Mecz Polska- Holandia i wnioski

Reprezentacja Polski poniosła porażkę w czwartkowym spotkaniu z Holandią. To nie była solidna lekcja futbolu, aczkolwiek nasza drużyna była wyraźnie słabsza. Przez ten mecz staliśmy się bogatsi o pewną wiedzę, bo starcie to dostarczyło nam kilku spostrzeżeń. Polska jest, na kilka tygodniu przed Mundialem, absolutnie nieprzygotowana do tego turnieju. Ale to akurat jest standardem. Te Mistrzostwa Świata są wyjątkowe, bo rozgrywane zimą, w środku sezonu. W związku z tym nie będzie okresu przygotowawczego, co nieco utrudnia zadanie selekcjonerowi. A może ułatwi, bo zawodnicy wejdą w ten czempionat „z marszu”? Tak czy siak, znaleźliśmy 5 wniosków, które definiują naszą kadrę narodową po meczu z reprezentacją „Oranje”. 

Nie potrafimy grać trójką obrońców

W wyjściowym składzie Polska miała trzech obrońców.  Graliśmy ustawieniem 3-4-2-1, bo kolejny selekcjoner uparł się na taki system. Co powoduje takie ciągotki u Czesława Michniewicza- nie wiadomo. Pierwszym argumenty przeciwnym jest fakt, że w starciu ze Szwedami, które dało nam awans na Mundial, graliśmy czwórką (Cash, Glik, Bednarek, Bereszyński). Takie ustawienie zapewniło nam zwycięstwo i czyste konto. A było się czym pochwalić, bo był to mecz o wielkim ciężarze gatunkowym. Baraż, który stanowił dla naszej piłki o być albo nie być, bo wyjazdy na duże imprezy powinny być dla nas normą. Potrzebujemy tego do rozwoju naszej piłki. Poza tym wygraliśmy z silnym przeciwnikiem, dla którego brak udziału w MŚ jest katastrofą. To już powinien być jasny sygnał, że nie powinniśmy kombinować z obrońcami. Skoro tradycyjna taktyka przynosi sukces, to się jej trzymajmy. Ulepszajmy ją, ćwiczmy, trenujmy. Dobierzmy odpowiednich wykonawców. A z tym jest największy problem.

Na przeciwnika pokroju Holandii trzeba mieć doskonałych wahadłowych. Takich, którzy będą aktywni przez 90 minut, którzy będą biegać po całej długości boiska. Frankowski i Zalewski to skrzydłowi z ciągiem na bramkę. A na „Oranje”, Meksyk lub Argentynę są potrzebni zawodnicy o profilu defensywnym. Wiadomo, że z takimi rywalami nie jesteśmy w stanie prowadzić gry. Inicjatywa należy do nas tylko w starciach ze słabszymi przeciwnikami (choć też nie zawsze). Atak pozycyjny nigdy nie był naszą mocną stroną. Wolimy grać z kontrataków, bo wtedy na boisku jest więcej miejsca. Jedyną drużyną, która będzie się bronić w meczu z nami na Mundial, jest Arabia Saudyjska. I wtedy przydadzą się Frankowski i Zalewski. Na pozostałych przeciwników może Bereszyński i Casch. Skromny wybór też nie przemawia za tym systemem. Polska nie „produkuje” wahadłowych. I długo się to nie zmieni. Dlatego powinniśmy trzymać się gry z czterema obrońcami.

Wymiana poglądów między selekcjonerem a kapitanem

Po meczu z Holandią Robert Lewandowski udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że woli grać z partnerem w linii ataku. Kapitan reprezentacji Polski zaczyna dawać do zrozumienia, że nie przypadły mu do gustu metody Michniewicza. Bardzo podobnie zachowywał się na początku współpracy z Jerzym Brzęczkiem. W październiku 2018 roku, gdy Polska przegrała z Portugalią (2:3) i Włochami (0:1), „Lewy” skrytykował ustawienie naszej drużyny. Konkretnie nie spodobała mu się gra bez skrzydłowych, bo uważał, że to taktyka nie dla nas. Ówczesny selekcjoner odpowiedział mu, przez dziennikarza, że piłkarze są od grania, a on od trenowania. Media i kibice zbagatelizowali całą sytuację, a okazało się, że był to konflikt między nimi, który właśnie wtedy ujrzał światło dzienne. Jakiś czas później była słynna wypowiedź z 9 sekundami ciszy. Ewidentnie było widać, że obaj panowie mieli odmienne zdanie na temat futbolu. Jak się skończyła przygoda Brzęczka z kadrą, wszyscy wiemy.

