Na ostatniej prostej do mistrzostwa

Lech Poznań na ostatniej prostej do mistrzostwa

Przemysław Szyszka

Na dwie kolejki przed końcem sezonu Lech Poznań powrócił na fotel lidera PKO Ekstraklasy. Gdyby poznaniacy byli drużyną wiarygodną, to w stolicy Wielkopolski już od niedzieli mroziłby się szampany. To gdybanie ma niebagatelne znaczenie, ponieważ podopieczni Macieja Skorży udowodnili już nie raz, że w mgnieniu oka potrafią wszystko zepsuć. Jesienne remisy ze Stalą Mielec lub Górnikiem Łęczna zwiastowały, że Lech nie jest „gotowcem”, który może walczyć bezproblemowo o najwyższe cele. Fani Lecha zwracali uwagę na wpadki w poprzedniej rundzie, bo były one czerwoną lampką alarmową. W pierwszej części sezonu Lech pokazywał siłę i wszyscy spodziewali się, że z drużynami z dołu tabeli poradzi sobie bez kłopotów. Wiosną nie wiele się zmieniło. No, może to, że Lech nie jest już w takim gazie jak np. w październiku. Czy i tym razem „Kolejorz” na ostatniej prostej do mistrzostwa nie wytrzyma ciśnienia?

Liderowali przez cały sezon

Trener Lecha gorliwie walczył o to, aby jego zespół jak najszybciej zapomniał o poprzednim sezonie. Można z całą stanowczością stwierdzić, że powiodło mu się to zadanie, bo „Kolejorz” przez całe rozgrywki był liderem. Zarówno po szkoleniowcu jak i po zawodnikach było widać głód sukcesów. Mimo wszystko Lech w tym sezonie pokazuje to, czego od dawna mu brakowało. Jest to jakość. Sporo też jej było w 2020 roku, gdy poznaniacy zostali wice mistrzami Polski. Ale to nie było to samo, co teraz, bo piłkarze pod koniec ubiegłych rozgrywek obiecywali poprawę. Padały słowa, że taki sezon już się nie powtórzy. Słowa dotrzymali, bo całokształt w wykonaniu „Kolejorza” jest o niebo lepszy w stosunku do poprzednich rozgrywek. Ale nawet to w połączeniu z dużą dozą jakości może nie wystarczyć do zdobycia tytułu. Dlatego, jeśli Lech na ostatniej prostej do mistrzostwa się wykolei, szok będzie niewyobrażalny.

Widać również ewidentnie, że poznaniacy nie są najlepszą drużyną w kraju, bo takowa odebrała im Puchar Polski. A tydzień później jej samej „załączył się” Lech, bo też się wykoleiła. Taka to uroda naszej ligi. Paradoks polega na tym, że jeśli Maciej Skorża zdobędzie tytuł, to wybitnie pomoże mu w tym „lechowa przypadłość” Rakowa. Wystarczy wygrać wszystkie mecze do końca, patrzeć tylko na siebie i nie przejmować się rywalami. Brzmi jak najprostszy przepis na mistrzostwo Polski. Marek Papszun nie zdołał pokonać Cracovii i w związku z tym już nic od jego zespołu nie zależy. To jest właśnie syndrom Lecha, żeby na ostatniej prostej do sukcesu zaliczyć solidną wpadkę. W jednym momencie przekreślasz wysiłek całego sezonu. Kibice dużo wiedzą na ten temat, bo w ostatnich latach sporo go doświadczyli. A może właśnie w tym przypadku następuje zmiana warty? Może właśnie w obecnych rozgrywkach Lech pozbędzie się słynnego „genu przegrywu”?

Czy Lecha czeka transformacja mentalna?

