Hiszpańskie drużyny w Europie – co je czeka?

Zanim oczy całego piłkarskiego świata zwrócą się w stronę Kataru, gdzie w osobliwych okolicznościach oglądać będziemy mundial, czeka nas gorąca jesień. Rozgrywki ligowe i przede wszystkim europejskie puchary nabiorą błyskawicznego tempa. Wczoraj i przedwczoraj w Stambule rozlosowano fazę grupową poszczególnych rozgrywek. Co zatem czeka hiszpańskie drużyny w Europie?

Hiszpańskie drużyny w Europie radzą sobie nad wyraz udanie. Mimo, iż LaLiga straciła parol pierwszeństwa na rzecz Premier League to w pojedynkach międzynarodowych różnica nie jest widoczna. Przepaść w możliwościach budżetowych, kwotach wydawanych na transfery i polityce ligi względem klubów wbrew pozorom nie oznacza jednoznacznej dominacji Anglików. Liga Mistrzów i Liga Europy dalej są niezwykle konkurencyjne i wyrównane na wielu płaszczyznach. Nawet bogaczom z Wysp nie udało się ich zmonopolizować. Inne nacje i ligi niezmiennie potrafią rozpychać się w nich łokciami. Przede wszystkim właśnie Hiszpanie. Oni w rozgrywkach europejskich tanio skóry nie sprzedają. Jak będzie w tegorocznych rozgrywkach? Z kim przyjdzie się mierzyć gigantom LaLiga?

Real Madryt – słodkie losowanie

Opowieści o Lidze Mistrzów nie sposób nie rozpocząć od Realu Madryt. Królewscy to triumfator zeszłej edycji, drużyna która w Europie czuje się jak ryba w wodzie. Napędzają ich wielkie wieczory, błysk reflektorów i wszechobecne zainteresowanie i podniecenie, które gwarantuje Champions League. Gen zwycięstwa i niezłomności jest u nich wyjątkowo silny. Pokazały to poprzednie kampanie, gdzie Real potrafił nawet w najcięższych momentach odnaleźć wyjście w labiryncie. Carlo Ancelotti jako niezwykle doświadczony trener wie, że prawdziwe granie zaczyna się w marcu. To wtedy należy przygotować szczyt dyspozycji i pełnie talentu. Natomiast czujności tracić nie można nigdy. Także w fazie grupowej. Madryt po stambulskim losowaniu może czuć się dość komfortowo. Uniknęli potentatów i na pozór trudnych przepraw. RB Lipsk, Szachtar Donieck i Celtic to rywale znacznie poniżej majestatu czternastokrotnego zwycięscy najbardziej prestiżowych rozgrywek.

Jednak jak pokazał zeszły sezon, za lekceważenie tego typu oponentów można słono zapłacić. Porażka z Sheriffem Tyraspol na Bernabeu (1:2) była dużym ciosem wizerunkowym. Teraz Real postara się uniknąć tego rodzaju wywrotek. Ciekawostka jest fakt, że trzeci raz z rzędu stołeczny zespół trafił w grupie na Szachtar. Drużyny te znają się więc jak łyse konie. Z tym, że sytuacja wojenna sprawiła spore ubytki w kadrze ekipy z Ukrainy. Odeszła znaczna cześć stanowiących o sile zespołu Brazylijczyków. W dodatku ekipa Igora Jovicevicia zmuszona jest na rozgrywki pucharowe opuszczać macierzysty kraj. Zatem Real Madryt i spółka, by zmierzyć się z Szachtarem zawitają do Polski. Stadion przy Łazienkowskiej w Warszawie znów dostąpi zaszczytu przyjęcia rywala z topu.

„Marca” określiła to losowanie „słodkim”. I trudno się nie zgodzić. Real na miękko przywita się z tegoroczną Champions League. Pierwsze miejsce oczywiście obowiązkiem.

