Eintracht wygrywa LE – Eintracht 1:1 Rangers (w karnych 5:4)

Eintracht i Rangersi dokonali wielkich rzeczy

Zarówno Eintracht jak i Rangersi nie byli oczywistymi zespołami, które każdy typował do finału Ligi Europy. To nawet mało powiedziane – oba te zespoły były wielokrotnie upatrywane w roli tych, którzy nie będą w stanie awansować do kolejnej fazy tych rozgrywek. A jednak; Eintracht zrobił to pomimo bardzo słabej formy w Bundeslidze, a Rangersi nie wygrali nawet mistrzostwa w swoim kraju. Ten mecz był dla obu drużyn zwieńczeniem niesamowitej drogi i ostatnim schodkiem na drodze do piłkarskiego raju.

Eintracht przyciskał od początku, Rangersi czyhali na możliwość kontrataku

Od samego początku, na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán panowała fantastyczna atmosfera. Czuło się smak piłkarskiego święta, które miało dziś miejsce w stolicy Andaluzji. Pierwsze fragmenty tej potyczki należały do Eintrachtu, ale szybko wytrąciła ich z rytmu sytuacja z Sebastianem Rode. Gracz zespołu z Frankfurtu musiał mieć przez dłuższą chwilę opatrywaną twarz. Gdy już wznowiono grę nie zmieniało się jedno – optyczną przewagę miała ekipa Olivera Glasnera. W 11. minucie, Allan McGregor uratował Rangersów przed rozpędzającym się Daichim Kamadą. Golkiper klubu ze stolicy Szkocji powstrzymał również próbę Ansgara Knauffa.

Joe Aribo… Pół stadionu widziało piłkę w siatce

Czekaliśmy na to, aż Rangersi zagrożą bramce Kevina Trappa i 26. minuta przyniosła w tej kwestii przełom. Joe Aribo przyjął sobie futbolówkę przed polem karnym i przymierzył… praktycznie perfekcyjnie. Centymetry zadecydowały, że wciąż na Ramón Sánchez Pizjuán nikt nie mógł się cieszyć z gola. To był jednak sygnał, iż podopieczni Giovanniego Van Bronckhorsta nie zamierzają się jedynie bronić w Sevilli. Przyjechali tu wyłącznie po to, żeby dokonać rzeczy historycznej. Ostatni kwadrans pierwszej połowy „przejął” Filip Kostić.

Filip Kostić – jego trudno w jakimś meczu nie pochwalić

Serba mogliśmy chwalić już wielokrotnie w tej edycji Ligi Europy. W wielu meczach grał po prostu znakomicie i udowadniał, że poziomem piłkarskiej jakości zdecydowanie przerasta większość piłkarzy Eintrachtu. Dwa naprawdę groźne uderzenia Kosticia podniosły ciśnienie McGregorowi, niczym dzwoniące Orange z fakturą. 11 – 3 w strzałach dla zespołu Glasnera w pierwszej połowie mogło wskazywać na przewagę ekipy z Bundesligi. Nie można oczywiście zaprzeczyć, że Eintracht był lepszy. Fakty były jednak również takie, iż obie drużyny znakomicie przygotowały się do tego meczu pod kątem taktycznym i nie popełniały rażących błędów.

Wspominki…

Poprzedni finał Ligi Europy rozstrzygnął się dopiero po niebywałej serii rzutów karnych, której antybohaterem był David De Gea. Mecz na Ramón Sanchez Pizjuan był ucztą dla uszu, ale piłkarze nie chcieli raczej doprowadzić do dogrywki. W stolicy Andaluzji panował piekielny upał i granie w takich warunkach 120 minut nie byłoby jedynie czystą przyjemnością. Piłkarze wyraźnie zrozumieli, że w drugiej połowie poza efektowną postawą taktyczną należy także dać coś od siebie pod bramką rywala.

Worek z bramkami wreszcie się otworzył

Strzelanie w wielkim finale rozpoczęli Rangersi. W 57. minucie Joe Aribo pokonał Kevina Trappa po koszmarnych błędach defensywy Eintrachtu. Od tego momentu było już jasne, że zespół Olivera Glasnera zdecydowanie przejmie inicjatywę w tym meczu i tak się rzeczywiście stało. W 69. minucie dogranie Filipa Kosticia wykorzystał Rafael Borre i stan meczu ponownie był remisowy. Niestety, wyrównanie miało swoje minusy, gdyż, jak się okazało, ten wynik sprawił, iż oba kluby nie forsowały tempa. Nikt nie chciał popełnić błędu, zaryzykować, podejść odważniej. W końcówce meczu dał o sobie znać Filip Kostić, który posłał futbolówkę tuż obok słupka.

W dogrywce oba zespoły zachowały jeszcze trochę sił. Bohaterem tych trzydziestu minut został Kevin Trapp. Bramkarz Eintrachtu udowodnił jak ważną jest postacią dla swojej ekipy. Obronił w dogrywce dwie fantastyczne sytuacje i utrzymał podopiecznych Glasnera w grze. Podobnie fenomenalnie spisywał się wczoraj w barażach o Premier League bramkarz Nottingham Forest – Brice Samba. Istotną różnicą było jednak to, że Samba obronił jeszcze w konkursie rzutów karnych aż trzy „jedenastki”. Trapp natomiast obronił dziś jedną, ale kluczową, Aarona Ramseya. Eintracht wygrał w karnych 5:4 i zdobył upragnione trofeum.

 

Eintracht 1:1 Rangers (karne 5:4)

Skład Eintrachtu: Trapp, N’Dicka, Toure, Tuta, Kostić, Sow, Rode, Knauff, Lindstrom, Kamada, Borre

Skład Rangers: McGregor, Barisić, Bassey, Goldson, Tavernier, Jack, Lundstram, Kamara, Wright, Kent, Aribo

Stadion: Estadio Ramón Sánchez Pizjuán

Sędzia: S. Vincić