Fulham – bardzo pozytywny start

Nastroje w obozie kibiców Fulham

Gdy przed sobotnim meczem Fulham z Liverpoolem pytano kibiców w okolicach Craven Cottage, czego się spodziewają, nikt nie był zbyt optymistycznie nastawiony. Liverpool miał przyjechać do stolicy Anglii jak po swoje i bez większych problemów zgarnąć pełną pulę. Szybko jednak okazało się, że z pozoru łatwe zadanie może się okazać w praktyce ogromnym wyzwaniem. Wynik, który marzył się kibicom beniaminka – remis – ziścił się.

Od samego początku podopieczni Marco Silvy wyglądali na bardzo zmotywowanych samą możliwością gry w Premier League. Mieliśmy jednak w głowie to, co przed meczem mówił szkoleniowiec Fulham. Jego zdaniem zespół nie jest aktualnie jeszcze gotowy na grę w elicie, przez co można zrozumieć zbytnią pasywność na rynku transferowym.

Fulham zaczęło imponująco, dał o sobie znać Mitrović

Nie zmienia to faktu, że Fulham w pierwszej połowie ani trochę nie odstawało od Liverpoolu i momentami prezentowało się lepiej od „The Reds”. Kibice klubu z Craven Cottage mogli mieć flashbacki ostatniego Fulham z Premier League, które pod wodzą Scotta Parkera grało efektownie, ale nie efektywnie. Obrona Liverpoolu nie była jakoś specjalnie skoncentrowana, a to stanowiło wodę na młyn dla Aleksandara Mitrovicia.

Serb bardzo szybko w tym spotkaniu zaczął dawać o sobie znać. Po raz pierwszy zaznaczył swoją obecność w pojedynku z Trentem Alexandrem-Arnoldem. Anglik wyraźnie nie miał swojego dnia, a zezłomowanie przez Mitrovicia postawiło pieczęć na jego występie. Król strzelców poprzedniego sezonu Championship chciał odkleić od siebie łatkę zawodnika, który nie radzi sobie w Premier League. W pierwszym meczu kampanii 2022/23 zaliczył dublet i wreszcie zamknął przynajmniej na razie usta swoim krytykom, których nie brakowało.

Agresja w grze, odpowiedni doskok, umiejętne rozgrywanie piłki

Czym różniło się Fulham z tego spotkania od swojej poprzedniej przygody z Premier League? Przede wszystkim klub ze stolicy nie grał jedynie „sztuki dla sztuki”. Były takie fragmenty, w których gospodarze dłużej rozgrywali piłkę, ale były też takie, w których oddawali ją przeciwnikowi. Nie atakowali ciągle, a wiedzieli kiedy powinno się przenosić ciężar gry na połowę Liverpoolu. Kluczowe do utrzymania Fulham miały być mecze z niżej notowanymi rywalami od „The Reds”. Beniaminek udowodnił jednak, że nikogo się w tym sezonie nie przestraszy.

Każdy beniaminek będzie w tym sezonie Premier League charakteryzował się czymś innym. Fulham to ma być połączenie jakości w ofensywie z umiejętną obroną, bo o to jest najwięcej obaw na Craven Cottage. Kibice „The Cottagers” bawili się tydzień temu świetnie śpiewając, że Trent Alexander-Arnold jest tylko marną podróbką Kenny’ego Tete. Ten mecz może dodać pewności siebie całej linii defensywnej Fulham. Należy pamiętać, że mierzyli się oni z wicemistrzem Anglii i finalistą Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu.

O ofensywę można być spokojnym, bo tam już w pierwszym meczu swoją jakość udowodnił Aleksandar Mitrović. Gdy do składu wróci jeszcze notujący w poprzednim sezonie znakomite liczby na poziomie Championship Harry Wilson, to o tę formację w zespole Marco Silvy martwić się nie trzeba. Fulham będzie nas w tej kampanii pewnie wielokrotnie porywać swoją ładną grą pozycyjną, ale nie ukrywajmy, że liczą się w pierwszej kolejności punkty i właśnie pod tym kątem klub ze stolicy musi w pierwszej kolejności zaistnieć.