Wczoraj reprezentacja Polski rozegrała swój inauguracyjny mecz na Mundialu. Meksyk, z którym się mierzyliśmy, był zespołem lepszym, prowadził grę i momentami zepchnął nas do defensywy. To spotkanie nie sprawiło, że jesteśmy spokojniejsi o naszą drużynę narodową. „Orły” zagrały bardzo podobnie do niedawnego sparingu z Chile. Jedyna nowość to fakt, że po pierwszym starciu nadal liczymy się w walce o wyjście z grupy. A jak możemy ocenić podopiecznych Michniewicza? Co należy poprawić przed Arabią Saudyjską?

Meksyk pokazał nam wyrachowany futbol

Przez pierwsze 20 minut  reprezentacja Polski sprawiała wrażenie, że to może być dobry mecz w jej wykonaniu. Gra była bardzo wyrównana, toczyła się w środkowej części boiska, a Meksyk nie potrafił przejąć inicjatywy. Niestety im dalej w mecz tym piłkarze z Ameryki Środkowej pewniej czuli się na murawie. Akcje przeprowadzane przez naszych przeciwników miały odpowiednie tempo, futbolówka słuchała się ich lepiej niż naszych zawodników. Wyglądało to tak, jakby Meksyk dobrze znał wszystkie nasze słabe strony i chciał to z czasem wykorzystać. Jakby chciał nas zamęczyć, sprawić, żebyśmy biegali więcej za piłką, bo wtedy zespół szybciej się męczy. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, bo Meksykanie kontrolowali wydarzenia boiskowe. Zagrali jak doświadczona drużyna, pewna swoich umiejętności, której celem jest pokonanie słabszego. Widać było po nich, że chcą podtrzymać passę awansów do 1/8 finału, którą nieprzerwanie śrubują od 1986 roku.

A Polska? Niczym specjalnym nikogo nie zaskoczyła. Zagrała ciut lepiej niż w meczu towarzyskim z Chile, ale było to spowodowane obecnością innych zawodników w wyjściowym składzie. Z każdą minutą gra wyglądała słabiej. Defensywny styl preferowany przez Michniewicza może się nie podobać, bo tacy zawodnicy jak Lewandowski czy Zieliński nie są stworzeni do tego. Oni zdecydowanie lepiej czują się w ataku, wolą nacierać na bramkę rywala niż się bronić. Tak też było w sytuacji, w której „Lewy” wywalczył rzut karny. Z pozoru sytuacja bez wyjścia- dwóch obrońców na plecach plus wychodzący bramkarz. A jednak się udało. Abstrahując od niewykorzystanej „jedenastki” przez Roberta, widać po tej akcji było, że w ofensywie czuje się on jak ryba w wodzie. Skupiając się tylko na kontratakach tracimy wszystkie walory naszej „9”. Podobnie jest z Zielińskim. Oni nie będą wygrywać nam meczów, jeśli ciągle będziemy się bronić.

Liderzy nie dają odpowiedniej jakości

Wspominałem już o piłkarzach, którzy są odpowiedzialni za kreowanie sytuacji. Teraz na tapetę wezmę ważnych zawodników defensywnych. Wojciech Szczęsny zagrał poprawne zawody. Zawsze dla bramkarza czyste konto to swego rodzaju plus. Meksyk nie miał jakiś stuprocentowych okazji, więc też nie musiał się specjalnie wysilać. Niemniej potrafił zachować koncentrację przez całe spotkanie. W końcu rozegrał mecz turniejowy, w którym nie miał negatywnego oddziaływania na drużynę. A że nasi rywale nie stworzyli klarownych sytuacji to w dużej mierze zasługa bloku obrony. W szczególności szefa polskiej defensywy- Kamila Glika. Co prawda czasami Polacy gubili się we własnym polu karnym i w meczu z Argentyną może się to zemścić, ale mimo wszystko potrafili z tego wyjść obronną ręką. Sęk w tym, że samą obroną się meczu nie wygra. Ani Wojtek, ani Kamil nie mogą odpowiadać za zdobywanie goli. Jest to rola innych zawodników, którzy na MŚ „nie dojechali”.

