Klasyk PKO Ekstraklasy- rzadkie zjawisko w naszej lidze

Już dziś wieczorem odbędzie się mecz, który od zawsze niesie ze sobą wielki bagaż emocji. Do łodzi przyjedzie Legia, aby zagrać z tamtejszym Widzewem. Piłkarze z al. marsz. Józefa Piłsudskiego ostatni raz grali w Ekstraklasie w 2014 roku. Później nastąpiła reaktywacja drużyny pogrążonej w długach i tak w ciągu 8 lat udało się łodzianom powrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Już na początku sezonu, bo w 5. kolejce będzie miał miejsce klasyk PKO Ekstraklasy. Dwie drużyny z tradycjami i historią staną naprzeciw siebie. Wielu kibiców traktuje ten mecz jako najważniejszy w rozgrywkach, bo zawsze towarzyszyła tym spotkaniom niesamowita atmosfera. Oby tym razem nie było inaczej, bo z hitami naszej ligi bywało różnie. A że w tym sezonie nie będzie ich zbyt wiele, powinniśmy skupić na każdym z nich. 

Mecz lat 90

Pod koniec ubiegłego wieku Widzew często rywalizował z Legią o tytuły mistrzowskie. Choć bardziej w roli faworyta stawiany był warszawski zespół, bo to oni w latach 90 rozdawali karty w lidze. Widzewiacy stratowali bardziej z pozycji pretendenta, ale poważnie sobie wzięli to do serca, bo w tamtych czasach mistrzostwo Polski miało dla nich być tylko przystankiem. Celem głównym były występy w Lidze Mistrzów, która ówcześnie liczyła tylko 16 uczestników. Łodzianie oczywiście zakwalifikowali się do tych elitarnych rozgrywek i mieli chrapkę na powtórkę z rozrywki. W sezonie 1997/1998 również zapragnęli znaleźć się w gronie uczestników Champions League. Do tego potrzebna im była obrona mistrzostwa, a sprawa nie była rozstrzygnięta, bo „Wojskowi” tracili punkcik do lidera. Wszystko miało się wyjaśnić na Łazienkowskiej, na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. I tak też się stało, ale dramaturgia tego meczu sprawiła, że przeszedł on do historii polskiego futbolu.

18 czerwca 1997 roku rozpędzona Legia chciała przypieczętować tytuł, wygrywając u siebie z Widzewem. Od razu wzięła się do pracy, bo już w 12 minucie na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Cezary Kucharski. W 57 minucie wynik na 2:0 podwyższył Sylwester Czereszewski. Wydawało się, że stołecznym nic już nie odbierze zwycięstwa. Pod koniec spotkania urazu doznał sędzia główny- Andrzej Czyżniewski. Gdy gra została wznowiona, Widzew rzucił się do huraganowych ataków i dopiął swego, bo w 88 minucie bramkę kontaktową zdobył Sławomir Majak. Wówczas wszyscy wiedzieli, że drużyny Smudy grały do końca, więc zwiastowało to ogromne emocje w końcówce. W doliczonym czasie gry łodzianie zdobyli dwa gole (Gęsior 91 min i Michalczuk 93 min) i ostatecznie wygrali to spotkanie, zapewniając sobie mistrzostwo Polski. Dla warszawiaków była to gorzka pigułka klęski, którą musieli przełknąć. Klasyk PKO Ekstraklasy zakończył się tryumfem Widzewa i ostatnim, jak dotąd, tytułem.

W jaki sposób szlagiery oddziaływują na ligę?

Kibice uwielbiają starcia między najlepszymi zespołami. To jest coś, co napędza całą otoczkę związaną z piłką nożną. Zawsze jest tak, że jak pojawi się terminarz na kolejny sezon, fani pierwsze, co sprawdzają to datę bezpośredniego meczu topowych zespołów. Nie tylko w naszej lidze tak się dzieje, bo cała Europa oczekuje na „El Clasico”. Te spotkanie przyciągają tłumy na stadiony, zawodnicy więcej z siebie w nich wykrzesują, a to przyciąga sponsorów. A najlepiej jak w tych meczach wydarzy się jakiś niespodziewany „event”, kontrowersja lub chamskie zachowanie. Tak było latem 2011 roku, gdy w meczu o Superpuchar Hiszpanii Jose Mourinho włożył palec w oko ówczesnemu trenerowi Barcelony- Tito Vilanovie. Był tego swego rodzaju skandal, ale to sprawiło, że o tym spotkaniu się więcej mówiło i pisało. Sama tiki-taka okazało się za mało wystarczająca. Klasyk La Liga potrzebował czegoś nowego i zapewnił mu to portugalski szkoleniowiec.

W polskiej lidze też zdarzają się podobne incydenty. Może nie aż na taką skalę, bo nasze rozgrywki nie są aż tak skomercjalizowane, co ligi TOP5, ale i tak po hitowych starciach zostawały spore niesmaki. W październiku 2016 roku Lech Poznań przegrał w Warszawie z Legią 2:1 po golu Kaspra Hamalainena z półmetrowego spalonego. Dramaturgii dodawał fakt, że była to ostatnia akcja meczu, a bramkę zdobył zawodnik, który do niedawna stanowił o sile poznańskiej drużyny. Na boisku z tego względu rozpoczęła się awantura, ale po chwili zawodnicy się uspokoili i zeszli do szatni. Gdyby to był mecz Górnik Łęczna- Zagłębie Lubin zapewne nikt by o tej sprawie nie pamiętał. Jednak z tego względu, że był to klasyk PKO Ekstraklasy, błąd ten miał późniejsze konsekwencje, bo sędzia liniowy (Paweł Sokolnicki), który nie zauważył pozycji spalonej piłkarza, został odsunięty od prowadzenia meczów na kilka tygodni. To tylko pokazywało skalę tego wydarzenia.

