzie Brighton, z którego przychodził. Po transferze w „Mewach” była widoczna potężna luka spowodowana jego brakiem. Choć momentami można mieć pretensje do jego mobilności, bo czasem zdarzało mu się przepuścić bezsensownie jakąś piłkę, ogólnie pokazał, że można na nim budować fundamenty „nowego”, budującego się wciąż Newcastle. Wieku nie oszuka, natomiast raczej będzie w planach trenera na najbliższe, przynajmniej dwa lata. Głównymi jego atutami są waleczność i gra w powietrzu. Z tymi aspektami „Sroki” miały problem przed jego przyjściem, a on nie dość, że sam prezentował stabilny poziom sportowy, swoim mocnym charakterem napędzał swoich kolegów do walki o każdy centymetr boiska. Gdy dokupi się mu partnera, który odznacza się w cechach, w których on specjalnie nie góruje, Newcastle może zostać znane ze swojej żelaznej defensywy.

Najwięcej straconych goli po 19. kolejkach Premier League:

1. Newcastle United 42
1. Leeds United 42
3. Norwich City 41

Bruno Guimaraes – gwiazda pełną gębą

Była obrona, więc czas na pomoc. W tej tercji boiska też się trochę po zimowym okienku pozmieniało. Doszło jedno, ale bardzo głośne nazwisko – BRUNO GUIMARAES! Brazylijczyk został drugim, po Joelintonie najdroższym transferem w historii klubu. Wyniósł włodarzy „Srok” trochę ponad 42mln euro! Z kilku powodów był to zaskakujący ruch. Po pierwsze cena, która patrząc na sam talent, wiek i umiejętności, była dość niska, a po drugie fakt, iż w tamtym czasie zgłaszały się po niego dużo lepsze kluby. Mimo wszystko zdecydował się na odejście tam, gdzie trochę czasu na ujawnienie pełnego potencjału musiało minąć. Gdy się już jednak rozkręcił, po prostu nie przestawał zadziwiać swoją niebagatelną techniką. Czuciem piłki dorównuje mu w Newcastle jedynie Saint Maximin. Reszta nawet nie ma podjazdu. Transfer ten właściwie nie ma wad, bądź ciężko jest się takowych doszukać. Newcastle ma gwarancje pewności jakości w tym miejscu na kolejne lata. 24-latek w końcówce tego sezonu stał się absolutnym „must be” w składzie.

W tym przypadku mamy do czynienia z niebagatelnym talentem i istnym „Panem Piłkarzem” na pozycji środkowego pomocnika defensywnego. Przy tak owocnej grze, jego powrót do elitarnej reprezentacji Brazylii jest już tylko kwestią czasu. Rynek oferuje niewielu piłkarzy o takim profilu, a Newcastle znalazło istny diament. Rzadko znajduje się w końcu zawodników mających jednocześnie tyle opanowanych do najwyższego poziomu cech. Perfekcyjne łączenie defensywy z atakiem, wspaniały przegląd pola, świetny drybling, precyzyjne podania, inteligencja boiskowa – to właśnie definicja Bruno Guimaraesa. Piłkarz, którego nie da się opisać w jednym słowie. Co ciekawe, mimo że zadebiutował dopiero w lutym, tylko Callum Wilson ma więcej bramek od niego. Zdobył ich tyle samo, co Allan Saint Maximin, który przecież uznawany jest za największą gwiazdę „Srok”.

Chris Wood – jedyny minusik

Czterech wspaniałych i… Chris Wood! Tak można podsumować wszystkie transfery szejkowskie do tej pory. O ile Wood nie spisuje się do bólu źle, to oczekiwania wobec niego, patrząc na jego wkład w sukcesy Burnley Seana Dyche’a były zdecydowanie wyższe. Szczególnie że zapłacili za tego już 30-letniego napastnika prawie 30 milionów euro. Była to cena przesadzona, co nie zmienia faktu, iż kibice mieli co do jego osoby duże nadzieje. Jak widać trener konsekwentnie na niego stawiający i sam zarząd, płacący za niego sowite pieniądze też. Dwie bramki i stosunkowo mały udział przy grze nie powala na kolana. Miał tworzyć ciekawy kolektyw w ataku, a zamiast tego można odnieść wrażenie, że on w ofensywie jest odosobnionym od reszty elementem.

Na razie nie sprawdza się, choć nie należy popadać w skrajność. Zawodnik tego pokroju powinien wystrzelić, ale pewnie potrzebuje więcej czasu na zrozumienie filozofii Eddiego Howe’a. O skład będzie musiał w kolejnym sezonie jednak pewnie już walczyć. Zakładając, że ktoś zostanie na jego pozycję oczywiście sprowadzony, o czym jest ostatnio coraz więcej pogłosek, Nowozelandczyk o pierwszą 11 może mieć ciężko. Tym bardziej, jeżeli weźmiemy pod uwagę, jacy zawodnicy znajdują się na radarze „Srok”. Podsumowując, Chris Wood jeszcze może się przydać i odzyskać dawny blask. Nie ważne co, taki gracz po prostu się przydaje. Nawet gdy ma tylko przebłyski, a jego forma nie jest stała, w niektórych spotkaniach posiadanie takiej postaci może okazać się zbawienne. Jedynym minusikiem jest więc tak naprawdę tylko, patrząc na perspektywę tych prawie pięciu miesięcy. W przyszłości wokół tego zawodnika można zbudować całą ofensywę, co pokazał wcześniej wspomniany Sean Dyche w Burnley.

Dodaj komentarz