I nie można napisać, że Robert nie miał na to wpływu. W tej chwili również można dostrzec, że iskrzy między Michniewiczem a Lewandowskim. „Nie widzę żadnej rozbieżności zdań. Zgadzam się z Robertem, że dwójka napastników w niektórych momentach meczu może być dla niego korzystna. Ale mecz trwa 90 minut, a my z dwójką napastników zagraliśmy dobrze przez 10 minut. Później już tego nie było widać. {…}”. W ten sposób skomentował całą sytuację selekcjoner. Na początku użył dyplomacji, by później przechylić szalę na swoją stronę. Nie odpowiedział jak Brzęczek, bo wiedział, czym to może się zakończyć. Ale mimo wszystko postawił na swoim. Jego rodak przez konflikt z „Lewym” został zwolniony przed imprezą życia. Michniewiczowi to nie grozi, ale jeśli się z Robertem nie dogada, będzie miał w drużynie niezwykle trudno. Takie gwiazdy lubią mieć najwięcej do powiedzenia w zespole. Nie  łatwo im się pogodzić z odpowiedziami. Nawet merytorycznymi.

Nasza gra jest zbyt czytelna

Ten mecz był doskonale rozegrany przez Holendrów. Polska miała niesamowite problemy, aby wykreować sytuacje bramkowe. A Robert Lewandowski nie oddał żadnego (!) strzału w całym spotkaniu. Nie są to dobre informacje na kilka tygodni przed Mundialem. Nasi grupowi rywale z pewnością oglądali to starcie i mają świetny materiał do analiz. Reprezentacja Polski, mimo gry w innym ustawieniu, ma te same problemy. A zaczynają się one wtedy, gdy rywal przyspieszy grę. Tak było przy pierwszej bramce, gdy Holendrzy nas „rozklepali” trzema podaniami. Nie potrafimy utrzymać koncentracji w kluczowych momentach. A to właśnie odróżnia zespoły klasowe od przeciętnych. Raczej nie uda się tego wyeliminować Michniewiczowi przed MŚ. Cały czas opieramy się na geniuszu jedno piłkarza, a gdy jest on piłowany przez wybitnych obrońców, leżymy całkowicie na łopatkach. Bez niego jesteśmy bezradni i widać to na każdym kroku. Wyłączenie Lewandowskiego równa się zatrzymaniu całego zespołu.

Nie wszyscy zawodnicy są w formie

Symbolem braku odpowiedniej dyspozycji naszych zawodników jest Grzegorz Krychowiak. Z jakiegoś powodu występuje w saudyjskim klubie Al- Shabab. Nie jest to liga, która przyciąga największe piłkarskie gwiazdy. I, jak widać, próżno tam szukać formy. Grzesiek z taką grą nie jest w stanie zapewnić nam jakości i spokoju w środku pola. Linetty? Rozegrał dla reprezentacji Polski ponad 40 spotkań, ale żaden mecz nie zapadał nam w pamięci. Milik znowu zaczyna mieć problemy ze skutecznością w kadrze. Klich w Leeds gra ogony. Piotr Zieliński cały czas jest chaotyczny i nie potrafi ustabilizować formy w reprezentacji. Nie napawa to wszystko optymizmem, bo mało jest czasu na poprawki. Czegokolwiek. Raczej wątpliwe jest, aby nagle nasi kadrowicze odpalili. Oczywiście nie jest powiedziane, że na turnieju się nie obudzą i nie zaskoczą nas wszystkich. Jednak jest to bardzo mało prawdopodobne. Pozostaje nam liczyć na cud, czyli jak przed każdą dużą imprezą.

Holandia pokazała nam miejsce w szeregu

Nasi rywale w czwartek ograli nas gładko 2:0, bo nie specjalnie się im postawiliśmy. Holandia nie pokazała wielkiego, wyrafinowanego futbolu. Oni zagrali dobry mecz, swoje i to na nas wystarczyło. Gdyby musieli z nami wygrać 5:0, to by to zrobili. To boli najbardziej. „Oranje” mogli i chcieli, a Polska niestety nie była w stanie się przeciwstawić. Nie zapominajmy, że Meksyk i Argentyna wcale nie są drużynami gorszymi od Holandii. Gdy nasi reprezentanci musieli przyspieszyć, nie udawał im się ta sztuka, bo nie potrafili tego dokonać. Wolna gra, przewidywalność oraz zły timing to nie są cechy pożądane na Mundialach. Zresztą często się o tym przekonywaliśmy, bo ostatni raz wyszliśmy z grupy na MŚ w 1986 roku. Wtedy Polska miała w swoich szeregach Zbigniewa Bońka. To dobitnie pokazuje, że piłkarski świat nam odjechał. Niestety nic nie wskazuje na to, że na katarskim turnieju miałoby to ulec zmianie.

Polska też gra swoje

Mecz z Holandią nasza drużyna zagrała po polsku. Były przedmeczowe nadzieje na remis i tym samym utrzymanie w dywizji A Ligi Narodów, ale szybko przekonaliśmy się, że to mrzonka. Powiedzmy sobie szczerze, że wyjście z grupy na Mundialu będzie ogromnym sukcesem. Rozegranie czwartego meczu będzie równoznaczne ze sporym osiągnięciem. W tej chwili Polska jest w takiej formie, że powinna bić się z Arabią Saudyjską o trzecie miejsce. Tylko że ono nic nie daje. Bardzo dużo problemów jest w tej drużynie i jeszcze więcej znaków zapytania. Pozostaje mieć nadzieje, że selekcjoner- zadaniowiec podoła kolejnej misji, bo konstruktywnych przesłanek nie widać.