W środku pola aktywny był Krychowiak. Można go pochwalić za ten mecz, bo zagrał poprawne zawody. W drugiej połowie oddał niecelny strzał. A Lewandowski? Sam sobie stworzył sytuację z rzutem karnym, sam wywalczył „jedenastkę”. W tamtej sytuacji wyszedł kunszt jednego z najlepszych piłkarzy na świecie. Jedyne, do czego można się doczepić, to strzał, bo nie był zbyt dobry. Sygnalizowany i na wysokości dłoni bramkarza. Czyli najprostszą rzecz z tego całego incydentu wykonał najgorzej. Nie mamy szczęścia do rzutów karnych na Mundialach, bo w 2002 roku w meczu z USA Maciej Żurawski również spudłował. To był punkt zwrotny we wczorajszym spotkaniu, bo Meksyk nie podłamał się i z każdą minutą był groźniejszy. Natomiast reprezentacja Polski cofała się do coraz głębszej defensywy, czekając na kontrataki. Liderzy naszej drużyny nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Mają jeszcze dwa mecze na rehabilitację.

Co można poprawić?

Do meczu z Arabią Saudyjską jest kilka dni, a do poprawy jest naprawdę sporo. Nie możemy liczyć na to, że wszystkie mankamenty zostaną wyeliminowane, bo to niewykonalne. Meksyk uwidocznił nam, że jesteśmy drużyną, która będzie miała niewiele sytuacji bramkowych, więc musimy je wykorzystywać. Kluczową jest zatem skuteczność. Ale lepsza skuteczność nie pojawi się sama z siebie. Aby strzelać gole, trzeba tworzyć akcje, a żeby je kreować, należy mocniej zaryzykować. I tego właśnie brakowało we wtorek- ryzyka. Nie mam tu na myśli rzucania wszystkiego na szalę, bo to nie ta faza turnieju. Jednakże Meksyk zorientował się, że nie kwapiliśmy się, aby często gościć pod jego polem karnym. A dzięki śmielszej grze nasi sobotni rywale uporali się z Argentyną. Gdyby Saudyjczycy nie zareagowali po stracie bramki, nie zdobyliby 3 punktów. Nie kalkulowali, tylko wyszli na drugą połowę z zębem i to im się opłaciło.

Kolejnym aspektem, który wymaga delikatnej modyfikacji, jest mentalność. Nasi zawodnicy muszą zdać sobie sprawę, że Meksyk to już przeszłość. Że mają na koncie punkt, który utrzymuje ich w grze na Mundialu. Są w kadrze piłkarze, którzy pamiętają poprzednie MŚ. Z pewnością widzą, że atmosfera po pierwszym meczu jest zupełnie inna niż po starciu z Senegalem. Zagramy z niespodziewanym liderem naszej grupy, który wie, że zwycięstwem z nami przypieczętuje sobie awans. W naszym położeniu tylko wygrana wchodzi w rachubę, bo w perspektywie mamy ostatni mecz z Argentyną. O konfrontacji z tym przeciwnikiem wypowiadają się nawet nasi reprezentanci. I nie są to zbyt optymistyczne słowa. Zatem recepta na sobotni mecz jest tylko jedna- pokonanie Arabii. I z takim nastawieniem powinniśmy wyjść na boisko. To zespół zdecydowanie w naszym zasięgu.

Meksyk, Arabia Saudyjska, Argentyna

Pomimo słabej gry we wtorek Polacy delikatnie rozbudzili nadzieję, bo nie dali się pokonać. Dużo też będzie zależeć od meczu, w którym Meksyk zmierzy się z Argentyną. Natomiast musimy pamiętać, że jesteśmy w sytuacji umiarkowanie korzystnej. Teraz widać jak bardzo istotny jest pierwszy mecz na wielkim turnieju. To już za nami, zatem skupmy się na kolejnych rywalach, bo czasu jest mało. Dlatego należy go maksymalnie wykorzystać, aby optymalnie przygotować się do tych spotkań. W XXI wieku na MŚ zawsze przed drugą kolejką byliśmy pod ścianą. Teraz nic nie musimy. Może to dobry znak?