1 września o 23:59 w Hiszpanii zamknęło się letnie okno transferowe. Koniec z przymiarkami, plotkami, dźwigniami i niepewną sytuacją. Zaczyna się czas weryfikacji i prezentacji tych którzy zdecydowali się zmienić otoczenie. Jak w LaLiga przebiegał ostatni dzień transferowy? Kto zdecydował się na ruchy last minute?

W trójce hegemonów LaLiga ruch trwał tylko w Katalonii. Stołeczny Real i Atletico swoje transfery przeprowadzili znacznie wcześniej i nie silili się na dodatkowe posiłki. Choć wydaje się, że alternatywa dla Karima Benzemy w ataku Królewskich by się przydała. Nic takiego się jednak nie stało, Florentino Perez zachował stabilność kadry i nie wprowadził do niej nowego ogniwa w ostatniej chwili.

Natomiast Joan Laporta wraz z dyrektorstwem Barcelony do późnych godzin walczyli o piłkarzy. Latem w klubie powiał gruntowny wiatr zmian. Mimo zawiłości i niepewnej sytuacji finansowej postanowiono zaryzykować. Czy ta ruletka okaże się szczęśliwa przekonamy się po rezultatach. Jedno jest pewne – jeśli Barca ma wyjść na prostą to musi osiągnąć znacznie lepszy wynik na koniec sezonu niż poprzednio. W przeciwnym razie słynne już dźwignie finansowe (zdecydowanie najpopularniejsze określenie tego okna) będą ciężką kulą u nogi, która ciążąc klubowym księgowym, zagrozi płynnością funkcjonowania. A więc sukces albo problemy.

Dlatego Deadline Day był zwieńczeniem tego szalonego okna. Końcowo ruch działał w dwie strony. Z zespołem pożegnał się Pierre-Emerick Aubameyang, który odbudował nazwisko wiosną zeszłego sezonu, co teraz zaowocowało powrot1em do Premier League. Mająca deficyt napastników Chelsea chętnie go przyjęła. Przy okazji oddając do Hiszpanii Marcosa Alonso. 31- latek nie mieścił się już w planach Thomasa Tuchela, stąd jego odejścia nie przyjęto w Londynie ze zmartwieniem. Raczej akceptacją. W Barcelonie ma wzmocnić rywalizację na lewej obronie. Do niedawna wydawało się, że jest to strefa zarezerwowana dla Jordiego Alby. Jednak ostatnio tendencja się zmienia i coraz częściej na tej flance szansę otrzymuje Alejandro Balde. Młody gracz pokazuje się z naprawdę przyzwoitej strony i zapowiada chęć rywalizacji ze starszymi, bardziej doświadczonymi kolegami. Alonso, Alba i Balde – szykuje się ciekawa bitwa o lewą stronę. Wszystko z korzyścią dla zespołu. To musi cieszyć Xaviego,

Ułomność taktyczna i powrót wychowanka

Podobnie jak wzmocnienie przeciwnej strony boiska. Legenda Barcy, niegdyś wybitny środkowy pomocnik wyjątkowo nie cenił Serginio Desta. Zarzucał mu ułomność taktyczną, której nie był w stanie zniwelować. Dlatego wolał na tej stronie postawić na nominalnych stoperów – Ronalda Araujo i Julesa Kounde. To rozwiązanie cenne, są to piłkarze o dużej inteligencji boiskowej, aczkolwiek mimo wszystko celem było sprowadzenie sensownego, klasycznego prawego obrońcy. Na Spotify Camp Nou wrócił zatem Hector Bellerin. Wychowanek La Masii przywdzieje koszulkę Dumy Katalonii po 11 latach. W tym czasie występował głównie w Arsenalu i ostatnie pół roku w Realu Betis. W Andaluzji odbudował swoją dyspozycję, jednocześnie bardzo zżywając się ze środowiskiem Verdiblancos. I pewnie chętnie kontynuowałby współpracę z klubem z zielonej części Sevilli natomiast kwestię FFP Javiera Tebasa sprawiły, że Betis nie był w stanie ściągnąć go do siebie na stałe. Skorzystała Barcelona mająca lekkie braki na tej pozycji.

Póki co Bellerina czekać będzie walka o miejsce w składzie, gdyż genialnie prezentuje się Jules Kounde, który po dwóch meczach na boku defensywy ma dwie asysty. W tym jeden świetny pass do Roberta Lewandowskiego. Zatem i tu zapowiada się intrygujące starcie. Choć pewnie docelowo Kounde przewidziany jest do gry na stoperze. Wszechstronność jest jednak jego dużym atutem, z czego Barcelona chętnie korzysta.

