Europa potrzebuje takich meczów

We wtorek odbyło się bardzo interesujące spotkanie w Lidze Mistrzów. Bayern Monachium podejmował FC Barcelonę. Wielki powrót Roberta Lewandowskiego na Allianz Arena stał się faktem. O tym, że Europa potrzebuje takich meczów, pisać specjalnie nie trzeba. Co właściwie wiemy o dwóch kolosach po tym starciu? Czy któraś z drużyn pokazała się w roli zdecydowanego faworyta do zwycięstwa w Champions League? Czy problemy obydwu klubów wpływają na ich dyspozycję? I jak poradził sobie „Lewy”, gdy musiał zagrać przeciwko byłym kolegom? Na te pytania, jak i na wiele innych, znamy już odpowiedzi, bo piłkarze zafundowali nam istny spektakl. Dla koneserów piłki była to futbolowa uczta, bo można było wyjąć z tego spotkania same pozytywne aspekty. Takie mecze zdarzają się już w fazach grupowych, ponieważ to urok tych elitarnych rozgrywek. 

Niezbędny był zwycięzca

Na początku musimy zaznaczyć, że było to spotkanie z gatunku: nie oszczędzamy się, bo zależy nam na zwycięstwie. I słusznie, ponieważ na boisku w Monachium występowali zawodnicy, którzy nie mają w zwyczaju czekać na to, co zrobi przeciwnik. O tym starciu będzie się jeszcze pisać wiele. Mówić również. W tramwaju, robiąc zakupy, czy czekając w kolejce z psem do weterynarza. Właśnie dlatego Europa potrzebuje takich meczów. Dzięki temu piłka nożna cały czas się rozwija, a zawodnicy prezentują coraz większe umiejętności i osiągi. Z tego spotkania musiał ktoś wyjść zwycięsko, bo takie są prawa tej dyscypliny. Nawet gdyby zakończyło się ono remisem z hokejowym wynikiem (np. 4:4), pisalibyśmy, że to doskonała reklama futbolu, ale zabrakłoby tego najważniejszego. Wygranej. Zatem świetnie, że któraś z drużyn zainkasowała trzy punkty, bo to oznacza jeszcze więcej emocji w tej grupie. Te zespoły znalazły się w „grupie śmierci”, a to tym lepiej dla kibiców.

Obydwie ekipy nie są przyzwyczajone do porażek. Gdy w rywalizacji biorą udział giganci, możemy być pewni, że futbol będzie na najwyższym poziomie. Zarówno Bayern jak i „Barca” mają swoich fanów na całym świecie, więc zainteresowanie tym meczem było ogromne. A nie ma nic lepszego niż wygrana jednego z potentatów na tak wczesnym etapie rozgrywek. Żaden z zawodników „Blaugrany” tego nie przyzna, ale na pewno już nie mogą doczekać się rewanżu. Jedni i drudzy w prawie każdym spotkaniu zmuszeni są do prowadzenia gry. Ich przeciwnicy często chowają się za „podwójną gardą”, wyczekując ich błędu. We wtorek obydwoje grali otwartą piłkę, co tylko bardziej nakręcało zawodników. Musieli na prawdę dać z siebie wszystko, bo wymagał tego przeciwnik. Dla tych piłkarzy powinno to być „wodą na młyn”. Powinno, a nie do końca tak było, bo oboje borykają się z różnymi problemami. A przez to znajdują się w tej chwili na odmiennych etapach rozwoju.

Bayern złapał lekką zadyszkę

Bawarczycy w Bundeslidze wpadli w lekki dołek, bo nie wygrali od trzech spotkań. Mogło to niepokoić delikatnie ich fanów, bo oznaczało to stratę kilku punktów. Po kapitalnym początku sezonu, gdzie Bayern gromił swoich rywali, póki co, nie ma już śladu. Rozbicie RB Lipsk w Superpucharze Niemiec (5:3), czy Eintrachtu Frankfurt (6:1) oraz Bochum (7:0) było swoistym pokazem siły. Gdzieś tam, w międzyczasie, zdarzyło się „normalne” zwycięstwo nad Wolfsburgiem 2:0. Mogło to oznaczać, że rozpędzona maszyna zwalnia, bo zbiera energię na Champions League. A w tych rozgrywkach idzie podopiecznym Juliana Nagelsmanna, nazwijmy to, według planu. Dwie wygrane i komplet punktów to właściwa droga dla mistrzów Niemiec. Co prawda trzy ostatnie starcia w lidze to same remisy, ale „die Roten” ewidentnie zdjęli nogę z gazu. Być może nadeszło swego rodzaju rozprężenie lub samozachwyt? Nikt nie jest w stanie wskazać przyczyny tej zniżki formy.

Niestety dla Bayernu zaczęły pojawiać się opinie, że luki po odejściu Roberta Lewandowskiego nie da się od tak zapełnić. Chociaż początek rozgrywek wskazywał na coś innego. Wydawało się, że po odejściu supergwiazdy atmosfera w szatni się poprawiła. Nie ma już miejsca na piłkarskie fochy lub humory gwiazdora. A to z kolei spowodowało rozluźnienie napięcia w zespole. Dowodem na to może być podejście zawodników do gry przeciwko „Lewemu”. Po Bawarczykach było widać, że bardzo chcą zatrzymać byłego kolegę z zespołu. W drugiej połowie, gdy w jednej z akcji Polak został powstrzymany przez Lucasa Hernandeza, ten cieszył się z tego, jakby strzelił kolejnego gola. Bayern miał dwa zadania na to starcie: wygrać i nie pozwolić Robertowi rozwinąć skrzydeł. Europa potrzebuje takich meczów. Liga Mistrzów ich potrzebuje. Jak również cały światy piłki nożnej. To stwierdzenie to nie przesada, tylko szczera prawda, bo piłka nożna staje się dzięki temu jeszcze atrakcyjniejsza.

