Kto może zaskoczyć, czyli możliwe czarne konie na mundialu.

Dzień, na który czekaliśmy od czterech lat, ma miejsce właśnie dzisiaj! Jak mówił polski prozaik, scenarzysta i poeta Wojciech Kuczok „nie liczę ile lat przeżyję, tylko ile mundiali zobaczę”. Mistrzostwa – choć inne, zimowe i z otoczką korupcji w tle zawsze przyciągają uwagę całego świata. Nieodłącznym elementem mundiali są czarne konie – na ostatnim mundialu oczywiście była to Chorwacja, która doszła aż do finału, a patrząc 4 lata wcześniej, trzeba wspomnieć chociażby o Kostaryce, która pokazała, że nie ma czegoś takiego jak „grupa śmierci”, z której nie da się wyjść. Jednak to nie tekst historyczny, bo aktualnie liczy się to co tu i teraz. Tak więc kto może zaskoczyć na tym mundialu?

Katar – gospodarza nigdy nie wolno lekceważyć.

Chronologicznie zaczynając klasyfikację czarnych koni turnieju, nie można pominąć gospodarza mundialu. Za awansem Kataru stoją bez wątpienia liczby, które mówią nam, że na ostatnie szesnaście mundiali (do 1954 roku) tylko raz zdarzyło się, żeby gospodarz mistrzostw nie wyszedł z grupy – miało to miejsce w 2010 roku i mundialu w RPA. Oczywiście – Katar to bez wątpienia najsłabszy gospodarz mistrzostw w historii, ale ja uważam, że mają duży potencjał, żeby zaskoczyć u siebie. Warto wspomnieć, że Katar jest 50. drużyną w rankingu FIFA, wyprzedzając takie drużyny jak Słowacja czy Ghana. Katar do mundialu zaczął przygotowywać się wraz z datą ogłoszenia go jako gospodarz turnieju – od 2010 roku i sukcesywnie pną się w górę w wszelkich rankingach i turniejach – chociażby wygrany Puchar Azji w 2019 roku. Do tego dochodzi selekcjoner z przeszłością w La Masii oraz całkiem solidna obrona.

USA – szaleńcza młodzież z wielkimi aspiracjami.

Pulisic przed mistrzostwami powiedział otwarcie – „do Kataru jedziemy po wygraną”. I chociaż w tej wypowiedzi być może było dużo kurtuazji i fałszywego prężenia muskułów, to ten fragment dobrze opisuje nastroje wśród piłkarzy Jankesów. Mam wrażenie, że Amerykanie wreszcie doczekali się swojego złotego pokolenia w piłce nożnej. Oczywiście – były przebłyski w postaci Donovana czy Tima Howarda, ale takiego nagromadzenia solidnych, międzynarodowych piłkarzy USA jeszcze nie widzieliśmy. Trzeba chociażby wskazać wspominanego już przeze mnie Pulisicia, ale także Sergino Desta z Milanu, Tylera Adamsa z Leeds czy Westona McKenniego z Juventusu. Do tego nadchodzi wizja współorganizacji mundialu za 4 lata, także Amerykanie na pewno będą chcieli pokazać się z dobrej strony. W mojej opinii ćwierćfinał jak najbardziej realny.

Kanada – Davies i spółka.

Dopiero drugi raz w historii Kanada zagra na mundialu. Pierwszego, w 1986 roku zdecydowanie Kanadyjczycy nie zapamiętali dobrze – przegrali wszystkie mecze i nie zdobyli żadnej bramki (porażki z Francją 0:1 oraz z Węgrami i ZSRR po 0:2). Jednak tamte czasy w wykonaniu tej reprezentacji, a dzisiaj to dwie różne drużyny, które różni przepaść. Piłka w Kanadzie niesamowicie się rozwinęła, kraj wreszcie doczekał się swojej ligi – Canadian Premier League. Oprócz tego w MLS gra chociażby Toronto FC, które w 2017 roku wygrało całe rozgrywki. Ale przechodząc już ściśle do reprezentacji – mamy tam młode gwiazdy, takie jak – oczywiście – Phonzie Davies, który zażegnał już problemy z mięśniem sercowym i jest w pełni formy, ale też chociażby Jonathan David, który w tym sezonie strzelił 9 bramek i zanotował 3 asysty. Ale oprócz nazwisk, w drużynie kraju klonowego liścia mamy kolektyw, o którym mówią tamtejszy dziennikarze, czy sami zawodnicy. Atmosferę z pewnością poprawił triumf w Golden Cupie w 2021 roku, który wygrali w pięknym stylu, ale także poprawili grę w obronie, która wcześniej kulała. W eliminacjach do mundialu także było świetnie – awansowali z pierwszego miejsca pokonując chociażby USA czy Meksyk. Także patrząc czysto matematycznie na wyniki, to właśnie reprezentacja Kanady wydaje się siłą numer jeden w CONCACAF.

Urugwaj – last dance wielkiego pokolenia i first dance kolejnego.

Jeśli chodzi o ekipę Los Charruas, to mamy tutaj specyficzną sytuację. Ten mundial będzie ostatnim pokolenia Suareza, Cavaniego, Godina czy Muslery, ale na horyzoncie pojawiają się nowe gwiazdy takie Fede Valverde (przez wielu określany najlepszym pomocnikiem świata) czy Ronald Araujo, który wypracował sobie w Urugwaju status pół-boga po tym, jak ryzykuje swoją karierę, żeby zagrać na tym mundialu. Oprócz tego mamy Darwina Nuneza w duecie z Suarezem z przodu, który powoli rozkręca się w Liverpoolu. Mamy więc sytuację, gdy zderzają się ze sobą dwa świetne pokolenia piłkarzy, i myślę, że z tego może powstać mieszanka wybuchowa, która w Katarze może osiągnąć wiele. Futbol w Urugwaju jest elementem tożsamości narodowej, kiedy ich drużyna gra na mundialu, ulice pustoszeją. Tak więc Valverde i spółka są pod wielką presją, ale myślę, że w klubach z takową już się mierzą, więc sobie z tymi oczekiwaniami poradzą. Oprócz tego nie wydaje się, żeby mieli jakąś szczególnie trudną grupę z Portugalią, Ghaną i Koreą Południową. Osobiście nawet typuję ich na szczycie tej grupy, a wygrywając ją, w 1/8 finału czeka na nich najprawdopodobniej Szwajcaria lub Serbia, które są drużynami do przejścia. Tak więc kończąc – spodziewałbym się Urugwaju w ćwierćfinale, jeśli im się poszczęści to może nawet w półfinale. Walka o medale realna!