W moich artykułach na temat Lecha Poznań często pojawiały się delikatne szydery, czy wyliczanie błędów. Było to spowodowane tym, że „Kolejorz” na końcowym odcinku do jakiegokolwiek sukcesu tracił grunt pod nogami. Zawsze czegoś brakowało, aby osiągnąć cel. Od 2015 roku notorycznie to się powtarza. W zeszłym sezonie poznańscy kibice zorganizowali strajk, a hitem był obraźliwy transparent z napisem: „Mamy k***a dość!”. Frustracja na bułgarskiej sięgała gigantycznych rozmiarów. Nie inaczej jest teraz, bo wiosnę Lech ma średnią. Wpadki z krakowskimi zespołami i Legią rzucają cień na okazałe zwycięstwo z Pogonią. Fani drużyny byli zrozpaczeni, bo doskonale zdawali sobie sprawę, co się dzieje. Trudno im było to przełknąć, ponieważ długo nie było sezonu, w którym „Kolejorz” tyle czasu był liderem. Poznań marzył o dublecie na 100-lecie klubu. Już wiadomo, że tego celu nie zrealizuje. Dlaczego? Bo wykoleił się na meczu, który o wszystkim decydował.

Kto zna Lecha, ten wie, że to nie mógł być przypadek. Ot cały Lech Poznań pod dowództwem obecnego zarządu. Jednakże w poprzedniej kolejce wydarzyło się coś, co wywindowało Lecha na pierwsze miejsce. Raków Częstochowa nie wygrał swojego meczu i tym samym utrzymał zespół z Poznania przy życiu. Jednak kluczowe jest tutaj zwycięstwo w Gliwicach, bo „Kolejorz” swoją szansę wykorzystał. A to do tej drużyny kompletnie nie pasuje. Zazwyczaj w podobnych sytuacjach „Niebiesko- Biali” zaliczali fatalne wpadki. I to właśnie one sprawiały, że na ostatniej prostej do mistrzostwa lub Pucharu Polski Lech zawalał sprawę. Czy to może oznaczać, że poznaniacy pozbędą się w końcu łatki fajtłapy? Czy ten pech (który tyle razy się powtarzał, że nie można go tak nazwać) opuści klub? Jest ku temu wielka przesłanka. W każdym razie po latach niepowodzeń nareszcie widać na horyzoncie sukces. Tylko czy ten sukces wystarczy, by pokonać przeszłość?

Syzyf czy nowy Lech?

Dobrze by było dla całej ligi, jakby Lech włączył się do walki o mistrzostwo na stałe. A nie raz na kilka sezonów, bo ta drużyna powinna być siłą PKO Ekstraklasy. Wraz z Legią Warszawa mogłaby stworzyć pasjonującą batalię o wszystkie trofea w Polsce. Jeśli wspominamy o „Wojskowych”, trzeba również zaznaczyć, że poznaniakom odpadł w tym sezonie najgroźniejszy rywal. Warunki do zdobycia tytułu były wręcz cieplarniane. Ale co z tego? Pogoń i Raków też są wymagającymi przeciwnikami. Znajdują się w czołówce tabeli drugi sezon z rzędu- co Lechowi dawno się nie powiodło. Może teraz to te zespoły dopadła „lechowa dolegliwość”, która przez kilka lat drenowała poznaniaków? Podopieczni Papszuna obronili PP, ale mieli chrapkę na więcej. „Portowcy” też chcieli poprawić wynik z ubiegłej kampanii. I na ostatniej prostej do mistrzostwa obie ekipy zaliczyły niewyobrażalne wpadki. Wygląda to trochę tak, jakby Lech zdrowiał, a swoją chorobą zaraził innych.

