Liga dwóch prędkości? Barcelona i Real dominatorami

W Hiszpanii od lat układ sił jest jasny. FC Barcelona i Real Madryt jako giganci mają najwięcej do powiedzenia. Ich jakość jest niezaprzeczalnie największa. Dawno jednak nie zdarzyło się, by oba kluby tak szybko i tak wyraźnie zdystansowały resztę stawki. Zarówno punktowo, jak i przede wszystkim piłkarsko.

Zazwyczaj w świecie futbolu bywa tak, że wielkie kluby z ambicjami zbierają splendor fantastyczną prezencją na wielu frontach. Począwszy od głośnych transferów, ciekawych zakulisowych gierek, na meczowych popisach kończąc. Cała ta machina nakręca koniunkturę, która przyciąga spragnionego kibica jak magnes. W Hiszpanii punktami zapalnymi są oczywiście Real Madryt i Barcelona. To one zbierają najwięcej uwagi, pochwał, ale także krytyki i spekulacji. Zwłaszcza w tak żyjącym piłką kraju. Ostatnie lata miały nieco szare oblicza. Mimo, iż Królewscy sięgali po puchary Ligi Mistrzów to w lidze nie byli nietykalni. Poza zeszłym sezonem, kiedy zdecydowanie zdystansowali rywali, miewali problemy w meczach średniej półki. Lata, gdzie najwięksi w Hiszpanii dominowali tak znacznie, że mistrzostwo kosztowało niemal 100 punktów (czyli właściwie bezbłędność lub delikatne wpadki) minęły. LaLiga w okresie 2018-2021 kosztowała znacznie mniej.

  • 2018/19; FC Barcelona- 87 punktów (drugie Atleti tylko 76, Real 68…)
  • 2019/20; Real Madryt- 87 punktów (82 Barca)
  • 2020/21; Atletico Madryt- 86 punktów (84 Real, 79 Barcelona)
  • 2021/22; Real Madryt- 86 punktów (druga Barcelona jedynie 73)

Taki układ tabeli jasno pokazuje, że mistrzowski margines błędu był dość szeroki. Giganci LaLiga miewali w tychże sezonach problemy różnego typu. Zaczynając od odejść kluczowych i epokowych piłkarzy (Messi, CR7), na kryzysie finansowym kończąc. Dzięki temu w 2021 roku to Atletico, drużyna klasy premium, ale raczej drugiego szeregu, zdołała wykorzystać okoliczności, by po raz drugi w erze Cholo Simeone triumfować w kraju. Barcelona i Real dalej byli najwięksi i piekielnie groźni, aczkolwiek nie tworzyli maszyn nie do pokonania. Przy odpowiednim planie można było zrobić im krzywdę.

Spokój

Ten sezon jednak stanowczo odbiega od „normy”. Otóż lato pokazało, że siła gigantów musi zostać poddana świeżej weryfikacji. Real Madryt po zwycięstwie w Lidze Mistrzów (piątym w ciągu 9 lat) zachował stoicki spokój. Florentino Perez z Carlo Ancelottim nie widzieli potrzeby szaleństw na transferowym rynku. Wobec odmowy Kyliana Mbappe nie szukano półśrodków i formację ofensywną pozostawiono nienaruszoną. Choć wielu domagało się poszerzenia rotacji, tak by Karim Benzema miał konkurenta. W Madrycie nie poszli tą drogą. Część z kwoty odłożonej na gwiazdora PSG przeznaczono na inną perełkę tamtejszego futbolu. Aurelien Tchouameni przychodził do stolicy Hiszpanii jako gracz do oszlifowania, aczkolwiek mający już wiele za sobą. Etatowy reprezentant Francji kosztujący okolice 80 mln euro nie mógł jedynie podziwiać popisów starej gwardii. Musiał także stawić im czoła, czerpać i rozwijać się w nowym środowisku.

A sierpniowe, dość zaskakujące odejście Casemiro mu w tym wydatnie pomogło. Gdy na stałe wbił się do pierwszego składu, nie opuszcza ani minuty. Jego wszechstronność, mądrość boiskowa i przebojowość biją po oczach. Walory czysto defensywne, jak odbiory, dobre czytanie gry i ustawianie się, przeplata geniuszem ofensywnym. I zaznaczmy, że słowo geniusz nie jest tu na wyrost. Wystarczy rzucić okiem na asysty Francuza w spotkaniu z Espanyolem (3:1) oraz w Derbach z Atletico (2:1), by nie mieć wątpliwości co do przydatności nowej twarzy w środku pola. Tchouameni sprawia, że właściwie nikt już nie tęskni za Casemiro. Kibice Realu mogą na przyszłość patrzeć w różowych okularach. 22-latek wspierany doświadczonymi Kroosem i Modriciem może zdziałać bardzo wiele dobrego w tym sezonie. I przy okazji stać się opoką na lata. Na razie rozwój przebiega wzorowo.