Xavi jest na dobrej drodze

FC Barcelona jest w nieco odmiennej sytuacji, bo dopiero powraca do swojej wielkiej formy. Niemniej widać po drużynie, że zmierza w odpowiednim kierunku. To na pewno nie będzie ekipa Guardioli ze znaną na całym globie tiki- taką, ale model tworzony przez Xaviego może ją trochę przypominać. Nas najbardziej może cieszyć fakt, że głównym elementem w tej układance jest Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski pełni rolę dyrygenta w zespole Katalończyków. Potrafi dostrzec na boisku to, czego jego koledzy nie widzą, ustawia ich, podpowiada, niekiedy ochrzani. Czuje się w Barcelonie bardzo dobrze, odpowiada mu styl gry trenera, więc odwdzięcza mu się bramkami. W Monachium nie powiodła mu się ta sztuka, bo był niesamowicie pilnowany. Ale jeszcze rewanż przed nim i to na Spotify Camp Nou, gdzie zdecydowanie będzie bardziej niebezpieczny. Być może Xavi oczekuje od niego, że stanie się dla „Blaugrany” tym, kim był za jego czasów Leo Messi?

Z takim piłkarzem FC Barcelona już śmiało może myśleć o powrocie do czasów świetności. Gdy ma się w zespole zawodnika tej klasy, inni członkowie drużyny czują się pewniej. Wiedzą, że z nim są silniejsi i trudniejsi do pokonania. Szkoda, że Katalończykom nie udało się zwyciężyć nad Bayernem, bo ewidentnie drużyna tego potrzebuje. Wygranej nad klasowym zespołem. I to najlepiej na wyjeździe. To z kolei sprawia, że Europa potrzebuje takich meczów, bo każdy zawodnik chce wziąć udział w takim spotkaniu. W każdym razie czas działa na korzyść podopiecznych Xaviego, który wie, co robi. Klub doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego dokonuje, wybierając go na trenera. On już w czasie kariery zawodniczej musiał wykazywać oznaki fachowca w tej dziedzinie. A w futbolu to wcale nie jest oczywiste, że dobry piłkarz będzie dobrym trenerem. Ten zawód to powołanie, bo wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Hiszpanowi udaje się spełnić w tej roli.

Przyszłość dwóch gigantów

Zapewne obydwie drużyny w końcu uporają się ze swoimi kłopotami i powrócą na odpowiednie miejsca w europejskim szeregu. Może nie od razu, ale bez wątpienia to nastąpi. W najbliższym czasie czeka nas jeszcze rewanż między Bayernem a Barceloną. Nastąpi to 26 października w Hiszpanii. Za półtora miesiąca możemy być już świadkami innego meczu, bo obydwa kluby są w stanie uporać się ze swoimi słabościami w tak krótkim okresie. Są również wymieniani w roli faworytów do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Na pewno nie będzie powtórki sprzed roku, gdzie Bayern wyrzucił Katalończyków z Champions League do Ligi Europy. Jedni i drudzy mają chrapkę na tryumf w tych rozgrywkach. Szczególnie „Barca”, bo ostatni raz udał się jej ten wyczyn w 2015 roku. „Die Roten” czekają na zdobycie LM ledwo dwa lata, ale to i tak nie jest dla drużyny wymówką. Monachijczycy mają wygrywać wszystko, co się tylko da, w każdym sezonie.

Ta presja nie zniknie nigdy, nawet mimo kryzysu. Jedynie może delikatnie spaść, ale zawsze będzie towarzyszyła przy rozgrywaniu meczów. To samo dotyczy Barcelony. Już w tym sezonie można wymagać od Xaviego zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Zespół zdecydowanie stać na to, bo pokazuje coraz lepszą formę. W DNA tej drużyny zawsze znajdowało się wygrywanie, więc trener Katalończyków musi zdawać sobie sprawę z tego, że im lepszą dyspozycję będą prezentować jego podopieczni, tym większe wymagania będą stawiane przed nim. Ale on to kocha, on tego pragnie i dąży do tego, bo jest częścią tego wielkiego klubu. A Europa potrzebuje takich klubów, takich meczów między tymi drużynami. To właśnie na takie spotkania czekają kibice i piłkarze. To ich nakręca i dzięki tej rywalizacji stają się coraz lepsi. Nie na darmo mówi się, że Liga Mistrzów jest marzeniem każdego zawodnika, bo żeby ją zdobyć, należy wiele poświęcić.

W oczekiwaniu na rewanż

Jeszcze trochę poczekamy na spotkanie rewanżowe między tymi zespołami. Możemy już ostrzyc sobie na nie zęby, bo będzie to prawdopodobnie starcie o pierwsze miejsce w grupie. Nie skreślamy szans Interu Mediolan, ale dwaj podrażnieni giganci raczej nie odpuszczą rozgrywek LM. Tym bardziej że „Blaugrany” zabrakło rok temu na wiosnę w Champions League, więc tym razem nie powtórzą tej wpadki. Europa potrzebuje takich meczów bardziej, niż komukolwiek się wydaje. Ale to dobrze, bo dzięki temu piłka nożna jest jeszcze wspanialsza. Możemy tylko współczuć czeskiej Viktorii Pilzno, bo jest ona tylko od dostarczania punktów swoim rywalom. Ale to w końcu najbardziej prestiżowe rozgrywki na świecie, więc każdemu, komu uda się do nich dostać, należy się szacunek.