FC Barcelona – strach z Monachium

O ile można powiedzieć, że Realowi Madryt w losowaniu sprzyjało szczęście, tak FC Barcelonie zupełnie odwrotnie. Trafiła do zdecydowanie najcięższej grupy ze wszystkich. Grupa C jest zestawem strachu. Bayern Monachium to dla Barcy w ostatnich latach bestia negra. Trzy ostatnie spotkania to potężne lania (2:8, 0:3, 0:3). W normalnych okolicznościach w Katalonii na ich widok zapanowałaby spora panika. Natomiast tegoroczne transfery Blaugrany, a zwłaszcza pozyskanie pewnego gwiazdora właśnie z Monachium, wlewają nieco więcej optymizmu w serca cules. Robert Lewandowski w zeszłą niedzielę rozpoczął strzelanie w nowych barwach. Pewnie nie spodziewał się, że tak szybko będzie mu dane wrócić na niemiecką ziemię. Tym razem postara się nie dopuścić do pogromów, jakie Bayern z nim w składzie serwował Dumie Katalonii.

W Europie Barcelona ma w tym roku wiele do udowodnienia. Nie może sobie pozwolić na kolejny tak słaby sezon jak poprzedni (brak awansu do fazy pucharowej LM, odpadnięcie w ćwierćfinale LE). Xavi dostał od Joana Laporty i Mateu Alemay’ego narzędzia do tego, by sytuacja się nie powtórzyła. FC Barcelona dzięki odważnym inwestycją ma znów wrócić i liczyć się na salonach.

Skalę trudności grupy C poza Bayernem powiększa Inter, a więc również nie byle kto. Simone Inzaghi ma w pamięci wpadki swojego poprzednika – Antonio Conte, który wielokrotnie w europejskich pucharach bił głową w mur. Wicemistrzowie Italii muszą wznieść się na naprawdę wysoki poziom, by wyprzedzić, którąś z drużyn. Bayern, Barcelona, Inter – któraś z tych ekip już jesienią będzie zmuszona połknąć gorzką pigułkę rozczarowania, jakim z pewnością będzie 3. miejsce oznaczające spadek do Ligi Europy. Z perspektywy fana LaLiga i kogoś życzącemu dobrze Robertowi Lewandowskiemu liczę, że nie będzie to Blaugrana…

Atletico Madryt – łagodnie uśmiechnięci

W Madrycie po tym, kiedy wszystko stało się jasne, mogli ze spokojem otworzyć butelkę i na razie z pewną dozą powściągliwości napić się lampki dobrego wina, przy okazji łagodnie się uśmiechając. Atletico Madryt po raz pierwszy od dawna ma realna szansę, albo może i nawet obowiązek wyjść z grupy z pierwszego miejsca. Cholo Simeone rzadko miał taki przywilej. Zazwyczaj w grupie znajdował się ktoś skuteczniejszy po sześciu spotkaniach każdy z każdym. Jak ostatnio Liverpool, czy wcześniej Bayern, Juventus i BVB. Teraz los skojarzył ich z drużynami drugiego europejskiego sortu. I to z takimi, z którymi Rojiblancos mierzyli się już w zeszłych edycjach. FC Porto (3:1, 0:0 w 2021 roku), Bayer Leverkusen (1:0, 1:2 w 2019 roku) i Club Brugge (3:1, 0:0 w 2018 roku).

Atletico Madryt póki co jest dużą zagadką. Na razie w lidze zobaczyliśmy ich dwie skrajne twarze: pozytywną (pewna wygrana z Getafe 3:0) i tą szarą (porażka z Villarreal 0:2). W Europie na weryfikacje czas przyjdzie tak naprawdę dopiero w 2023 roku, bo trudno sobie wyobrazić, by madrytczycy mieli większe problemy w swojej grupie jesienią.

