Powołanie dla Gikiewicza? Tu nie chodzi tylko o procent udanych interwencji

Rozpoczęła się przerwa reprezentacyjna, więc niczym boomerang powraca temat powołania dla Rafała Gikiewicza. Kilka dni temu Czesław Michniewicz przedstawił listę piłkarzy zaproszonych na wrześniowe zgrupowanie, na której znowu zabrakło bramkarza Augsburga. No i dyskusja na temat polskiego golkipera ponownie ożyła. Ale czy powinna? Mam wrażenie, że niektórzy patrzą TYLKO na średnią ocen na portalach typu Whoscored czy Sofascore.

Żeby było jasne, Rafał Gikiewicz od kilku lat jest wyróżniającym się bramkarzem w Bundeslidze i statystyki rzeczywiście go bronią. Podważanie jego umiejętności nie ma najmniejszego sensu. Trzeba mieć jednak na uwadze, że przy budowaniu drużyny same umiejętności mogą nie wystarczyć. Bramkarz to specyficzna pozycja w piłce nożnej. Gdy dany golkiper wychodzi w pierwszym składzie na mecz, mamy niemal stuprocentową pewność, że dogra go do końca. Zmiany w bramce, które nie są spowodowane kontuzjami lub czerwonymi kartkami to ewenement. Podobnie jest w przypadku wielkich turniejów. Gdy zdrowie dopisuje, rezerwowy bramkarz ma szansę pojawić się na boisku tylko w ostatnim meczu fazy grupowej, kiedy awans jest już zapewniony.

Wobec tego należy odpowiedzieć sobie na pytanie „czy Gikiewicz to lepszy bramkarz od Szczęsnego?”. Kariery obu zawodników sugerują, że raczej nie. Dyskusja odnośnie pozycji Szczęsnego w kadrze to temat na osobną dyskusję, ale pokrótce przedstawię Wam mój punkt widzenia. Kibice w Polsce to najbardziej pamiętliwa grupa społeczna. A kibice reprezentacji w szczególności. Za Wojciechem Szczęsnym nadal ciągnie się czerwona kartka z meczu otwarcia mistrzostw Europy z Grecją z 2012 roku. Z kolei za Arkadiuszem Milikiem ciągną się niewykorzystane okazje z mistrzostw Europy z 2016 roku i kibice usilnie próbują zrobić z niego słabego napastnika, mimo że ten strzelał dla Napoli i Olympique Marsylia, a ostatnio zalicza świetne otwarcie w Juventusie. Wracając jednak do Szczęsnego, biorąc pod uwagę wielkie turnieje, moim zdaniem stricte na jego konto można zapisać tylko mecz z Grecją. Kibice reprezentacji dopisywali mu natomiast bramkę przeciwko Senegalowi, w której przede wszystkim zawalili Grzegorz Krychowiak i Jan Bednarek czy gola samobójczego ze Słowacją, gdzie tuż przed nim tor lotu piłki zmienił Kamil Glik. Skróty z tych meczów są oczywiście dostępne na YouTube – każdy może je obejrzeć i ocenić jeszcze raz.

Umiejętności bramkarza Juventusu często są deprecjonowane, a niektórzy osiągnęli już ten poziom paranoi, że chcą go zastąpić kimkolwiek. W ich oczach zbawieniem byłby bramkarz Augsburga, Bologni czy też Spezii. Zestawienie obok siebie tych firm wygląda co najmniej komicznie, a przecież nasza kadra ma o wiele poważniejsze problemy na innych pozycjach. Obsada drugiego bramkarza nie powinna aż tak elektryzować opinii publicznej.

Rafał Gikiewicz byłby więc maksymalnie „dwójką”. Wrześniowe zgrupowanie będzie ostatnim przed Mundialem, dlatego selekcjoner Czesław Michniewicz chce pracować z grupą ludzi, którą w większości zabierze do Kataru. To nie jest czas na eksperymenty, a utrwalanie schematów i budowanie team-spirit. Powoływanie Gikiewicza jest niemałym ryzykiem.

Na korzyść Gikiewicza mocno działa fakt, że tuż przed przerwą na kadrę najpierw obronił rzut karny z Werderem Brema w doliczonym czasie gry i dzięki niemu Augsburg wygrał 1:0, a następnie powstrzymał Bayern, notując kilka spektakularnych interwencji i też wygrywając 1:0. Co mówią statystyki Gikiego w tym sezonie?