Teraz też należy się zastanowić, czy „Kolejorz” faktycznie pozbędzie się swojej dolegliwości, czy to tylko piłkarskie szczęście? Jeśli Lech wygra ligę, będzie to miało kolosalne znaczenie, bo jego fani marzą o nowej drużynie. O takiej, która nie zadowala się jednym tryumfem, tylko będzie parła po kolejne sukcesy. Lech Poznań jest im to winien po tylu latach niepowodzeń. Do tego są potrzebni zawodnicy z mentalnością zwycięzców. A takowi są obecni w zespole- Ishak, Kownacki, Amaral, młodzież. Niezbędny jest też trener, który nieustannie chce się rozwijać. Maciej Skorża idealnie wpisuje się w tę definicję. Istotne jest też to, aby nie popełniać błędów z przeszłości, bo to hamuje rozwój. Szkoleniowiec Lecha dobrze o tym wie. Gdy podpisywał pierwszy kontrakt z klubem w 2014 roku, wydawało się, że to człowiek perfekcyjnie wyszyty na Lecha. Rzeczywistość ukazała coś zupełnie innego.

 7 lat w kryzysie

Nie od dziś wiadomo, że Lech Poznań ma spore problemy z wypełnieniem gabloty. Ostatnie trofeum to puchar za mistrzostwo Ekstraklasy z 2015 roku. Od tamtej pory „Kolejorz” nie osiągnął niczego konkretnego. Może to dziwnie brzmieć, bo przez te 7 długich lat poznaniacy aż czterokrotnie meldowali się w finale PP (2015-2017, 2022), a po 30. kolejce sezonu zasadniczego 2017/2018 zajmowali pierwsze miejsce. Mimo takich przywilejów drużyna nie była w stanie niczego wygrać. Szukając przyczyny, można całą winę zrzucić na kryzys, który przecież spotyka każdą drużynę. Chociaż niedorzecznie nazywać kryzysem okres, w którym drużyna 3 razy z rzędu bierze udział w finale krajowego pucharu. Moim zdaniem była to po prostu „lechowa przypadłość”, przez którą „Kolejorz” na ostatniej prostej do mistrzostwa lub pucharu zawalał sprawę. Z drugiej strony Lech Poznań mocno chełpił się grą w fazie grupowej LE w sezonie 2020/2021.

Można to odnotować jako sukces, bo mówimy w tym przypadku od poznańskim Lechu. Znamienne było też to, że poznaniacy z hukiem przeszli przez eliminacje, ponieważ odprawili z kwitkiem takie zespoły jak Apollon Limassol i Charleroi. Czy tak zachowuje się zespół będący w kryzysie? Oczywiście, że nie. Ale przypadek Lecha Poznań nie jest 0-1, bo ta drużyna notorycznie jest w kryzysie. A od czasu do czasu uda jej się sprawić jakąś niespodziankę, jak np. przygoda w Europie. To jest największa zmora „Kolejorza”, ponieważ właśnie przez to na ostatniej prostej do mistrzostwa kibice dmuchają na zimne. Jego fani już dawno przestali mu ufać pod tym względem. Ten sezon ma to zmienić i być może to będzie sezon przejściowy? Poznaniacy długo byli liderami i zdarzały im się mecze, w których cierpieli. Takie doświadczenie jest bezcenne i może mieć kolosalne znaczenie w przyszłości.

Przyszłość Lecha

Jeśli Lech Poznań zostanie mistrzem Polski, ma spore szanse na to, aby odjechać całej lidze o kilka lat. Fundusze za poprzednią edycję LE i za wygranie ligi mogą sprawić, że drużyna jeszcze bardziej się wzmocni. Maciej Skorża na pewno będzie chciał rozwinąć zespół. Kolejnym argumentem może być też to, że Legia nie zdradza objawów, aby w przyszłym sezonie wrócić do czołówki. Najbliższe kilka tygodni może być dla Lecha Poznań kluczowe. Sukces zawsze rodzi się w bólach, a „Kolejorz” bardzo często w tej kampanii miał poważne problemy. Jeśli klub odpowiednio wykorzysta wszystkie sprzyjające okoliczności, możemy mieć nowego hegemona w lidze. Przynajmniej na kilka sezonów.

Dodaj komentarz