Niemiecki porządek

Innym kosmetycznym, ale istotnym wzmocnieniem kadry Ancelottiego jest Antonio Rudiger. Niemiec po wygaśnięciu kontraktu z Chelsea szukał nowych wyzwań, a takie bez wątpienia oferuje mu gra w białej koszulce. 29-latek jest niezwykle niewygodnym dla napastników defensorem. Słynie z twardej gry i nieustępliwości. Jednocześnie gwarantuje spokój w tyłach, a potrafi zagrozić również przy stałym fragmencie. W Madrycie pokazał to w pojedynku z Mallorcą (4:1) zamieniając na gola dośrodkowanie z rzutu wolnego Toniego Kroosa. Także w ogólnym obrazku Rudiger wydaje się potrzebny zespołowi Carletto. Włoch rzuca go po pozycjach obronnych w zależności od potrzeb. Przy dużej częstotliwości grania tak wysokiej klasy rezerwowy jest na wagę złota. A nie wykluczone również, że wraz z przebiegiem sezonu Niemiec wywalczy sobie miejsce w pierwszym składzie. Rywalizacja służy zarówno jemu, jak i Ferlandowi Mendy’emu oraz Ederowi Militao.

Jedyną łyżeczką dziegciu w ogromnej beczce miodu jest dla madridistas fakt, iż ich ulubieńcy w tym sezonie nie zachowali jeszcze czystego konta w LaLiga. Nie stwarza im to jednak problemy, by wygrywać wszystko jak leci. Eintracht, Almeria, Celta Vigo, Espanyol, Real Betis, Celtic, Mallorca, RB Lipsk i Atletico. 9/9 zwycięstw, 24 punkty w LaLiga i LM oraz trofeum za Superpuchar Europy. A w dodatku fantastyczna forma Fede Valverde, radośnie tańczący Vinicius, łapiący regularność i pewność siebie Rodrygo, szef David Alaba, profesor w środku Luka Modrić, dający miłe przebłyski Dani Ceballos, czy nawet wreszcie zdrowy Dani Carvajal oraz strzelający w Lidze Mistrzów Marco Asensio i Eden Hazard. Kontuzja Benzemy nie zaburzyła świetnie funkcjonującego organizmu. W tym sezonie w Realu Madryt zgadza się WSZYSTKO. I jakiekolwiek szukanie sensacji i poza boiskowych „dymów” jest tylko działaniem zastępczym. W ważnych kwestiach Królewscy są na razie perfekcyjni. Na przerwę reprezentacyjną wyjechali w doskonałych nastrojach.

Kataloński entuzjazm

Natomiast nie mogą stracić czujności, bowiem tym razem na własnym podwórku dostali wymagającego rywala będącego na fali wznoszącej. FC Barcelona przestała być rozchwiana finansowo i sportowo. O ile budżet dalej wymaga bacznej uwagi, tak sportowo powstał mocarny zespół. Okienko transferowe zdecydowanie należało do Joana Laporty i Mateu Alemany’ego. Spełnili oni właściwie wszystkie zachcianki Xaviego. Robert Lewandowski, Raphinha, Franck Kessie, Andreas Christensen, Marcos Alonso, Hector Bellerin, Jules Kounde. Takie ruchy musiały robić ogromne wrażenie. I boisko na razie potwierdza ten entuzjazm. Nowy zespół wywołał pozytywny ferment. Młodzież prowadzona przez nowego króla – Roberta Lewandowskiego, okazale gromi rywali oraz pokazuje próbki nieprzeciętnych umiejętności. Rysami na szkle są tylko mecze z Rayo (0:0 w 1. kolejce) i Bayernem (0:2 w Monachium). Tam nowa Barca nie sprostała wyzwaniu. Kapitana reprezentacji Polski zjadły nieco sentymenty (o czym sam przyznał na konferencji kadry) a reszta nie odmieniła losów spotkania.

Natomiast w porównaniu do Mistrza Niemiec Duma Katalonii znacznie lepiej radzi sobie w LaLiga. 16/18 punktów i zaledwie jedna stracona bramka w sześciu meczach. Sympatyków musi cieszyć doskonała forma Marca-Andre Ter Stegena. Niemiec wraca do dyspozycji sprzed lat, kiedy znajdował się w ścisłej czołówce graczy na swej pozycji. Kontuzje i słaby zeszły sezon spowodowały, że wypadł z elitarnego grona. Rehabilitacja przyszła w obecnych rozgrywkach. Ter Stegen już nie raz w tym sezonie ratował Barce z opresji, zachował już 5 czystych kont i wreszcie ustabilizował formę na wysokim poziomie.