Sevilla – losowanie to najmniejszy kłopot

Dla Sevilli obecność w Lidze Mistrzów to zawsze cel nadrzędny. To daje im możliwość płynnego finansowania, inwestycji i przyciągania ciekawszych graczy. Jednak obecne realia mogą wskazywać na to, że tegoroczna kampania LM będzie dla podopiecznych Julena Lopetegui’ego kulą u nogi. Ma to związek przede wszystkim z odejściami bardzo istotnych piłkarzy i wąską kadrą. Julesa Kounde i Diego Carlosa już w klubie nie ma. Ich realnych zastępców trudno niestety uznać za poważnych. O ile Marcao i Tanguy Nianzou to zawodnicy o niezłej renomie, tak okoliczności ich sprowadzenia i stan zdrowia mogą martwić i stawiać wątpliwości. Brazylijczyk z Galatasaray po przenosinach do Andaluzji nie może się wyleczyć. Zaś Francuz z Bayernu Monachium trafił do Hiszpanii dopiero w zeszłym tygodniu, a więc będzie potrzebował czasu na znalezienie porozumienia z kolegami. Szerzej o sytuacji Sevilli pisaliśmy TUTAJ.

Generalnie Sevilla nie budzi za wiele pozytywnych emocji. Koniecznych wzmocnień jest niewiele, wielu piłkarzy ze składu to tłuste koty i ludzie, którzy nieco już się w klubie zasiedzieli. W dodatku poważnej kontuzji nabawił się Tecatito Corona – jedna z jaśniejszych postaci ofensywy Andaluzyjczyków. Sevilla dotychczas będąca czwartą siłą ligi powoli traci to miano na rzecz świetnie rozwijającego się Villarrealu. W Europie także nie za wiele idzie po ich myśli. Trafiając w grupie na Manchester City, Borussię Dortmund i Kopenhagę trudno zakładać happy end. Początek sezonu jest ogromnym rozczarowaniem. Jeśli w najbliższych tygodniach sytuacja nie ulegnie poprawie, nad Julenem Lopeteguim mogą pojawić się czarne chmury. Zapowiada się trudna jesień.

https://twitter.com/LaLiga/status/1562853733263847425?s=20&t=jmKOfY0EGt3WHlpdOEQtDA

Real Betis – spokój i powolne budowanie

Przejdźmy zatem do Ligi Europy. Tu Hiszpanie mają dwóch reprezentantów. Jednym z nich jest Real Betis. Powodów do zadowolenia jest dużo więcej niż u wyżej wspomnianego sąsiada (Sevilli). Choć problemów również nie brakuje. Przede wszystkim finansowych. Betis jako jedna z wielu ekip musi się bardzo napocić, by zmieścić się w ramach finansowego fair play narzuconego przez Javiera Tebasa, szefa LaLiga. Dopiero przed 3 kolejką udało się zarejestrować piłkarzy sprowadzonych do zespołu tego lata, bądź takich z którymi przedłużono umowy. Mimo przeciwności, drużyna uzyskała dorobek 9/9 punktów i obecnie lideruje stawce w LaLiga. Jeśli zaś chodzi o występy w Europie to beticos czeka wyprawa do Wiecznego Miasta. AS Roma z Jose Mourinho jako królem projektu (słowo król oddaje jego status w klubie i mieście) jest w grupie C faworytem.

Poza Betisem i Włochami do grupy dokooptowano bułgarski Ludogorets Razgrad i HJK Helsinki. Dwóch faworytów do wyjścia z grupy klaruje się więc od razu. Pomiędzy Romą a Betisem rozstrzygnie się walka o lidera. Super ofensywna piłka Manuela Pellegriniego kontra autorski rzymski projekt Jose Mourinho. Fajne starcie. Pytanie tylko, jakie będzie nastawienie obu drużyn do tej fazy rozgrywek.

Real Sociedad – za kasę z Isaka baluj?