– trzecie miejsce pod względem liczby interwencji w Bundeslidze (34)

– szóste miejsce pod względem liczby interwencji w pięciu najlepszych ligach europejskich (o dwie więcej od Bartłomieja Drągowskiego)

– siódma najwyższa średnia ocen w Bundeslidze na portalu SofaScore (7,64)

– dziewiąta najwyższa średnia ocen w Bundeslidze na portalu WhoScored (7,50)

– trzy razy w jedenastce kolejki Bundesligi wybieranej przez Kickera po siedmiu meczach

Dlaczego zatem 34-latek wciąż nie zadebiutował w reprezentacji? Jeszcze przed wyjazdem do Niemiec Gikiewicz zawsze znajdował się tam, gdzie były problemy. Zaczęło się w Śląsku Wrocław, od afery alkoholowej. Brat Rafała, Łukasz, stwierdził, że nie będzie trenował z alkoholikiem, po tym jak Patrik Mraz pojawił się na treningu na kacu. Za Łukaszem wstawił się Rafał, a drużyna poparła Słowaka. Od tamtej pory bracia musieli przebierać się w innym pomieszczeniu niż reszta zespołu. Kilka miesięcy później Rafał Gikiewicz brał udział w bijatyce z Przemysławem Kaźmierczakiem.

Po wyjeździe do Niemiec jego relacje z kolegami wcale się nie poprawiły. Myślę, że każdy zna historię o tym, jak Rafał Gikiewicz był tłumaczem w rozmowie między Robertem Gumnym a trenerem, a następnie całą krytykę, jaka spadła na młodego obrońcę, bramkarz wyniósł do mediów. Zdarzało mu się krytykować Bartosza Kapustkę, wyliczał minuty rozegrane przez Bartłomieja Drągowskiego i próbował udowodnić, że jest od niego lepszy, co odebrano jako brak szacunku. A teraz miałby wejść do reprezentacyjnej szatni, jak gdyby nigdy nic?

Rafał Gikiewicz momentami wręcz na siłę próbuje wprosić się do kadry, udzielając na ten temat wielu wywiadów redakcjom czy telewizjom. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że część dziennikarzy, z którymi Giki ma dobry kontakt, też próbuje wywrzeć presję na selekcjonerze, po raz kolejny wałkując ten sam temat, który stał się już irytujący.

Kończąc już dyskusję o ewentualnym powołaniu dla Rafała Gikiewicza trzeba wziąć pod uwagę, jak mogłaby go przyjąć drużyna. Oglądając różne materiały z kadry na kanale „Łączy Nas Piłka” można odnieść wrażenie, że atmosfera w zespole jest najlepsza od dawna, być może od Euro 2016. Pojawienie się Gikiewicza raczej nie spotkałoby się z entuzjazmem innych kadrowiczów, ponieważ jest najbardziej kontrowersyjną postacią w polskiej piłce. Jego zachowanie mocno krytykował chociażby Kamil Grabara. Bramkarz Augsburga wielokrotnie był negatywnie oceniany za postawę pozasportową, a mimo to nie wyciągnął żadnych wniosków. Z piłkarskiego punktu widzenia zaryzykuję stwierdzenie, że to właśnie pozycja drugiego bramkarza jest najbardziej marginalna w futbolu. Rok temu Włosi zdobyli mistrzostwo Europy, a najlepszym zawodnikiem turnieju wybrany został Gianluigi Donnarumma. Nieoceniona była w tym rola Salvatore Sirigu, który spędził na murawie symboliczną minutę, ale był kluczową postacią w szatni Squadry Azzurra i „opiekował się” zawodnikiem Paris Saint-Germain, przede wszystkim przed seriami rzutów karnych. Rezerwowi bramkarze mają naciskać na tego podstawowego, ale przy tym dbać o atmosferę w szatni. Dlatego też powołania otrzymali sprawdzeni Łukasz Skorupski i Bartłomiej Drągowski, a doświadczenie ma łapać Radosław Majecki, z którym Michniewicz współpracował w młodzieżówce.

Gikiewicz swoimi występami zasłużył na powołanie do reprezentacji Polski, ale procent udanych interwencji to nie wszystko. Zacznijmy rozmawiać o pozycjach, które naprawdę mają znaczenie.