Sąsiedzkie interesy

Ponadto Barcelonie udało się oddać kilku niepotrzebnych graczy. Nowe twarze w ataku sprawiły, iż Martin Braithwaite i Abde Ezzalzouli stali się bezużyteczni dla projektu Xaviego. Duńczyk długo rękami i nogami pragnął pozostać w klubie i inkasować wywalczony w 2020 roku wysoki kontrakt. Ostatecznie zdecydowano się na kompromis. Braithwaite pozostanie w mieście. Tyle, że zamiast na Camp Nou, grać będzie na Cornella El Prat. Espanyol zdecydował się pozyskać 31-latka jako wolnego zawodnika (kontrakt z Barcą rozwiązano za porozumieniem stron, co ułatwiło zmianę klubu). Życie w Barcelonie to duży przywilej i przyjemność, dlatego nie ma co się dziwić motywacją Duńczyka. A w zespole Papużek poza niechcianym w FCB napastnikiem pojawił się również bramkarz Alvaro Fernandez. Przy zniżkowej formie Benjamina Lecomte’a jego droga do bramki nie musi być daleka.

Natomiast Abde zdecydował się na Osasunę. Jest to krok rozsądny. Osasuna mając braki na skrzydle pozyskała obiecującego, szybkiego i błyskotliwego Marokańczyka, który swoją jedyną bramkę w LaLiga zdobył… właśnie na El Sadar w meczu Osasuna- Barcelona 12 grudnia 2021 roku (2:2). Na sam start ma zatem miłe wspomnienia z nowym miejscem pracy.

Gorąca atmosfera

Zostawiamy barcelońskie piekiełko i przenosimy się do Andaluzji. Tam również atmosfera jest gorąca. W przypadku Sevilli niestety ukierunkowana negatywnie. Kompletnie nie udało się poskładać ekipy po ubytkach. Linia obrony bez Julesa Kounde i Diego Carlosa zupełnie nie funkcjonuje. Defensywa jest dziurawa jak sito, nowi gracze na tę pozycję na razie rozczarowują (Nianzou), albo notorycznie są kontuzjowani (Marcao). W Deadline Day poszukano wzmocnień do formacji ataku. Sprowadzenie Kaspera Dolberga jest wyraźnym wotum nieufności wobec duetu napastników już będących w klubie. Rafa Mir i Youssef En Nesyri zawodzą po całej linii. Kibice także to widzą. W czasie fatalnego w wykonaniu Sevilli meczu z Barceloną (0:3) wygwizdywali schodzących z boiska piłkarzy. Najbardziej oberwało się właśnie En Nesyriemu, który de facto szuka formy od roku (poprzedni sezon to tylko 5 goli w LaLiga).

Dodatkowo dokonano roszady na skrzydłach. Do Ajaxu powędrował Lucas Ocampos (od 3 lat w Sevilli – z każdy rokiem coraz gorzej), a na Sanchez Pizjuan zameldował się Adnan Januzaj. Belg szukał latem klubu z kartą w ręku po wygaśnięciu kontraktu z Realem Sociedad. Zgłosiła się dopiero zdesperowana Sevilla. Jego nieprzewidywalność może w jakiś sposób rozruszać i oskrzydlić Los Nervionenses. Pytanie tylko, czy problemy nie napiętrzyły się tam na tyle, że dopiero zmiana trenera oczyści klimat. Choć prawda również jest taka, że Monchi jako dyrektor sportowy nie pomógł Lopetegui’emu w budowaniu silnego składu 22/23. Za dużo szalonych, doraźnych ruchów przy kluczowych odejściach. LaLiga póki co weryfikuje – 1/12 punktów po czterech kolejkach.

„Umar król, niech żyje król”

Dużo działo się także w Almerii. Zespół Rubiego stracił swój ząb trzonowy, jakim bez wątpienia był Umar Sadiq. Nigeryjczyk przeniósł się do Realu Sociedad, by wraz z wracającym do San Sebastian Alexandrem Sorlothem wejść w buty Alexandra Isaka, który wybrał Anglię. Sadiq był postacią fundamentalną dla Almerii. Jego siła, szybkość, skoczność i specyfika gry były niezwykle groźne. W nowym klubie już na własnej skórze przekonali się o niebanalnych umiejętnościach napastnika – po wejściu z ławki 25-latek wyrównał stan rywalizacji Sociedad – Atletico (1:1). W Kraju Basków będą mieli z niego pociechę. Po Isaku nikt płakać nie będzie.