Jakie warunki trzeba spełnić, aby zagrać w klasyku?

Nie każdy mecz można okrzyknąć mianem „Klasyk PKO Ekstraklasy”, bo nie każda drużyna zasługuje na miano topowej. Aby wzbudzać zdecydowanie większe zainteresowanie w środowisku, trzeba pochwalić się bogatą historią klubową. Należy mieć na swoim koncie kilka tytułów mistrzowskich lub miejsc na podium. Prostym przykładem mogą być Wielkie Derby Śląska, bo starcie Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze od zawsze było tak nazywane. Pomimo tego, że te drużyny od wielu lat nie należą do zespołów, które dzielą i rządzą w lidze, to spotkanie jest zapowiadane wcześniej. W przeszłości często te kluby rywalizowały o mistrzostwo Polski. Wyniki tych spotkań miały ogromny wpływ na końcowy układ tabeli. Miłość fanów była przekazywana z ojca na syna, opowieści o tych meczach również. Dlatego kibice i dziennikarze czekają aż „Niebiescy” powrócą do elity, bo starcie z zabrzanami jest motorem napędowym dla całego kraju.

Ruch Chorzów występuje w I lidze, ale gdyby się dostał do Ekstraklasy, jego mecze z kilkoma innymi zespołami miałoby głośniejszą otoczkę niż spotkania Rakowa Częstochowa. Zespół Marka Papszuna należy do topowych drużyn rodzimej ligi, bo dwa razy z rzędu zdobył Puchar Polski. Udała mu się ta sztuka też z wicemistrzostwem. Mimo tego mecz z ich udziałem nie należy do klasyków. Ten klub jeszcze nie zasłużył na takie miano. Dlaczego? Poprzez historię, a właściwie to przez jej ubogość, bo Raków nigdy nie był mistrzem. A to jest punkt, który zapewnia miejsce w historii polskiej piłki. PP też jest ważny, prestiżowy, gwarantujący udział w Europie. Ale to nie to samo, co zakończenie ligi na pierwszym miejscu. Bundesliga też ma swój „Der Klassikier”, bo Borussia Dortmund potrafiła zdetronizować Bayern. I to na kilka sezonów. Tylko zdobycie mistrzostwa zapewnia miejsce w historii, a w związku z tym zaproszenie do grona meczów- klasyków.

W tym sezonie nie będziemy mieli wielu klasyków

Do klasyków można też zaliczyć starcia derbowe, bo one rządzą się swoimi prawami. W tym sezonie odbędą się tylko w Poznaniu, bo stolica Wielkopolski posiada dwa kluby w PKO Ekstraklasie. Nie są to typowe derby, bo bliżej im do meczu przyjaźni. Nie ma nienawiści między kibicami Warty i Lecha. Pewnie dlatego to spotkanie nigdy nie otrzyma miana klasyku. Inaczej sprawa wygląda w Krakowie, choć w tych rozgrywkach nie będziemy tego świadkami. Jednakże spotkanie Wisły z Cracovią zawsze wzbudzało emocje. Kilka lat temu udzieliły się one właścicielowi „Pasów”- Januszowi Filipiakowi. Niezadowolony z decyzji sędziego, Daniela Stefańskiego, wykrzykiwał w jego stronę wulgaryzmy, które wychwyciły kamery telewizyjne. Mecze tych zespołów to „święta wojna”, a więc i klasyk PKO Ekstraklasy. Podobnie jest w Łodzi, gdy ŁKS mierzy się z Widzewem. Trójmiasto też nie jest w tyle w tej kwestii. Jednak z wiadomych względów w tych miastach nie odbędą się „gorące mecze” w tym sezonie.

Aktualnie meczem, który jest określany jako „Derby Polski”, jest starcie Lecha Poznań z Legią Warszawa. Dzieje się tak już od kilkudziesięciu lat i ma to związek przede wszystkim z podbieraniem poznańskich zawodników przez warszawski klub pod pretekstem służby wojskowej w czasach komuny. „Kolejorz” bardzo wiele przez to stracił, więc nienawiść kibiców do „Wojskowych” z roku na rok wzrastała. Teraz już takich praktyk Legia nie stosuje, ale stosunek do niej pozostał. Baa! On jest przekazywany z pokolenia na pokolenie i te animozje nie skończą się nigdy. Znów widzimy jak na dłoni, że historia ma największy wpływ na klasyk PKO Ekstraklasy. Oprócz tego starcia znaleźlibyśmy jeszcze kilka, które można by tak nazwać. Legia- Wisła Kraków, Lech- Wisła Kraków. Pogoń i Raków są czołówką ligi, ale ich mecze nie należą do klasyków. To są hity kolejki, czy spotkania rundy, ale to za mało, aby stać się polskim klasykiem.

Z klasykami liga staje się silniejsza

Im więcej meczów odbędzie się między tymi najlepszymi, tym bardziej podniesie się poziom ligi. Siłą rzeczy. Dlatego takie mecze jak Lech- Legia, Legia- Raków, Pogoń- Lech powinny zdarzać się częściej. Może lepiej zreformować ligę tak, żeby liczyła 10 zespołów. W 4 rundach każdy gra z każdym po 9 razy, razem dałby to 36 kolejek, a siła ligi znacznie by wzrosła. Klasyk PKO Ekstraklasy nie powinien odbywać się co kolejkę, ale fajnie by było, gdyby zdarzał się częściej niż raz na pół roku. Znajdzie to odzwierciedlenie w szkoleniu młodzieży, zainteresowaniu kibiców i mediów. Tylko najpierw trzeba o tym pomyśleć, a to już kwestia drugorzędna.