Real Sociedad losowanie może zaliczyć do udanych. Trafił na standardowy schemat dla drużyny z ambicjami: jeden potentat dla marketingowego skoku i większego zainteresowania, plus dwie ekipy z którymi należy spokojnie się rozprawić. Tym „potentatem” (na wyrost, ale jednak) możemy nazwać Manchester United, natomiast drużynami do ogrania: Omonię Nikozja i Sheriff Tyraspol. W San Sebastian bardziej niż losowaniem przejmują się teraz spożytkowaniem pieniędzy po sprzedaży największej gwiazdy – Alexandra Isaka. 70 mln od Newcastle United to kwota za którą należałoby znaleźć nowy motor napędowy baskijskiej ofensywy. Wśród kandydatów wymienia się grającego już w RSSS Alexandra Sorlotha, Lucasa Boye, Andree Belottiego, Raula De Tomasa czy Umara Sadiqa. Niewykluczone, że w klubie może pojawić się dwóch nowych snajperów. Tak naprawdę od tej decyzji zależy powodzenie zespołu w lidze oraz na arenie europejskiej. Bez klasowego napastnika będzie bardzo ciężko.

https://twitter.com/LaLiga/status/1563140707459944456?s=20&t=jmKOfY0EGt3WHlpdOEQtDA

Villarreal – polski akcent

Analizę wypraw po Europie drużyn LaLiga kończymy w Lidze Konferencji Europy. Będzie to druga edycja tychże rozgrywek, ale pierwsza w której udział weźmie hiszpański zespół. Poprzednio dzięki triumfowi Villarrealu w Lidze Europy, Żółta Łódź Podwodna zakwalifikowała się jako piąta do najważniejszych rangom rozgrywek – Ligi Mistrzów. Teraz taki los przypadł Niemcom (Eintracht), a Hiszpanie wreszcie sprawdzą z czym je się nowe rozgrywki UEFA.

Właściwie w każdym zestawie losowania Villarreal byłby zdecydowanym faworytem. Unai Emery zdaje sobie sprawę z poziomu trzeciego w kolejności pucharu i pewnie pokusi się wystawiać w nim drugi garnitur – zwłaszcza w fazie grupowej. Hapoel Beer Szewa i Austria Wiedeń nie będą stanowiły wielkiego wyzwania. Jeśli półfinaliście ostatniej edycji Ligi Mistrzów nie zabraknie motywacji, spokojnie poradzi sobie z rywalami niżej notowanymi.

Polscy kibice tę grupę śledzić będą jednak z dużą uwagą. A to dlatego, że czwartym zespołem w tym gronie będzie Lech Poznań. A zatem Villarreal znów pojawi się w Polsce. Ma z naszym krajem bardzo dobre wspomnienia – w 2021 roku na stadionie w Gdańsku pokonał Manchester United w rzutach karnych, tym samym zdobywając trofeum Ligi Europy.

Kolejne lata to systematyczny rozwój klubu, półfinał LM, wzmacnianie kadry. Obecnie to właśnie w Villarrealu upatruje się czwartej siły LaLiga. Szeroka i silna kadra pozwoli umiejętnie zarządzać siłami na kilku frontach.

Do Poznania Villarreal przyjedzie dopiero w ostatniej kolejce – 3 listopada. W Hiszpanii Kolejorz pojawi się za to już w pierwszej serii gier – 8 września. Lech postara się pokazać Hiszpanom, że w Europie nie ma już słabych drużyn. Albo grzecznie odbierze lekcję futbolu od Pana Profesora Unaia Emery’ego. Wybór według uznania.

Złota jesień

Podsumowując, hiszpańskie drużyny w Europie staną przed kilkoma ciekawymi wyzwaniami. Nie zabraknie emocji. podtekstów, smaczków, a nawet polskich wątków. Poza Sevillą wszyscy wydają się mniej lub bardziej gotowi na jesień w Europie. Złotą jesień? Ważniejsze, żeby wiosna taka była.