A Almeria mogła jedynie zakrzyknąć – „Umar król, niech żyje król”. I tak 20 mln z Sadiqa zainwestowała w dwóch ciekawych młodych piłkarzy. 7 mln powędrowało do Flamengo za Lazaro. 20-latek może obsadzić pozycję skrzydłowego. W Brazylii krążyły o nim pozytywne opinie więc w klubie postanowiono podjąć ryzyko. To drugi po Kaikym brazylijski talent jaki zameldował się w Andaluzji.

Jeszcze więcej kasy – 10 mln euro – trafiło na konto Reims. El Bilal Toure nie zapadł jak dotąd w pamięci kibiców, rozegrał jedynie 91 minut na najwyższym szczeblu we Francji. Jednak w Almerii widzą w nim ogromny potencjał i chętnie uczynią go następcą Umara. Przejął nawet po nim „dziewiątkę”. Malijczyk jest dość drogą jak na warunki beniaminka LaLiga zagadką, natomiast Almeria słynęła w ostatnich latach z promowania nieoczywistych piłkarzy w ataku. Choćby Darwina Nuneza. Zatem dalej idą tą drogą.

Ruch w Valencii

Dwa transfery last minute przeprowadziła Valencia. Na kolejne wypożyczenie z Lipska zdecydował się Ilaix Moriba, a pracę z Mourinho na Gattuso chętnie zamienił Justin Kluivert. Wszystkie te ruchy nieco zaciemniło odejście Carlosa Solera – kapitana, wychowanka i postaci kluczowej w środku pola Los Ches. Postanowił wreszcie opuścić rodzinne łono, gdzie miałby problemy z dalszym rozwojem i przeniósł się do PSG. W mieście z pewnością pociekły łzy, natomiast każdy trzeźwo myślący fan VCF zdawał sobie sprawę, że ten czas musiał nieuchronnie nadejść. Na szczęście w klubie nie byli bierni. Transfery, jakie poczyniono dają nadzieję na to, iż zespół nie osiądzie na mieliźnie. Gennaro Gattuso sprawia wrażenie zadowolonego mimo pracy w trudnych warunkach. W dodatku dostał wysokiej klasy dziewiątkę. Przyjazd na Mestalla Edinsona Cavaniego to ogromne wydarzenie.

Unai Emery i jego Villarreal także dodali do talii jedną ciekawą kartę. Johan Mojica w Elche był kimś przebijającym umiejętnościami kolegów. Transfer do większego klubu to naturalny krok w karierze. Ma zastąpić sprzedanego do Brighton Pervisa Estupiniana. O miejsce w składzie powalczy z Alfonso Pedrazą. A, że jesień dla Żółtej Łodzi Podwodnej zapowiada się bardzo intensywnie, swoje minuty na boisku dostanie. Być może też w Poznaniu.

Inne ruchy Deadline Day klubów LaLiga:

  • Mallorca: Tino Kadewere. Matija Nastasić – ciekawy napastnik Lyonu i doświadczony stoper
  • Celta Vigo: Jorgen Stand Larsen – wysoka, dobrze zbudowana norweska dziewiątka. Takich się teraz ceni w Hiszpanii
  • Real Valladolid: Kenedy – powrót do Hiszpanii. W Getafe zawiódł, w Granadzie dał radę
  • Getafe: Munir, Jordan Amavi – niechciani w Sevilli i Marsylii
  • Elche: Federico Fernandez – po 10 latach w Anglii (Swansea, Newcastle) wraca do LaLiga
  • Girona: Oriol Romeu, Manu Vallejo, Toni Fuidias, Toni Villa, Paulo Gazzaniga – duży ruch; wszyscy, poza Romeu, to raczej uzupełnienia kadry. Ale cenne
  • Rayo Vallecano; Pep Chavarria, Abdul Mumin – dwaj stoperzy. Pierwszy z doświadczeniem w Segunda, drugi w lidze portugalskiej (łapie dużo kartek)

Warto na koniec wspomnieć o pewnym ruchu w Segunda Divison. Otóż w Leganes pojawił się nowy napastnik. I pewnie nie pisałbym o tym gdyby nie to, że został nim… Piotr Parzyszek! 28-letni Polak dostaje szansę w Hiszpanii. Jest to dość osobliwe, z racji na to, że jego ostatni sezon nie należał do udanych. W Pogoni Szczecin strzelił raptem jedną bramkę w Ekstraklasie. Frosinone, z którego był wypożyczony, oddaje go teraz do Leganes. Życie pod Madrytem powinno przypaść mu do gustu. Czyżby efekt Roberta Lewandowskiego działał tak szybko?