Definicja dobrej ławki. Piłkarskie szachy na słabej szachownicy dla Pogoni

Ostrzyliśmy sobie zęby na to starcie. W końcu obie drużyny przeprowadziły dużo ciekawych transferów oraz bardzo przyzwoicie wyglądały w okresie przygotowawczym. Po obu stronach mieliśmy tak dużo jakościowych zawodników, że mecz na ławce musieli zaczynać chociażby Biczachczjan oraz Wilczek. Wszystko to okraszone może nie wypełnionym stadionem, ale przynajmniej nie był on pusty. Dostaliśmy spotkanie, które potrzebowało czasu, by się rozkręcić. To, że ten mecz stał się lepszy, to zasługa genialnych zmian trenera Pogoni – Kosty Runjaicia.

 

Piast v Pogoń czyli takie typowe szachy w I połowie

Jeśli chodzi o samo spotkanie, to bardzo brakowało dokładności w poczynaniach Pogoni i Piasta. Z jednej strony, widać było, że obie ekipy mają plan na ten mecz, ale jeśli chodzi o wykonanie… pozwolę sobie przemilczeć. Bardzo słabe zawody rozegrał Jean Carlos Silva i Maciej Żurawski. Wydaje się więc, że problem młodzieżowca po odejściu Kozłowskiego nie został jeszcze rozwiązany. To może okazać się przekleństwem Pogoni.

W drużynie Piasta nie najlepiej spisał się za to Kristopher Vida, który bez wątpienia miał najlepszą sytuację w I połowie. Jego strzał z siedmiu metrów przeleciał jednak wysoko nad poprzeczką. Zauważył to też Waldemar Fornalik, bo w II połowie skrzydłowego nie zobaczyliśmy. Piszę w tym akapicie o rozczarowaniach, bo niestety jeśli chodzi o inne sytuacje poza tą Węgra, żal używać klawiatury.

 

Oddajcie nam dobre mecze przy ul. Okrzei

Mógłbym Wam wymienić multum nazwisk, które dochodziły do niezłych okazji. Oprócz Vidy, Hateley, Grosicki, Zahović, Mata, Żurawski, Kądzior, Kowalczyk… ale wykończenie mocno szwankowało. Nawet będę brutalniejszy – jego w I połowie w ogóle nie było. Oczywiście, murawa nie pomagała. Działacze Piasta chyba zapomnieli, że istnieje taki zawód jak greenkeeper, bo dzisiejsza „szachownica” po 30 minutach nadawała się jedynie do kosza.

 

Przez nią mogliśmy zobaczyć np. takie o to kwiatki:

Im dalej w las, tym więcej drewna w I części meczu

Dobra, może trochę przesadzam, ale generalnie zawodnicy Piasta i Pogoni chciały w tym meczu rozgrywać i grać kombinacyjnie. To się ceni, szczególnie w naszej lidze, ale gdy masz do czynienia z taką murawą, to takie granie, za przeproszeniem, gówno Ci da. I faktycznie, kolejne minuty dłużyły się i dłużyły, bo kolejnych sytuacji było jak na lekarstwo, a komentatorzy byli zmęczeni tym meczem bardziej niż piłkarze. Do przerwy nie doczekaliśmy się bramek.

 

Kto pomoże Pogoni? Kamil Grosicki

II połowa nie była również najciekawsza. Do 60. minuty mogliśmy się jedynie zachwycać piętką Chrapka, po której Pyrka miał miejsce do oddania strzału. Samo uderzenie było celne, ale zabrakło w nim mocy. Na szczęście całą imprezę rozkręcił najpierw Kamil Grosicki. Bartkowski podał do Kowalczyka, a ten miał sporo miejsca i kapitalnie wypatrzył wbiegającego w pole karne byłego (?) skrzydłowego reprezentacji Polski. „Grosik” takich sytuacji nie zwykł marnować, ale też warto się zastanowić – gdzie była defensywa Piasta? W ramach ciekawostki warto dodać, że dla 33-latka to trzeci z rzędu gol ligowy zdobyty na wyjeździe.

 

Zmiany zrobiły różnice

Chciałbym tu napisać „powrót Piasta” albo coś innego, ale fakty są takie, że gliwiczanie nie mieli żadnych argumentów po stracie bramki. A Pogoń się rozkręcała, szczególnie na prawej stronie, gdzie nie najlepiej grał Katranis. Wykorzystali to wprowadzeni z ławki Kucharczyk i Łęgowski, którzy rozbujali Greka i zabawili się z nim. Po jednej z takich akcji, „Kuchy” dograł do innego rezerwowego – Wahana Biczachczjana i mieliśmy już 2:0. Kapitalnie przywitał się z ligą Ormianin. Kapitalne zmiany zrobił Kosta Runjaić.

 

Tymczasem Waldemar Fornalik zrobił słabe roszady. Przede wszystkim zdjął Chrapka. Pomocnik gospodarzy, poza w/w zagraniem piętką, grał naprawdę bardzo solidnie, nie bał się zagrywać na jeden kontakt… ale opuścił murawę i to była bardzo zła w skutkach decyzja. Za niego wszedł Toril, ale Hiszpan z Wilczkiem, który wraca do ligi po 7 latach przerwy, nie potrafili się przebić przez mur Zech-Malec, którzy mają za sobą udany występ.

 

Zawodnicy Pogoni wciąż wierzą w mistrzostwo

Szczecinianie wywierają więc presję na Lechu Poznań, który swoje spotkanie rozegra jutro o 17:30 z Cracovią. „Portowcy” wygrali i tracą ledwie jedno „oczko” do „Kolejorza”. Gorzej wygląda sytuacja Piasta. Gliwiczanie wciąż zostają w dolnej części tabeli i przed nimi dużo pracy, by wygrzebać się z niezadowalającej lokaty.

 


PKO BP Ekstraklasa, 20. kolejka
Gliwice (Stadion Miejski)

Piast Gliwice 0-2 Pogoń Szczecin
Grosicki 59, Biczachczjan 82

Piast: Plach – Konczkowski, Mosór, Czerwiński, Katranis (78 Holubek) – Vida (46 Pyrka), Huk, Hateley (83 Kaput), Chrapek (66 Toril), Kądzior – Sappinen (66 Wilczek).

Pogoń: Stipica – Bartkowski, Zech, Malec, Luis Mata – Jean Carlos (66 Kucharczyk), Żurawski (66 Łęgowski), Dąbrowski, Kowalczyk (76 Biczachczjan), Grosicki (76 Kurzawa) – Zahović (83 Parzyszek).

żółte kartki: Dąbrowski, Kurzawa

sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).

ZOBACZ TEŻ =>Stal Mielec 1:2 Górnik Zabrze – Daniel Bielica masterclass

Udostępnij:

Facebook
Twitter