Bogactwo w defensywie

Dla Xaviego to doskonała wiadomość, tym bardziej, że w defensywie ma właściwie kłopot bogactwa, więc stabilny bramkarz jest w tej sytuacji nieodzowny. A we wspomnianej defensywie dzieje się bardzo wiele. Możliwość wyboru sprawia, że ustawienie tej linii formacji bywa bardzo wymienne. Najczęściej wystawianą parą stoperów są Ronald Araujo i Eric Garcia. Obaj mają zupełnie inne atuty. Urugwajczyk bazuje na sile, szybkości i zdecydowaniu w pojedynkach bezpośrednich, zaś Eric to typ eleganckiego obrońcy z dobrą prezencją i wyprowadzeniem piłki. Jego warunki fizyczne sprawiają mu trudności z bardziej postawnymi napastnikami. Natomiast nadrabia te braki inteligencją i ustawieniem. O ile w zeszłym roku można było mieć do niego sporo zastrzeżeń, tak sezon 22/23 jest dla niego bardzo udany. Wygryzł ze składu Gerarda Pique i Andreasa Christensena.

Co by się jednak nie działo o tę pozycje Barcelona może być spokojna, tym bardziej, że w obwodzie jest jeszcze Jules Kounde – jeden z najlepszych obrońców ligi w Sevilli, w Katalonii grający najczęściej na prawej obronie. Lewą stronę obsadzają za to Alonso, Balde i Alba. Każdy z nich ma nieco inny styl gry i odnajduje się w innych kontekstach. Xavi dostrzegając problemy z grą w obronie Jordiego Alby, postanowił odważniej poszukać dlań alternatyw. Stąd szansa dla 18-letniego Alejandro Balde. Co prawda widać w nim jeszcze nutkę młodzieńczego szaleństwa i taktycznego zagubienie, ale z meczu na mecz łapie ogładę i stwarza duże zagrożenie z lewej strony. 3 asysty są tego dowodem. Marcos Alonso sprowadzony został w celach raczej awaryjnych. A biorąc pod uwagę, że zagrał w spotkaniu z Bayerem, możemy założyć, iż jest to duże wotum nieufności w stosunku do Alby. Ciekawe.

Pan Robert

Środek pola dalej funkcjonuje wedle zasad młodych Pedriego i Gaviego wspartymi starym wygą Sergio Busquetsem jako pivotem. Nawet wypychany z klubu i zniechęcony Frenkie De Jong prezentuje się znakomicie. O sferze ataku w Polsce i na świecie powiedziano już wszystk0. 8 goli w LaLiga i hat-trick w Lidze Mistrzów. Po prostu Pan Robert. Prawdziwy killer i regularny snajper. Jego ruchy przy niektórych bramkach (np. z Cadiz czy Sociedad) powinien obserwować każdy mający większe ambicje napastnik. Były to akcje ze znakiem jakości, a przede wszystkim umiejętności antycypacji wydarzeń boiskowych przez Lewego. Klasa sama w sobie.

Wielka rywalizacja do końca

Patrząc na początek sezonu w wykonaniu obu gigantów z Hiszpanii możemy śmiało powiedzieć, iż wielka rywalizacja wróciła na wysoki poziom. Czasy kryzysów, problemów różnego typu i innych przeciwności jest już za nimi. Jedni poczynili znaczące transfery, drudzy dopracowali do perfekcji sztukę wygrywania we wszelakich okolicznościach przy kosmetycznych zmianach. Jedno ich łączy – w tym sezonie będą niekwestionowanymi królami własnego podwórka. Nikt już teraz nie jest w stanie dotrzymać im kroku, a wydaje się, że różnica ta będzie rosła. Barcelona i Real Madryt mogą w tym sezonie stworzyć widowiska na światowym poziomie, a w meczach ze słabszymi rywalami odważnie rozwijać skrzydła. W Europie trudno już jednoznacznie wietrzyć sukces, gdyż tam składowych sukcesu lub krachu jest więcej. Jeśli zaś chodzi o LaLiga to szykuje nam się liga dwóch prędkości z wielką rywalizacją na szczycie. I być może także w okolicach stu zdobytych punktów. Jak za dawnych lat!  Na koniec, najprościej mówiąc, FC Barcelona i Real Madryt są w tym sezonie ekscytującymi projektami nie tylko z nazwy.